Top 10 irytujących postaci w mandze i anime

(Kolejna socjologia = kolejna notka)

Znacie może takie osoby, które samym faktem swojego istnienia oraz przebywania w tym samym pomieszczeniu co wy, są w stanie wyzwolić w was najbardziej prymitywne mordercze instynkty? Jeżeli nie, to jesteście szczęśliwi. Niemniej, istnieją jeszcze postacie nieistniejące w rzeczywistości, które skutecznie podnoszą nam ciśnienie krwi… Oto lista 10 chińskobajkowych bohaterów i bohaterek, których po dziś dzień strawić nie mogę.

Mina Sofi w trakcie pisania tego postu.

Shirou Emiya (Fate/Stay Night)

Paulo Coelho świata anime

 

 

 

 

 

 

 

 

Tak, ten o to cierpiący na Kompleks Supermana pan jest autorem chyba najsłynniejszego cytatu w świecie mangi i anime. Dodatkowo, jego poziom altruizmu mógłby z niego zrobić kolejnego Papieża, ale że nie istnieje, to Papieżem nie jest. Jest masochistą, który lubi udawać, że rany nie bolą, a on sam jako Hiroł of dżastys, ma obowiązek stawiać dobro i życie innych ponad swoim. Poza tym jest straszliwie uparty, a ta cecha, w połączeniu z posiadaniem fistaszka zamiast mózgu, jest bardzo niebezpieczna.

Eren Jeager (Shingeki no Kyojin)

Typowy Eren

„KILL ALL TITANS” „KILL ALL OF THEM” „KIL… oh sh*t I am titan”

Ekhem… Eren Jaeger AKA Najbardziej Irytujący Protagonista w Historii Mangi i Anime. Narwany, zanim coś powie lub zrobi to nie pomyśli, zawsze się wplącze w jakieś tarapaty, musi być ratowany, drze mordę jakby ktoś mu wycinał żylaki odbytu na żywca. Od kilkudziesięciu rozdziałów czekam na to, aż jakiś tytan go rozdepcze, raz a dobrze, albo aż któryś z jego kolegów nie wytrzyma i sprzeda mu prawego sierpowego, tak, że głowa się zakręci o 270 stopni. Może w następnym rozdziale…

Shinji Ikari (Neon Genesis Evangelion)

„Ale jak to, moja mama jest robotem?”

Kolejny cieć nie wiedzący co zrobić ze swoim życiem,  wykonuje więc rozkazy olewającego go ojca, ryzykując przy tym życie w olbrzymim robocie, w którym uwięziona jest dusza jego matki. W sumie nie dziwię się, że Shinjiemu brakuje szóstej klepki… Z drugiej strony to nie usprawiedliwia całej reszty jego osoby, a zwłaszcza płakania w Evie nad swoim losem i rozmyślania w czasie ataku Aniołów. Świat się kończy, a ten sobie przypomina, że tatuś go nie kocha.

Rikka Takanashi (Chuunibyou demo Koi ga Shitai!)

Prawie jak Pokemon

Wiem, że to miało być anime o gimbusach, ale w przypadku Rikki poziom gimbusiarstwa osiągnął Wyżyny Tybetańskie. Nie dość, że nie rozumie poleceń, które bez problemu i protestu wykonuje mój pies, to jeszcze wydaje jej się, że jest superbohaterką (idealna niewiasta dla Shirou). Miała, i owszem, smutną historię życia, ale w takiej sytuacji zamiast być wrzodem na tyłku społeczeństwa powinna udać się do odpowiedniego lekarza, tudzież odpowiedniej placówki leczniczej.

Nagisa Furukawa (Clannad)

Moe over 9000.

Nagisa jest jedną z tych postaci, które leżą w szufladzie „Nie lubię, ale sama nie wiem dlaczego”. Może to przez jej skłonność do nazbyt częstego, na mój gust, płakania i obwiniania się o wszystko (patrz kariera jej rodziców).Może przez jej irytujący brak charakteru i bezpłciowość. A może to, że w czasie kiedy nie płakała to niemalże bez przerwy się uśmiechała jak 16-latka próbująca ukryć przed rodzicami fakt, że jest pijana. Clannad sam w sobie wybitną VN-ką nie jest a fakt, że w anime przedstawiono ścieżkę najnudniejszej dziewczynki wywołuje u mnie facepalm.

Shu Ouma (Guilty Crown)

I jeszcze przemądrzały.

Ten to przeszedł ewolucję: zwyczajny uczeń, wojownik sprawiedliwości, szkolny dyktaror, angstujący mały Hitler, na nowo rozbudzony kompleks Mesjasza i spokojny kaleka świętujący urodziny zmarłej koleżanki. Zmiany nastrojów normalnie jak u kobiety w ciąży. Faktem pozostaje, że w pewnym momencie Shu stał się egoistycznym, dyktatorskim bucem, który widział winę u wszystkich tylko nie u siebie. Najgorszy protag do momentu poznania Erena…

Shoko Sashinami (Valvrave the Liberator)

No way!

Jeżeli jesteś zmutowanym, nieśmiertelnym, kosmicznym wampirem, którego wspomnienia zasilają mechy z uwięzionymi duszami istot pozaziemskich, to Shouko nie będzie twoją przyjaciółką. Zamiast tego oskarży cię o całe zło tego świata i będzie próbowała cię zabić… Dodatkowo jest bardziej niż bezużyteczna. Po cholerę była w tym anime do dzisiaj nie wiem.

Yukine (Noragami)

Dowód na to, że dla każdego jest nadzieja – po okresie buntu, Yukine staje się całkiem spoko.

Mały egoistyczny, za przeproszeniem, martwy gnojek, który myśli, że wszystko mu wolno ponieważ umarł i świat powinien go za to przeprosić. Kradnie, kłamie, rani, ucieka, odpyskuje i ma zboczone myśli. Nie troszczy się o tych co próbują mu pomóc i generalnie, przydałby mu się jakiś dobry spanking. Co go wyróżnia? Potem się robi nawet sympatyczny.

Chibitalia (Hetalia)

Tak słodko, że już cukrzyca.

Nienawidzę małych, piszczących dzieci wyglądających jak pieróg z nóżkami. Chibitalia dodatkowo ma pieroga zamiast mózgu i dżenderuje społeczeństwo wmawiając wszystkim, że jest dziewoją. Ja wiem, że Hetalia sama w sobie wybitna nie jest i większego sensu nie ma, ALE postać Chibitalii, która wnosi do fabuły jedynie dodatkowy pairing, wywoływała u mnie wzrost ciśnienia tętniczego krwi.

Ema Hinata (Brothers Conflict)

Wspaniała heroina i jej gadający (głosem Leviego) wiewiór.

Normalne dziewczyny w przypadku bycia napastowanymi przez kilkunastu przybranych braci i gadającego Pokemona w przebraniu wiewiórki poinformowałyby odpowiednie służby. Ema wszystko to interpretuje jako okazywanie bratersko-siostrzanej miłości (widać, że jest wielką fanką opery WalkiriaGry o Tron). Bym nazwała to kretynizmem, ale to chyba podchodzi bardziej pod imbecylizm…

 

Jak widać aby mnie zirytować trzeba być albo bezjądrzastym narwanym cieciem albo atencyjną prostytutką. Jest jeszcze Ema, która cierpi na wybitne bezmózgowie. Ten bardzo nieambitny post miał na celu głownie rozruszanie moich skażonych formaliną szarych komórek oraz dostarczeniu wam wątpliwej jakości rozrywki.

~Sofi

Reklamy

14 komentarzy do “Top 10 irytujących postaci w mandze i anime

  1. Nie oglądałam pierwotnego F/SN, ale w tym z tego roku Shirou mnie jakoś wybitnie (jeszcze?) nie wkurza. Znaczy jest trochę płaski (jak moje śliczne biurko <3), ale dzięki Rin jakoś tego nie widzę. Za to irytuje mnie Saber. Ta to jest dopiero bohaterem x.x

    Na Erena przestałam jakoś zwracać uwagę. W sumie mangi też nie czytam, więc może dlatego. Acz lubię go w humorystycznych paskach robionych przez fanów/antyfanów. Taka postać w sam raz do pastwienia się.

    „Clannad sam w sobie wybitną VN-ką nie jest”
    O mój borze <333 W końcu ktoś, kto nie wmawia mi, że Clannad jest wspaniały i w ogóle wstyd, że nie płakałam (i nie przerobiłam całego tylko jakąś połowę, bo dłużej się nie dało wytrzymać). Ogólnie z tego, co pamiętam, prawie wszystkie postaci z Clannada wrzuciłabym do „irytujące”.

    Shouko była po to, żeby cierpieć. A mogła zginąć w tym pierwszym odcinku :/

    Yukine to fajny przykład bohatera, który ewoluuje (jak pokemon) i się zmienia, ale niezbyt drastycznie. No i jest martwą szotą. To trzeba lubić.

    Jeżeli o mnie chodzi to, jak już coś wkurza, to zazwyczaj jest z animu na podstawie VNki czy innego podrywania wirtualnych chłopców czy lolitek. To chyba akurat zmora tego „gatunku”, bo trzeba wybrać jedną ścieżkę, więc inne postaci dostają dwutonowym klockiem żelaza i się spłaszczają/są złe/trzeba je zabić.
    Jeszcze aporo wkurzania- Index z Toaru i Lou z ZnT. Dwie płaskie, irytujące lolitki D:
    Sof a co z Asuną/Yui z ssao? Albo tą siostrą Kirity? D:

    Lubię to

  2. O! Podpisuje się nogami i rękami pod postacią Shirou. On u mnie zajmuje pierwsze miejsce w rankingu najbardziej wkurzających postaci i do tej pory nikt go nie pobił. Zresztą Fate/Stay Night właśnie dzięki niemu dłużyło mi się jak krew z nosa i nie mam pojęcia, jakim cudem ja to obejrzałam do końca. Tak mdłej postaci, przepełnionej ślepą chęcią czynienia dobra, wypluwającej z siebie bzdurne, podniosłe frazesy to ja jeszcze nie widziałam. Dodatkowo – fakt – głupi jak but, z denerwującą postawą rycerza który weźmie wszystko na klatę a potem zdycha na ziemi, bo rzecz jasna dostał po mordzie… Dobra, przyznaje, irytuje mnie w nim absolutnie wszystko, począwszy od stóp to włosów. Troszkę sobie ulżyłam :)
    Eren mnie nie wkurzał, Nagisa… w sumie to nie pamiętam już. Chyba była mi obojętna. Yukine fakt, działał na nerwy, ale tylko w anime. W mandze naprawdę go polubiłam :)

    Lubię to

    • Kocham mangowego Yukine i jego transformację po oczyszczeniu :D
      Widać, że Kiritsugu dzieci wychowywać nie umie: córeczka fiksuje na punkcie Graala i zemsty, a Shirou robi za Winkelrieda narodów :P

      Lubię to

  3. Mam kompletnie inne spojrzenie na bycie irytującym. Gostek z Noragami był nawet sympatyczny, protagonistka z Chuunibyiou zaczęła mnie wkurzać dopiero w drugiej serii. Erena nawet że lubię, ale to typek, który raczej niespecjalnie się wyróżnia na tle innych shounenowych głównych bohaterów, a w Hetalii wkurzali mnie niemal wszyscy. Nie pamiętam, jaki stosunek miałam do gostka z Fate/Stay Night i Guilty Crown, Valvrave the Liberator, NGE i Brothers Conflict nie widziałam, ale z niechęcią do Nagisy w stu procentach się zgadzam. U mnie w czołówce najbardziej wkurzający jest Excalibur z Soul Eatera, po prostu wznosi mnie na wyżyny zirytowania, podobne emocje wywoływały u mnie jeszcze trzy lolity, pojawiające się w anime Yamato Nadeshiko Shichi Henge. A poza tym, z czym większość ludzi się nie zgadza, niepomiernie wkurza mnie Haruhi Suzumiya.

    Lubię to

    • Yukine na początku był sympatyczny, potem nie do zniesienia, a na końcu już go uwielbiałam. Zresztą w samej mandze jest moją drugą ulubiona postacią. Nie zmienia to jednak faktu, że był egoistycznym gnojkiem :P Excalibur miał zbyt krótki czas antenowy by mnie porządnie wkurzyć zaś Yamato Nadeshiko Shichi Henge nie widziałam :x
      Haruhi też mnie przez pewnien moment na początku niezmiernie irytowała, ale potem jakoś zostałam zarażona jej optymizmem.

      Lubię to

  4. Niespodzianka! Spodziewałem się, że połowę listy zapełnią bohaterski reverse haremów, które są wręcz legendarne jeśli chodzi o irytowanie widza :)

    Naprawdę uważam, że Guilty Crown miało zadatki na bycie ponadprzeciętną młodzieżową serią SF, ale postacie rozwaliły to na całej linii. Shu był jednak moim zdaniem tylko połową problemu, ta tajemnicza dziewczyna, która mówiła równoważnikami zdań wcale nie była lepsza.

    Umieszczając na liście Shirou przypomniałaś mi dlaczego początkowo z dystansem podchodziłem do najnowszego Fate/Stay Night i długo wzbraniałem się przed oglądaniem.

    Lubię to

    • Stwierdziłam, że jedna przedstawicielka w postaci Emy to aż nadto :P

      Guilty Crown miało potencjał, ale fabuła była strasznie słaba, a poza dwójką głównych bohaterów cała reszta robiła za tło tła (no chyba, że mieli umrzeć). Jedyną godną uwagi postacią był moim zdaniem ten blond syn generała co pilotował mecha oraz ta dziewczyna na wózku – oboje przejawiali jakieś śladyc charakteru i osobowości.

      Fate/Stay Night jest IMO najsłabszą ścieżką całej gry. Nawet Saber zachowująca się jak zakochana nastolatka irytuje :P

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s