Zielona Góra umie w konwenty, czyli małe jest piękne.

Czas: 19-21 września 2014

Miejsce:  Krzywy Komin w Zielonej Górze

Konwencja: Żadna konkretna – ot konwent fantastyczny z blokiem mangowym i cudną planszówkarnią

Wrzesień rozpieszcza konwentowiczów – co weekend mamy przynajmniej jedną wielką imprezę w praktycznie każdym kącie kraju. Owszem, miesiąc ten zawładnięty jest raczej przez fantastów, jednak wiadomo, że my,  mangowcy, tak uwielbiamy naszych starszych braci w wierze, że nie przeszkadza nam wpaść od czasu do czasu na ichniejszy zjazd. Korzystając z wolnego weekendu postanowiłam wybrać się wraz z ekipą na Bachanalia Fantastyczne. Powody były przede wszystkim dwa: po pierwsze, Zielona Góra jest stosunkowo niedaleko Wrocławia, po drugie konwent był DARMOWY. Oczywiście nie są to żadne gwarancje udanej imprezy, jednak tym milsze było nasze zaskoczenie, gdy dojechaliśmy i już po kilku godzinach zakochaliśmy się w Bachanaliach… A w czym dokładnie, to już poniżej.

Ogromne dzięki za zbetowanie tego tekstu idą do Kayleigh z Kay ogląda i czyta którą, swoją drogą, właśnie na tym konwencie wreszcie spotkałam na żywo :”D Swoją drogą, ona też skrobnęła relację zawierajacą moje zdjęcie na którym szczerzę się do wykresów w Exelu C:

 

Jak już pisałam na początku, Bachanalia były już z tego powodu spoko imprezą, bo nie pobierały opłat za wejście, a jedynie 5 zł od nocy za nocleg w osobnej szkole-sypialni. Twórców atrakcji kuszono walutą konwentową, jednak plan zamieszczony w Internecie prezentował się raczej ubogo – szczególnie, że fantaści w nocy śpią i program zapełniony był jedynie w piątek od 18.00 do 22.00, w sobotę między 12.00, a 22.00, a w niedzielę od 12.00 do 16.00 (wiem, że osobom przyzwyczajonym do imprez mangowym wydaje się to niemożliwe, ale nie kłamię, oni serio tak robią!). No dobra, z tym spaniem bywało w sumie różnie – wszelkiego rodzaju socjal odbywał się przez cały czas, czy to grając po kątach w planszówki czy pijąc w konwentowym pubie trunki alkoholowe (no przecież mówię, że fantaści są jacyś inni. Piwo na conplace’sie było powszechne i nikt w tym nie widział nic dziwnego). Ale wybiegam na przód…

DSC02111
Dobra miejscówka to już połowa sukcesu.

Impreza odbywała się w kompleksie na Fabrycznej. O dziwo nie była to szkoła, tylko budynki stowarzyszeń, które na co dzień zajmują najróżniejsze zielonogórskie grupki, od fantastów po winiarzy. Muszę powiedzieć, że miejsce nadawało się na konwent (a przynajmniej o takiej, stosunkowo małej, liczbie uczestników) idealnie. Sprzyjający socjalowi dziedziniec otaczały dwa budynki. Jeden był bardzo klimatycznym pubem, w którym odbywały się też panele stricte fantastyczne. Drugi, nowocześniejszy, zawierał przestronną salę, na której zmieściły się nie tylko liczne planszówki, ale też te 3 stoiska, które przyjechały na konwent. Na tym samym piętrze znajdowała się kolejna sala panelowa, toalety i bogaty sklepik konwentowy (o nim jeszcze za chwilę). Do tego jedna salka na piętrze i piwnice, które mieściły mały, ale bogato wyposażony games room i kącik dla prelekcji mangowych (no bo gdzie indziej umieścić tę zarazę :)?). Oprócz tego, parę atrakcji odbywało się na zielonogórskim rynku, a nocleg zapewniało oddalone o jakieś 5 minut piechotą liceum. Jak już pisałam, przenocowanie tam kosztowało w sumie 10 zł, ale było warte swojej ceny. Nie wiem, czy wcześniej trafiłam na tak przyjemny nocleg konwentowy. Salę gimnastyczną (wyłożona wykładziną) zapełniono nawet nie w jednej piątej, toaleta była przestronna i czysta, a dwa prysznice, zamykane każdy na klucz, dawały niespotykaną prywatność osobą dbającym o dobre zapachy na konwentach. Dodatkowo, w cenie zawierała się kawa i herbata, którą można było sobie przyrządzić w salce obok (która służyła też w nocy za miejsce spotkań i gier). Jeśli ktoś zastanawiał się kiedykolwiek czy lepsze są małe czy duże konwenty, niech zapamięta ten akapit jako wielki argument dla imprez kameralnych.

DSC02104
Wielbiciele planszówek byli zadowoleni.

Po przejechaniu 3,5 pociągogodzin jakie dzielą Zieloną od Wrocławia  (tak, to jedna z tych „magicznych” tras, gdzie miejscami skład wyprzedzają rowery) i przyjeździe na konwent (my, jako VIPy, zostaliśmy z dworca odebrani i zawiezieni samochodem – Kay, jesteś wielka!) nie zastanawialiśmy się długo co robić. Drodzy czytelnicy mogą tego nie wiedzieć, więc w tym miejscu coś zaznaczę. Owszem, jestem mangowcem, owszem, czuję się też w dużej części fantastą. Ale na tym konwencie wyszedł ze mnie mój węwnętrzny planszówkowiec, który sprawił, że 3/4 imprezy spędziłam w planszówkowni lub innych nadających się do gier miejscach. Jedną z najmilszych rzeczy, jaką doświadczyłam na Bachanaliach były turnieje. Co godzinę inna gra (od Grzybobrania, poprzez List Miłosny do Wsiąść do Pociągu), a dla najlepszych nagroda. Naprawdę, mi nic więcej do szczęścia nie jest potrzebne (no, może tylko perkusja z Band Hero, w które grałam w przerwach między tradycyjnymi gierkami). Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to fakt, że planszówkownia otwarta była tylko między 11.00, a 23.00… Na szczęście szybko uzbieraliśmy na własne gry. W tym momencie należy się ogromne brawo dla sklepiku konwentowego, który był jednym z najlepszych jakie od dawna widziałam. Planszówki (które rozchodziły się błyskawicznie), dobra fantastyka, koszulki z poprzednich edycji za grosze… Było w czym wybierać! Dzięki turniejom planszówkowym (wygrałam Chińczyka i moich ukochanych Osadników z Catanu – taki szpan!) i prowadzeniu atrakcji (za nią było 20 punktów) szybko uzbierałam na tyle nagród, by zwrócił mi się dojazd w tym roku i parę następnych. Ale kim ja to jestem przy takiej Shizuru, która przy pewnym wkładzie swojego lubego wywiozła dobra w postaci 5 planszówek i 5 koszulek za ponad 200 zł… Ogólnie rzecz biorąc, fani planszówek byli ukontentowani.

DSC02100
A i fani gier elektornicznych nie narzkali

Żeby nie było – na kilka paneli też się ruszyłam. Najciekawszy z nich był chyba wykład Macieja Parowskiego, długoletniego naczelnego magazynu „Fantastyka” o heroicznym okresie fanatastyki. Po wysłuchaniu go, człowiek nie miał wątpliwości, że jest to najwspanialszy ze wszystkich gatunków literackich, a fantasta to nie tylko najznakomitszy z wszystkich pisarzy, ale i prawdziwy bohater prześladowany przez resztę świata (nie, to nie jest wcale ironiczne – naprawdę nieźle się tego słuchało). Gwoli ścisłości powiem też, że sama robiłam za V kolumnę mangową i poprowadziłam pogadankę o rynku mangowych w Polsce. O dziwo, zjawiła się nawet grupka słuchaczy, która w dodatku wtrącała swoje opinie do dyskusji, więc z mojej strony byłam zadowolona, nawet jak projekt nie chciał do końca współpracować. Inne mangowe panele na których byłam nie powalały (druga połowa „Archetypów w mandze i anime”, która już nie była na temat i zamiast tego puszczono, za moją sugestią, pierwszy odcinek Gekkan Shoujo Nozaki-kun, które polecam wszystkim oraz screenówka), ale fantaści, z tego co słyszałam, byli zadowoleni.

DSC02115
A to już moje zdobycze C: (Wszystko wygrane lub otrzymane w prezencie).

Przechodząc już do podsumowania… Konwent był kameralny. Niektórzy mogą to uznać za wadę, ja jednak chciałabym was przekonać, że to absolutnie nie świadczy o imprezie źle. W takiej rodzimej atmosferze bez problemu można zawiązać nowe znajomości (po chwili wszystkie twarze wydają się znajome), a brak ściskonu to wspaniała odmiana po takich molochach jak Niucon. Nawet jak atrakcji było mniej, to wcale nie były one słabo przygotowane. A jak ktoś lubi planszówki, to taka impreza jak Bachanalia to już coś absolutnie dla niego – wspominałam już o turniejach, ale sam wybór gier do grania na miejscu przyprawiał o szybsze bicie serca. W ogóle, wspominałam o tym, że drugiego dnia kiełbasa z nielimitowaną ilością dodatków była za 2 zł? Na każdym konwencie powinien obowiązkowo być grill z kiełbasą za 2 zł. Ale mówiąc już zupełnie na serio, dawno tak bardzo nie czułam sympatii do jakiegoś konwentu. Było miło, klimatycznie i mieli planszówki. Po tej edycji, z wszystkich sił postaram się przyjechać do Zielonej znowu w przyszłym roku – Bachanalia są warte podróży rzucającym na wszystkie strony pociągiem o niewygodnych siedzieniach. Taka to była dobra impreza!

~Darya

Reklamy

3 komentarze do “Zielona Góra umie w konwenty, czyli małe jest piękne.

  1. Czytając aż by się chciało pojechać na jakiś konwent, no ale… Może Pyrkon? Ostatnio na fantastycznym konie byłem na zeszłorocznym Polconie(Pyrkon się nie liczy) i zabawa była przednia – oczywiście social zabił wszelkie wyjścia na panele i kazał siedzieć w planszówkach ;D W ogóle bardzo lubię międzyfandomowe integrowanie się, wychodzą wtedy fajne rzeczy o nas, mangowcach i o nich, fantastach.

    Polubienie

    • Pyrkonu w tym roku nie odpuszczę, ale to dopiero za pół roku…
      Też bardzo lubię mieszane konwenty, bo do fantastyki też mi blisko i chętnie chadzam na ichniejsze panele :”D W ogóle uwielbiam całą „wojnę” mangowcowo-fantastową (kto nie skacze ten fantasta!), jest taka urocza, jak kłótnie w kochającej się rodzinie xD

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s