Łzy radości, smutku i inksze wody – lato 2014 w anime

Z dużym opóźnieniem (związanym z bezneciem Sofi oraz faktem, że studia zaczęły ją powoli zabijać), ale jest! Notka na temat sezonu letniego 2014! Cóż to był za sezon! Krew, mechy, miłość, ludzkie dramaty, zawody sezonu, czarne konie sezonu, paringi sezonu, cenzury sezonu itp. Jednak słoneczne wakacje zaczynają ustępować Złotej Polskiej Jesieni a to znak, że wypadałoby napisać notkę.

Do komputerów! Notka wreszcie się pojawiła! (Gekkan Shoujo Nozaki-kun)

Akame ga Kill 

Mała różowa z wielką bronią? Check.

Tatsumi chcąc być zwyczajnym nastolatkiem opuszcza swoją Ukrytą w Liściach wioskę by zdobyć bogactwo i ją uratować. W Stolicy Imperium dowiaduje się, że władca jest szotą, władza jest zgniła jak jabłko zaś jego nakama zostali porwani, torturowani i zamordowani. Przypadkowo też natrafia na grupę Night Raid, która zabiera bogatym i daje biednym skracając przy tym tych i owych o głowę.

Nie. Nie. Nie. Trzy razy nie, trafia do dropniętych. Cycki, miecz, krew, milcząca protagonistka, narwany protagonista któremu na początku nic nie wychodzi, jeszcze więcej krwi… Stanowczo nie moje klimaty a od krawędzi mam School Days. Słyszałam, że manga jest lepsza a autor zepsuł Święta lecz nie miałam cierpliwości by brnąć dalej w to krwawe bagno. Nawet muzyka Iwasakiego Taku mnie nie przekonała.

Nie daję oceny gdyż trafiło do kosza serii o których chcę zapomnieć.

Sofi

Aldnoah/Zero

Pewni bohaterowie Aldnoah.Zero zostali stworzeni by cierpieć.

Tak dla przypomnienia… W latach 70. XX wieku Hamerykanie odkryli na Księżycu bramę teleportacyjną na Marsa. Bardzo szybko kolonizatorzy Czerwonej Planety idąc na niepodległościową modą ogłosili powstanie Imperium Vers i w 1999 roku wybuchła wojna, której skutkiem było zniszczenie Ziemii, wysadzenie naszego naturalnego satelity i ulokowanie przez Versian kilkudziesięciu potężnych stacji kosmicznych na naszej orbicie. 15 lat później zostaje przeprowadzony na Ziemii zamach na Versjańską księżniczkę, wybucha nowa wojna a świat mogą uratować tylko licealiści pilotujący mechy.

Jarałam się tą serią niczym lasy Kalifornii latem. Seria mecha od Gena Urobuchiego oznaczała dużo bólu, śmierci oraz momenty, kiedy chcemy przeprosić, że żyjemy. Niestety jak to w życiu bywa, nasz kochany sadysta stwierdził, że po 3 odcinkach studio A-1 Pictures (Kuroshitsuji, Magi, Ao no Exorcist) sobie z pewnością poradzi z dalszym prowadzeniem fabuły mając jedynie jej zarys. Tak się jednak nie stało, a przeskok poziomowy między 3, a 4 odcinkiem da się odczuć niczym uderzenie z mechowej pięści. Czy jest to jednak seria zła? Absolutnie nie! Biorąc pod uwagę inne tytuły zafundowane nam przez Japończyków w tym sezonie, z całą pewnością Aldnoah/Zero ląduje na podium. Bohaterowie są łatwi do polubienia (Slaine! Moje dziecko!), ich motywacja jest silnie zarysowana, a poznając powody dla których autor spisku postanowił wywołać wojnę jesteśmy nawet w stanie go zrozumieć. Zarówno muzyka, jak i animacja, stoją na bardzo wysokim poziomie, a Kalafina ponownie udowodniła, że jest czołowym zespołem pod względem tworzenia openingów/endingów. Problemem jest bardzo nierówny poziom poszczególnych odcinków. Podczas gdy jeden z nich jest przepełniony akcją, to w drugim się nic nie dzieje. Niektórych może irytować geniusz głównego bohatera, naiwność księżniczki oraz odwieczny ból istnienia Slaine’a. Wiele rzeczy nadal nie zostało w 100% wyjaśnionych, jednak już na styczeń zapowiedziano drugi cour na który czekam z niecierpliwością.

7+/10 (trzy pierwsze odcinki 8+/10)

Sofi

Ao Haru Ride

Sofi przeprasza za opóźnienie notki ;___;

Futaba Yoshioka, idąc do liceum, obiecuje sobie, że znajdzie przyjaciół i zamknie w życiu rozdział samotnego jedzenia drugiego śniadania. Przypadkowo odkrywa, że do równoległej klasy chodzi Kou Tanaka, jej miłość z czasów gimnazjum, który pewnego dnia po prostu zniknął. Okazuje się jednak, że wraz z nazwiskiem zmienił się całkowicie charakter chłopaka, nie przypominający już w niczym osoby, którą znała Yoshioka. Uparta dziewczyna postanawia odkryć co się wydarzyło w czasie, gdy ona i Kou byli rozdzieleni.

Proszę państwa oto 100% shoujo romans. W przeciwieństwie jednak do reszty przedstawicieli tego gatunku otrzymujemy myślącą bohaterkę oraz rozwijającego się głównego bohatera. Nie jest tak, że protagonista robi za grumpy cata, bo ojciec wsadził go do mecha i kazał walczyć z aniołami. Kiedy już odkryjemy co tak naprawdę dręczyło duszę Kou, jesteśmy w stanie zrozumieć jego zachowanie, gdyż tak naprawdę to co się wydarzyło mogło mieć miejsce w życiu każdego z nas. Nawet rywalizacja o jego serce między Yoshioką a jej przyjaciółką Yuuri jest nietypowa, ponieważ dziewczyny są świadome uczuć drugiej i stwierdzają, że nie będą ze sobą rywalizować – końcowa decyzja należy do Kou. Relacje między postaciami to z pewnością jeden z plusów tej serii. Kolejnym jest wykonanie techniczne. Production I.G. jak zawsze świetnie się spisało pod względem animacyjno-kolorystycznym a i muzyka w tle jest niezmiernie przyjemna dla ucha. Anime zakończono w dobrym momencie mangi, gdyż później niestety jest już gorzej.

8/10 obejrzałam shoujo romans i mi się podobał… to o czymś świadczy.

Sofi

Barakamon

Wsi spokojna, wsi wesoła…

Jest taki typ historii, które z pozoru nie mają fabuły, a jednak każdy odcinek mija błyskawicznie i trudno się od niego oderwać. Właśnie taką obyczajówką jest Barakamon. Główny bohater, zawodowy kaligraf, po załamaniu jakie przeszedł po zajęcie drugiego (czyli fatalnego) miejsca na wystawie, zostaje przymusowo wysłany do wsi na małej wyspie, gdzie ma przemyśleć swoje czyny i znów przeprosić się z weną twórczą. Ku swojemu zaskoczeniu, na zsyłce wcale nie czeka go spokój i nuda… Mieszkańcy wioski stanowią barwną gromadkę, dla których pojawienie się mieszczucha z samego Tokio stanowi nie lada atrakcję. Na czele komitetu zawracania głównemu bohaterowi głowy, stoi kilkuletnia Naru, dziewczę, którego pokłady energii są wręcz niewyczerpalne. Cała historia obraca się wokół codzienności wyspiarzy i odkrywania kolejnych uroków prowincji.

Te anime to taka typowa obyczajówka z wszystkimi zaletami i wadami gatunku. Dla niektórych będzie ono po prostu nudne. Dla innych, którym nie przeszkadza spokojnie rozwijająca się fabuła i brak większych dramatów, będzie to niezwykle przyjemna przygoda. Także osoby zainteresowane codziennym życiem Japończyków z prowincji znajdą tu dużo dla siebie – główny bohater co rusz odkrywa jakiś zwyczaj, którego nie zna i wraz z widzami ciągle się uczy. Nie będzie to seria, którą zapamiętamy na wieki, nie zmieni też wielce naszego światopoglądu.  ale swoim optymizmem na pewno umili nam kilka godzin życia.

7/10. Osoby nie lubiące obyczajówek mogą się jednak nudzić.

~Darya

Free: Eternal Summer

Czy ja tu naprawdę muszę pisać komentarz?

Drugi sezon słynnego anime o pływających bishonenach, prosto ze stajni KyoAni! Powiedzmy sobie szczerze – nie ma sensu oglądać tej serii bez znajomości pierwszego sezonu (który jest naprawdę dobrą komedią, także dla facetów). Tym razem nasi bohaterowie zmagają się z całkiem sensownymi kłopotami, głównie odnoszących się do kwestii, co zrobić ze swoim życiem po zakończeniu liceum. Oprócz tego: rywalizacja sportowa, gołe klaty, samotne łzy, dobry humor i podteksty, które są jak najbardziej zamierzone.

Niestety drugi sezon jest trochę słabszy od pierwszego. Wydaje mi się, że problemem leży w tym, że zrezygnowano z głównego wątku pierwszej serii – rywalizacji Haruki i Rina. Oczywiście, wciąż będą rywalami, wciąż będzie między nimi, ujmijmy to, iskrzyło, ale to już nie to samo. Więcej momentów będzie miała relacja Haruki i Makoto oraz Rina i jego przyjaciela z dzieciństwa – Sousuke. Niestety, moim zdaniem te relacje nie są już tak intrygujące jak oryginalny „główny pairing” Free!. Nie jest jednak tragicznie. Wciąż można się uśmiać, wciąż można zacieszać do pięknej grafiki. Fani oryginału mogą spokojnie sięgnąć po tę kontynuację.

7-/10. Gorzej niż pierwsza seria, ale wciąż urocze guilty pleasure.

~Darya

Gekkan Shoujo Nozaki-kun

To jest reakcja wielu osób na mangi shoujo. Nie martwcie się, ta seria zostawi was z całkiem innymi minami…

Licealista Nozaki zawodowo tworzy mangi shoujo. Nie byłoby w tym nic dziwnego – to anime, młodsi od niego pilotowali już Gundamy – gdyby nie fakt, że no… Nozaki to facet. I to z tego typu, którego nigdy nie posądzilibyśmy o taką karierę.  Zdziwiona była także Sakura, nasza główna bohaterka, która po miesiącach podkochiwania się w koledze, w końcu wyznała mu miłość. W odpowiedzi dostała autograf i posadę asystentki… A to dopiero początek szalonych przygód twórcy mang shoujo i jego szalonych (dosłownie…) przyjaciół ze szkoły.

Gdyby ktoś spytał mnie, na odcinki jakiej serii czekałam tego lata najchętniej, to podałabym właśnie to anime. Uważam ją za jedną z najlepszych komedii jakie widziałam od dawna. Zasługa w tym po części tematu (cudownego parodiowania schematów serii shoujo), niespotykanie dobrej, jak na taki gatunek, oprawie wizualno-muzycznej (ani razu nie przewinęłam openingu), no i oczywiście bohaterów. Gromadka jest cudowna. Przede wszystkim, każda postać wyróżnia się i ma rozbudowany, oparty na kontrastach, charakter. Czy to bezpośrednia do bólu Seo (która jest także utalentowaną śpiewaczką), udający playboya, ale tak naprawdę szybko zawstydzający się Mikorin czy szkolny „książę” Kashima (która w sumie jest dziewczyną, ale mało kto na to zwraca uwagę). Relacje między nimi są bardzo żywe i główna dwójka często musi odstąpić sporą część odcinka bohaterom drugoplanowym, co w tym przypadku jest sporą zaletą.

9/10. Pewnie przesadzam, ale rzadko jaka seria wywołuje u mnie tak pozytywne odczucia.

~Darya

Glasslip

Jaka piękna dziś pogoda…

Ona widzi w szkle przyszłość, on słyszy co się wydarzy, w tle mamy przyjacielskie dramy, a gdzieś miedzy bohaterami biegają kurczaki, bo mogą.

NIE WIEM O CZYM BYŁO TO ANIME. Możecie mnie torturować, palić żywcem lub kazać jeść szpinak a ja wam i tak nie powiem bo nie wiem. Na początku były fajerwerki i kurczaki potem On spał w namiocie, Ona robiła szkło, jakaś dziewczyna się zakochała w przyrodnim bracie, laska co nigdy nie jechała autem okazała się być bi, potem On się roztroił w lesie i gadał ze sobą, bo nie słyszał już przyszłości, Ona widziała śnieg mimo że nie padał… Na trzeźwo żodyn nie zrozumie. ŻODYN.

Ja, ja nawet nie wiem jak to ocenić.4+/10 bo tła były ładne.

Sofi

Hanayamata 

Prawie jak japońska wersja cheerleaderek.

Słodkie dziewczynki znowu robią słodkie rzeczy, czyli tańczą tradycyjne tańce japońskie, a dokładniej to yosakoi. 14-letnia Naru Sekiya jest typową szarą myszką uwielbiającą czytać o księżniczkach i podziwiać swoją best friend ever czyli Yayę. Jej uporządkowany świat burzy się w dniu, kiedy spotkała Hanę Fountainstand, Amerykankę lubiącą yosakoi do tego stopnia, że nie tylko się uczy jak go tańczyć ale również namawia wszyskich wokół do spróbowania. Podstawcie „Naru” zamiast „wszystkich wokół” i mamy rozpoczęcie fabuły.

Wszystkich fanów słodkich dziewczynek uspokajam… Młodzieży tańczącej yosakoi z każdym odcinkiem jest więcej bo okazuje się, że dla każdej bohaterki taniec oznacza co innego: dla Naru jest sposobem na przełamanie nieśmiałości, dla Yayi nowym początkiem po rozpadnięciu się zespołu muzycznego zaś dla przewodniczącej samorządu uczniowskiego, pierwszym krokiem podjętym przez wzgląd na samą siebie, a nie przez wzgląd na oczekiwania jej ojca. Jako że za całą serię jest odpowiedzialna reżyserka wiosennego No game no life, to spodziewajcie się równie podobnych pastelowych barw. Anime generalnie jest przyjemne do obejrzenia przy kubku gorącej czekolady w momencie gdy chcemy wszystko rzucić w cholerę, lecz nie jest to pozycja z gatunku „muszę zobaczyć bo inaczej moje życie będzie bez sensu”.

7+/10. Ładna muzyczna, ładne tańce, ładne dziewczynki… Było ładnie.

Sofi

Kuroshitsuji: Book of Circus

Tej ekranizacja stanowczo należą się brawa.

Wiele osób było zirytowane starą wersją anime. Ja, przykładowo, udaję, że jej nie ma. Z nieufnością przyjęłam też wiadomość o nowym sezonie… Wątpliwości te szybko się ulotniły, gdy okazało się, że seria będzie adaptacją mangowego wątku o Cyrku, uważanego powszechnie za najlepszy arc całej mangi. Ciel i Sebastian, na rozkaz królowej badają sprawę dzieci, ginących w miejscowościach w których zatrzymywała się popularna grupa cyrkowa. Żeby przypatrzeć się wszystkiemu dokładnie rekrutują się w szeregi artystów, poznając kolorową gromadkę, kryjącą pewne tajemnice…

Choć opis brzmi banalnie, wszyscy, którzy znają już tę historię z mangi wiedzą, że to realizacja, z pozoru nieodkrywczego motywu, stworzyła perełkę. Ciekawi bohaterowie, powoli odkrywane powody ich postępowań, znakomicie wyważony dramat i humor oraz naprawdę śmiałe i poruszające zakończenie tworzą coś, co zapamiętujemy na długo. Tym milsze jest, że wersja animowana naprawdę stanęła na wysokości zadania. Oprawa graficzna i muzyczna jest naprawdę na najwyższym poziomie, a 10 odcinków to idealna długość, by przekazać całą historię bez dłużyzn czy niepotrzebnych cięć. Słyszałam głosy, mówiące, że drobniutkie filery (dokładniej ten z kuszeniem i porwaniem dziewczynki) zepsuły trochę przekaz całości, ale powiedzmy sobie szczerze, anime to jest robione z myślą o osobach czytających już wcześniej mangę, więc szybsze wyjawienie tego czy innego faktu nie powinno być odbierane tak źle.

9/10. Po prostu znakomite anime. Osoby nie znające wcześniej mangi (czy choćby anime) Kuroshitsuji mogą nie załapać wszystkich smaczków, ale wydaje mi się, że też powinny być zaintrygowane. Cała reszta – marsz oglądać!

~Darya

Love Stage!

Z jednej strony to rozpacz hejterów shonen-ai na widok kolejnej serii z tego gatunku, z drugiej, radość fanek na widok nowego, urocze shippu.

Shonen-ai tego sezonu. On i on, najpierw nie chcą, znaczy jeden chce, ale tylko dlatego, że myśli, że drugi to dziewczyna, bo jak się poznali 10 lat temu, to grali razem w reklamie, w której jeden z nich był przebrany za dziewczynę, a potem poznali się znowu na planie kontynuacji tej reklamy i tam dopiero po czasie nieporozumienie wszystko wyszło na jaw i była drama, bo przecież oboje są hetero, ale nie martwcie się, to się potem zmieni, bo Wielka Miłość pokona wszystkie przeszkody i w ogóle… Nie nadążacie? Nie szkodzi, przecież wszyscy wiemy jak te historie wyglądają :) Już bardziej na serio, dostajemy tutaj klasyczny (jak na anime) romans gejowski za którego tło robi showbiznes (choć Skip Beat! to nie jest) i mangowy fanboyizm głównego bohatera (do Genshikena też daleko). Serio, nie widzę tu nic szczególnie odkrywczego – mamy nieporozumienia, pojednania, marzenia, upadki i wzloty, biszonenów na każdym planie i wszystkie znane z shonen-ai pozycje męsko-męskie (spokojnie, seksy nie zobaczymy… Chociaż… Ale bez spoilerów, może). Postacie nie są wybitnie wielowarstwowe, fabuła, nie licząc dość spójnych i przemyślanych dwóch pierwszych odcinków, nie zaskakuje, a miejscami (głównie w samym środku) przynudza… Ale mimo wszystko odczuwa się w czasie ogladania pewne guilty pleasure.

Od razu powiem – ta seria ma swój specyficzny target, który będzie oceniać ją znacznie bardziej pozytywnie ode mnie. Fanki shonen-ai nie powinny się martwić, widzę, że z kierunku tej grupy seria zyskała dużo poklasku. O dziwo, także inni zdają się być nią zainteresowani (słyszałam nawet facetów wyrażających się o niej pochlebnie!). Jednym z czynników może być miejscami całkiem zabawny humor – jako komedia seria może bronić się wśród tych, którzy nie uciekają gdzie pieprz rośnie, na samo słowo „gejoza” (choć Free! to to nie jest…). Inny czynnik, który mnie osobiście bardzo ucieszył to rola rodzinny w tej serii – rodzice i brat Izumiego są ważnym elementem serii, a dla głównego bohatera oparciem, a nie źródłem dram. (ale Karin to w sumie też nie jest). Naprawdę miło się oglądało ich wspólne sceny, co może być jednym z powodów, dla których myślę o Love Stage! pozytywnie. Bo to ogólnie taka miła seria. Choć, jak już pisałam, konflikty i nieporozumienia się zdarzają, to w końcu i tak czeka nasz szczęśliwe zakończenie. I to sprawia, że anime naprawdę jest sympatyczna. Niestety, kończąc jeszcze krytyką – budżet przeznaczony na ten tytuł był stanowczo głodowy. Nie pamiętam kiedy ostatnio widziałam tak oszczędne tła, a innymi walorami graficznymi seria też nie ma się też co pochwalić (szczególnie, gdy komuś, tak jak mi, nie podobają się projekty postaci…).

6-/10 – dla niektórych to będzie stanowczo za wysoko, dla niektórych za nisko. Serię można odbierać bardzo różnie i o ile fanki shonen-ai powinny być zadowolone, tak reszta nie powinno spisywać serii na straty tylko ze względu na gatunek. Jeśli chcecie kiedyś zobaczyć jakąś typowe, ale zabawne anime męsko-męskie, żeby po prostu zobaczyć jak ten gatunek wygląda w praktyce, to to może być dobra seria do spróbowania.

~Darya

Re: Hamatora

Prawdziwa przyjaźń: kiedy w ramach powitania dostajesz z pięści w splot słoneczny.

Drugi sezon anime Hamatora. Nice mimo bycia postrzelonym z pistoletu żyje, Art robi za złodupca. Minimum Holders robią za prześladowanych mutantów zaś nasi bohaterowie starają się zrozumieć motywy ich przyjaciela, który z niewiadomych dla nich powodów atakuje dawnych „swoich”.

Są takie serie, które oglądam tylko po to by na końcu się ucieszyć jak na ekranie pojawiają mi się napisy ostatniego odcinka. Re: Hamatora jest po prostu kiepska. Motywacja Arta do wykradania Minimum poszczególnych ludzi ma tyle sensu ile niebieskowłosa mućka tańcząca tango, technicznie anime nie powala na kolana, cały czas przeskakujemy z jednego wątku do drugiego a niektorzy bohaterowie zachowują się jakby cierpieli na rozszczep osobowości. Jedynym plusem jest wpadający w ucho opening lecz poza nim zbyt wiele się nie spodziewajcie.

3+ bo mimo wszystko nie dropnęłam.

Space Dandy 2

Tyłek czy piersi? Dandy jest Team Tyłek.

Kopiując opis z notki wprowadzającej w sezon „Załoga Aloha Oe wraca babe~! Dandy, QT i Meow powracają w sezonie letnim by ponownie łapać rzadkie okazy kosmitów a przy tym i rozśmieszyć tudzież wzruszyć. Nie zabraknie też ścigającej ich wielkiej małpy podróżującej w statku kosmicznym przypominającym głowę Statuy Wolności…”

Space Dandy 2 zaatakowało sezon z grubej rury dając nam odcinek bezczelnie nawiązujący do ogromnej ilości nie tylko anime, ale również filmów i komiksów. Dalej wcale nie było gorzej ponieważ rozpiętość tematyczna epizodów zaczynała się od rozśpiewanego liceum w stylu Beverly Hills, przez nawiązania do legendarnego musicalu Grease, a kończyła na dyskusjach na temat życia i śmierci oraz tego, że nie można być szczęśliwym odczuwając tylko radość. Dodatkowo koniec był w iście madokowym stylu minus ból i cierpienie. Gorąco polecam wszystkim tę serię (zwłaszcza, że przykładał do niej rąsię nasz rodak) a zwłaszcza osobom, które czerpią hedonistyczną przyjemność z wyłapywania wszystkich smaczków.

8+/10. Osobiście uważam, że druga seria jest lepsza od pierwszej.

Tokyo ESP

Magiczne, latające, świecące ryby są wśród nas.

Urushiba Rinka była, jak wielu bohaterów japońskich mang czy amerykańskich komiksów, zwyczajną nastolatką do czasu aż natknęła się na latającą, świecącą rybę robiącą z ludzi esperów. Szybko okazuje się, że nie jest jedyną taką osobą i od tamtego momentu jej życie staje się o wiele bardziej skomplikowane.

Określenie „japońscy X-Men” trochę pasuje do tego anime biorąc pod uwagę fakt, że ojciec głównej bohaterki wygląda jak Wolverine. Cała reszta jednak nie zachwyca, na czele z główną bohaterką, która cierpi na jakiś ekstremalny przypadek choroby dwubiegunowej, ponieważ tuż po kopaniu tyłków Tym Złym potrafi się użalać nad soba przez dwa odcinki. Bohaterowie władające ciemną stroną mocy też nie zachwycają by nie powiedzieć, że rozczarowują (zwłaszcza Minami). Jaśniejszą stroną tego anime są różne nawiązania do filmów/komiksów/anime oraz takie kwiatki jak to, że rozbite tablice Dekalogu ualniają świecące, latające ryby robiące z ludzi esperów.

4/10. Za nawiązanie do Ghostbusters.

Sofi

Tokyo Ghoul

Chuck Norris byłby dumny z takiego kopniaka.

Tokio znowu ma pecha i tym razem jest terroryzowane przez ghoule,  kwiożercze istoty nie dające się odróżnić od ludzi na pierwszy rzut oka. Nasz bohater, Kaneki Ken, zakochuje się w dziewczynie o imieniu Rize, która okazuje się być takim właśnie ghoulem.  Protag jak to protag, uchodzi z życiem lecz japońscy lekarze by uratować mu życie innowacyjnie wszczepiają mu narządy zabitej Rize. I w tym momencie zaczyna się dhrama pod tytułem „Jestem ghoulem czy człowiekiem?”

Anime na które czekało mnóstwo osób i kolejna, obok Akame ga kill,  krawędź sezonu letniego. Rzuciłam anime po 3 odcinkach ponieważ od krawego anime oczekuję krwi a nie cenzury na pół ekranu i dramatyzującego bohatera.

Brak oceny. Ale opening był spoko.

Zankyou no Terror

Widać kto w tej bajce był seme.

Nastoletni terroryści kontra Ten Zły Świat. Dwoje nastolatków (again) ukrywających się pod pseudonimem Sphinx dokonuje zamachów na budynki rządowe w Tokio. Sami siebie nazywają Nine i Twelve zaś w całą sprawę zostaje przypadkowo wkręcona Lisa Mashima, licealistka mająca problemy zarówno z rówieśnikami jak i z własną matką. Wyzwanie postawione przez chłopców zostaje podjęte przez detektywa policyjnego Shibazakiego Kenjirou a już wkrótce do zabawy ma dołączyć CIA.

Kolejne dziecko Shinichiro Watanabe, uważane z tego powodu przez niektórych za anime sezonu. Jak dla mnie to jest to seria z przerażająco powolnym tempem rozwoju akcji, całkiem dobrą ścieżką dźwiękową, irytującą bohaterką w postaci Lisy, przerabianym miliony razy schematem „przestępca vs detektyw” i historią momentami tak nielogiczną, że moja wątroba się burzyła próbując usprawiedliwić część wątków. Nie jest to ani dzieło na miarę tego reżysera, ani tym bardziej tytuł mający sięgać po plakietkę „anime sezonu”. Przyznaję, że scena jazdy na motocyklu była dobra lecz jedna scena nie ratuje całej serii.

5+/10 z czego plus za wspomnianą wcześniej scenę

Najlepsza grafika
Darya: Kuroshitsuji chyba najbardziej mnie urzekło.
Sofi: Dam Ao Haru Ride bo tła stylizowane na akwarele mnie urzekły.
Najlepsza muzyka
Darya:  No, ok, niech będą Aldnoahy (ale Kuroshitsuji też miało kilka uroczych nutek)
Sofi: Aldnoah. Zero. Hiroyuki Sawano znowu mnie nie zawiódł.
Najlepszy opening/ending
Darya:  Ani razu nie przewinęłam Kuroshitsuji i Gekkan Shoujo Nozaki-kun.
Sofi: Waham się pomiędzy openingiem do Tokyo Ghoul a openingiem do Aldnoah.Zero. Żeby nie powtarzać serii dam Tokyo Ghoul.
Najlepsza postać
Darya: Cholewcia, trudne… A może powiem, że Rin z Free!?
Sofi: Mikorin z Gekkan Shoujo Nozaki-kun jest oficjalnie najlepszą dziewczynką sezonu.
Nasze OTP
Darya: Sakura x Nozaki z Gekkan Shoujo Nozaki-kun, bo naprawdę widać, że w swoim towarzystwie jest im dobrze.
Sofi: Haruka x woda. W tym sezonie to OTP miało swoje dramy i musiało dojrzeć, ale koniec końców był happy end.
Największe wtf?!
Darya: Love Stage!, mizianie się w chmurach. Kto widział, zrozumie.
Sofi: Glasslip. Ogarnęłam tam tylko scenę jak jedna z dziewczyn dała liścia.
Nasze guilty pleasure
Darya: W tym sezonie leciało Free!, ktoś ma jeszcze pytania?
Sofi: Jest tylko jedno prawdziwe guilty pleasure: Free! Eternal Summer!
Największy zawód
Darya: Aldnoah Zero, bo miało być epicko, a po drodze się wypaliło.
Sofi: Anime tak ujowe, że aż o nim zapomniałam – Rail Wars.
Najlepsza kontynuacja
Darya: Kuroshitsuji: Book of Circus
Sofi: Space Dandy 2. 
Najlepsza nowa seria
Darya:  Stanowczo Gekkan Shoujo Nozaki-kun
Sofi: Walnę Gekkan Shoujo Nozaki-kun. 
Advertisements

8 komentarzy do “Łzy radości, smutku i inksze wody – lato 2014 w anime

  1. Aldnoah.Zero wypadło całkiem nieźle, choć zawsze mogło być lepiej. Jestem ciekawa, co takiego twórcy zafundują nam w kontynuacji. Shoujo to nie moja bajka, jednak Ao Haru Ride oglądało mi się dość przyjemnie, zwłaszcza na początku. Barakamon uwielbiam za świetny humor, podobnie zresztą jak Gekkan Shoujo, które świetnie parodiowało utarte schematy w mangach dla dziewczyn. Glasslip nie oglądałam, jednak muszę przyznać, że pięknie tę serię podsumowałaś. ;D Kuroshitsuji zdecydowanie zasługuje na pochwałę, teraz nie mogę się doczekać Book of Murder. W Love Stage wprost rozwaliła mnie scena z ostatniego odcinka, kiedy to widzom było dane lepiej przypatrzeć się wystrojowi w mieszkaniu Ryoumy… :P

    Polubione przez 1 osoba

  2. Zdecydowanie muszę obejrzeć Gekkan Shoujo Nozaku-kun, ta seria zbiera same pochwały i zachwyty. Plus Kurosz, to też muszę nadrobić ;)
    Aldnoah.Zero bardzo mi się podobało mimo całej tej krytyki jaka mu się dostaje. Też czekam z niecierpliwością na kontynuacje ^^ Barakamon… cóż, ja jestem wielbicielką obyczajówek, więc dla mnie ta seria była przewspaniała ;) I chyba jestem jedną z nielicznych, dla których drugi sezon Free był lepszy od pierwszego ;P

    Lubię to

    • Akurat Nozaki-kun wydaje mi się zbiera tak wysokie oceny, bo nikt, zaczynając tę serię nie spodziewał się tak miłej niespodzianki – mam więc nadzieję, że wysoka poprzeczka nie zepsuje Ci frajdy z oglądania ^^
      AZ mnie w pewnym momencie zaczęło nudzić – nie ogarniała już kto, kogo i dlaczego, podejrzewam jednak, że drugi sezon obejrzę z przyzwyczajenia xD

      Lubię to

  3. Gekkan Shoujo seria sezonu. Sakura x Nozaki mnie kręciło tylko momentami, ale Wakamatsu x Seo śniło mi się po nocach.

    Aldnoah – najbardziej krytykowana seria, którą i tak wszyscy oglądali i zebrała bardzo dobre oceny. Ja tam utrzymuję, że od serii w rodzaju „nastolatki w mechach” nie można oczekiwać realizmu i logiki.

    Mnie się tam Glasslip podobało, ale jestem świadomy tego, że jestem bezguściem ^^

    Lubię to

  4. E no, mi się ZnT podobało… owszem, nic wybitnego ani omgjakieświetnewow, ale… przyjemne, dla mnie. Mimo wspomnianych nieścisłości. {A Lisa mnie nie irytowała. Well. Gusta i inne gusta.}
    Ghule były złe. Nie, wróć, zUe. Już totalnie mnie dobił motyw „kolejny zagubiony ghul, oh, ach, zacznij pracować w naszej kawiarni to pomożemy” – skojarzył mi się z, powiedzmy, średnio przeze mnie lubianym motywem transfer student.
    ESPy zostawiłam, tak jakoś. Za to Glasslip, jej, Glasslip… czuję się zafascynowana tym, jak można zrobić 13 odcinków czegoś i nie wprowadzić jakiejkolwiek fabuły. No po prostu pod tym względem majstersztyk.
    Kurosz jak Kurosz, a Aldnoahy… kurde, Sof, kazałaś mi oglądać jak miało 3 odcinki, obejrzałam 3 odcinki, uznałam „ok, dalej nie lubię mechów, ale obiektywnie wygląda dobrze”, a potem… a potem no. {ale opening i ending były świetne}

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s