Wielka Szóstka czyli nastoletni Japończycy znowu ratują świat

Jakiś czas temu popełniłam post na temat potecjalnych nominowanych do jednej z najbardziej znienawidzonych na świecie nagród, czyli Oscara. Mowa była oczywiście o kategorii Pełnometrażowy Film Animowany, a wśród moich osobistych faworytów znalazło się najmłodsze dziecko stajni Disneya czyli Wielka Szóstka. Jako że jestem już po seansie owego dzieła, to zdecydowałam się napisać recenzję by nie było, że tylko Smoki mi w głowie (a poza tym bohater to mały Dżapończyk walczący ze złem i występkiem więc na siłę można to pod bloga podciągnąć). Zapraszam.

Wielka szóstka czyli bajka o studentach polibudy

Mimo że na Mam tę moc Miłość rośnie wokół nas Disney się nie kończy, to stereotypowy widz film animowany tego studia automatycznie łączy ze śpiewającymi niewiastami, które lubią co nie co skopać Temu Złemu bądź Brzydkiej Czarownicy. Nic więc dziwnego, że owy stereotypowy widz w życiu by nie połączył produkcji o nastoletnich superbohaterach z Disneyem, a jednak taka mieszanka powstała i nosi tytuł Big Hero 6 (tudzież po polsku Wielka szóstka). Sama fabuła animacji jest luźno oparta na komiksie Marvela pod tym samym tytułem, tak więc polecam wszystkim czytelnikom wybierającym się na Wielką szóstkę wypatrywać cameo Stana Lee. A skoro już o fabule mowa to wypadałoby ją nakreślić…

Smutno ci? Defibrylacja to zmieni!

Hiro Hamada to genialny, mieszkający w San Fransokyo (taki nieślubny love child San Francisco i Tokio) 14-latek, który w wieku 13 lat ukończył liceum. Zamiast jednak wykorzystywać swój geniusz w lepszych celach, takich jak szukanie lekarstwa na raka, szczepionki na AIDS, usprawnienia USOS-a czy stworzeniu nieplączących się kabli od słuchawek, chłopak woli spędzać wieczory bawiąc się w nielegalne walki robotów. Zdarza mu się przy tym wpadać w kłopoty, a jego rycerzem w białym kasku i na skuterze zamiast konia, jest jego starszy brat, Tadashi, który za dnia robi za studenta robotyki na polibudzie. Tadashi, jak na dobrego człowieka przystało, próbuje namówić swojego młodszego braciszka na studia i w związku z tym zabiera go do nerdowni -uczelnianego laboratorium, gdzie Hiro poznaje polibudowych przyjaciół swojego brata oraz sławnego profesora Callaghana. Owo spotkanie zainspirowało 14-latka, którego nowym celem stało się dostanie na Wydział Robotyki. Udaje mu się to zresztą, po niesamowitym pokazie możliwości jego najnowszego wynalazku, czyli mikrobotów, na uczelnianym Expo. Szczęście Hiro trwa zaledwie kilkadziesiąt minut, gdyż niedługo po zakończeniu show w budynku wybucha pożar, a Tadashi chcąc uratować pozostałego w środku profesora, ginie w eksplozji. Wydarzenie to spowodowało, że Hiro odizolowuje się od otoczenia i ignoruje upragnione przyjęcie na studia. Wszystko zmienia się w dniu, kiedy chłopak przypadkowo aktywuje Baymaxa, ostatni projekt swojego brata, będący robotem medycznym. Dodatkowo młody Hamada zauważa, że pozostały mu mikrobot zaczął odbierać jakieś sygnały. Razem z Baymaxem zaczyna za nim podążać, co kończy się odkryciem w opuszczonym magazynie fabryki mikrobotów oraz sterującego nimi tajemniczego osobnika w masce kabuki. Łącząc ze sobą fakty Hiro stwierdza, że zamaskowany jegomość miał zapewne coś wspólnego z pożarem na terenie Expo i śmiercią jego brata. Wraz z przyjaciółmi Tadashiego oraz Baymaxem (po przeróbkach) Hiro postanawia złapać złoczyńcę, zanim ten zrealizuje swój plan, czymkolwiek by on nie był.

„Do mnie moja desko”… wróć, nie ta bajka.

Tyle słowem wstępu, a raczej skrótu. Wielka szóstka już od dawna była na mojej liście „do zobaczenia”, gdyż pozytywnie zaskoczona Ralphem Demolką stwierdziłam, że wolę tego nieśpiewającego Disneya. Dodatkowo, pierwsze zwiastuny wyglądały nadspodziewanie zachęcająco, a umieszone w nich utwory Fall Out Boy i Greek Fire tylko spotęgowały pozytywność pierwszego wrażenia (aż chciałoby się powiedzieć „W końcu nie ma 30 seconds to Mars”, ale w którymś zwiastunie użyto Edge of the Earth). Na dzień dzisiejszy, jestem filmem po prostu zachwycona. Zacznijmy od głównego bohatera jakim jest 14-letni, genialny Hiro, który zamiast wykorzystywać swój talent by czynić Większe Dobro woli uczestniczyć w nielegalnym procederze, a do całej reszty życia podchodzi z istnie gimbazjalnym nastawieniem „miej wy**bane a będzie ci dane”. Dla osieroconego w wieku 3 lat chłopaka Tadashi jest najbliższą sercu osobą, co widać choćby w momencie, kiedy starszy Hamada ginie. Mimo że przez pewien moment może nam się wydawać, że Hiro ruszył do przodu pod wpływem przyjaciół Tadashiego, to jedna ze scen pokazuje nam, że jest inaczej a chłopak tłumiąc swoje uczucia tylko pogarsza sprawę. Cały ten skumulowany gniew doprowadza do tego, że nasz bohater jest w stanie przeprogramować Baymaxa w celu zabicia drugiego człowieka… Nie gorzej przedstawiają się przyjaciele Tadashiego z nerdowni. Pierwszą osobą, którą poznajemy jest ToTo (wspaniale przełożone z oryginalnego Go Go Tomago) projektująca swój pozbawiony oporów rower oparty na zjawisku elektromagnetyzmu. Nie rozstaje się ona ze swoją gumą do żucia i ma dosyć ambiwalentny stosunek do zasad ruchu drogowego tudzież szeroko pojętego bezpieczeństwa. Drugą dziewoją jest Honey Lemon, na swój sposób szalona chemiczka przeprowadzająca niemożliwe, z punktu widzenia chemii rzeczywistej, reakcje chemiczne rozsiewając przy tym cały swój optymizm oraz nadpobudliwość. Męskimi elementami naszej wielkiej szóstki są Wasabi i Fred. Ten pierwszy to uporządkowany, nieco strachliwy, dobrze zbudowany i trzymający się zasad ekspert od tnących przedmioty laserów. Fred za dnia robi jako maskotka Instytutu Technologicznego w San Fransokyo, zaś nocą… też jest maskotką Instytutu Technologicznego. Poza tym jest maksymalnie wyluzowanym fanem komiksów o superbohaterach, który mieszka w willi wielkości małego państwa. Nawet, trwający zaledwie kilkanaście minut, czas antenowy Tadashiego jest w stanie nam powiedzieć, że troszczy się on o swojego młodszego brata, stara się go przekonać do lepszego wykorzystania jego talentu oraz wspiera go jak tylko może w dążeniu do celu. Z pewnością był on w jakimś stopniu postacią, która inspirowała i motywowała Hiro, nawet po śmierci. Nie bez znaczenia jest rozwijająca się między chłopakiem a Baymaxem więź, która stanowi jedną z osi fabuły. Dla Hiro robot to nie tylko narzędzie mające mu pomóc w zemście za śmierć brata, ale także jedna z ostatnich rzeczy pozostałych mu po Tadashim, a z pewnością ta w którą brat włożył najwięcej serca oraz duszy licząc na to, że w przyszłości będzie w stanie pomóc ludziom.

Podobno film ten nosi tytuł How to train your robot ale ciiii….

Kolejnym plusem filmu jest niewątpliwie humor. Po wyjściu z kina autentycznie bolały mnie policzki ze śmiechu. Niektóre żarty są skierwane wybitnie w kierunku nastolatków oraz dorosłych, tak więc twórcy przewidzieli, że w salach kinowych znajdą się osoby, które ukończyły już podstawówkę i wypadałoby też im coś dać od życia. Jak to w bajkach bywa mamy oczywiście Smutny Moment Pod Koniec Filmu, kiedy to sięgamy po niedołączone do biletu chusteczki doskonale wiedząc, że wszystko zakończy się szczęśliwie.

Baymax ma podobno być napastnikiem naszej reprezentacji narodowej

Pod względem technicznym Disney nie zawodzi. Podobno w czasie produkcji Wielkiej szóstki wykorzystano więcej klatek niż w czasie produkcji Zaplątanych Krainy lodu razem wziętych. Oglądając film w 3D duże wrażenie wywarły na mnie scena pierwszego lotu Hiro i Baymaxa oraz niesamowicie zanimowane sekwencje w których wykorzystano mikroboty. W ruszającej się masie bez problemów dało się wskazać pojedyncze urządzenia zaś przejścia między jedną formą utworzą przez armię mikrobotów, a drugą były niezwykle płynne. Za ścieżkę dźwiękową odpowiedzialny był wychowanek Hansa Zimmera, Henry Jackman, który wcześniej stworzył soundtracki do filmów takich jak X-Men: Pierwsza klasa, Kick-Ass czy Ralph Demolka. Jeżeli ktoś będzie szukał tam muzyki orkiestrowej to się zawiedzie – na ścieżce dźwiękowej dominuje muzyka elektroniczna połączona momentami z czymś co przywodzi nam na myśl utwory rodem z filmów z Jackiem Chanem. Nie oznacza jednak to, że OST jest zły, ponieważ idealnie wpasowuje się on w klimat filmu i nawet mi, osobie mającej alergię na muzykę elektroniczną, był w stanie przypaść do gustu. Utworem napisanym specjalnie do Wielkiej szóstki, promującym jednocześnie film, jest Immortals wykonane przez Fall Out Boy.

Tyle chwalenia a co z rzeczami, które mi się nie podobały? Kolejną alergią, którą posiadam jest ta na wątek podróży międzywymiarowych w filmach, które o takowych podróżach stricte nie traktują. Pod koniec filmu miałam ochotę zrobić twarzodłoń i wykrzyczeć „Disney why?!”. Już pominę fakt wybiórczego wsysania ludzi i przedmiotów przez portal międzywymiarowy gdyż jest to przywra obecna w wielu filmach. Inną wadą, i chyba najważniejszą w całym filmie, jest fakt, że postacie praktycznie w ogóle się nie rozwijają. Jedyną zmianą jest przypomnienie sobie Hiro, że jego brat chciał pomagać ludziom, a nie ich mordować. Poza tym miejscami Wielka szóstka to teatr jednego aktora, gdzie postacie drugoplanowe zdają się być tylko tłem dla poczyniań młodego Hamady. Mogłabym też popsioczyć, że film ostro zalatuje produkcjami Dreamworksu, ale nie wiem czy jest to akurat w tym przypadku wada (fakt faktem dwie sceny latania były zerżenięte z Jak wytresować smoka, ale ten szczególik pominę).

Motywujący Tadashi

Podsumowując, Wielka szóstka jest dobrym, a nawet bardzo dobrym, filmem animowanym na który warto wydać pieniądze w kinie. Nie uważam jednak go za film godny statuetki Nagrody Akademii. Po pierwszym seansie dam mu 8-/10

 

Reklamy

6 komentarzy do “Wielka Szóstka czyli nastoletni Japończycy znowu ratują świat

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s