Głowy w dół! Smoki lecą~!

Prowadzenie tego bloga wiąże się z faktem, że dwie staruchy w postaci mnie i Daryi posiadają dziwne hobby, jakim jest marnowanie życia na oglądanie japońskich animacji. Jednak, na całe szczęście, świat ruchomych obrazków na Azji się nie kończy, o czym świadczy pojawianie się kolejnych księżniczek Disneya oraz filmów animowanych przyciągających do kin osoby, którym czasami już nie wypada oglądać bajek bez posiadania wymówki w postaci dzieci. Sama się do tego targetu zaliczam, w związku z czym zapraszam na notkę o filmach i serialach z serii Jak wytresować smoka. 

UWAGA! DALEJ MOGĄ SIĘ KRYĆ SPOILERY WSZELKIEJ MAŚCI!

Odpowiednia notka wymaga wrzucenia odpowiedniego gifu.

Zmiany są potrzebne, często wręcz pożądane, więc uznałam, iż notka lekko odbiegająca od typowo mangowych tematów może wyjść temu blogowi na dobre, a że jestem ofiarą smoczej fazy, to notka będzie o smokach. Był taki przerażający okres w moim życiu, kiedy stwierdziłam, że jestem za stara na kreskówki i starałam się ich unikać jak płonącego stosu. Moje uprzedzenie zakończyło się w momencie obejrzenia Strażników Marzeń i po dziś dzień w wolnych chwilach z przyjemnością oglądam różnego rodzaju zachodnie animacje, zwłaszcza te, które pamiętam z lat własnej niewinności i wiary w dobro na świecie. Jak wytresować smoka aka How to train your dragon aka HTTYD to tytuł filmu animowanego z roku 2010 wyprodukowanego przez studio Dreamworks. Został on luźno oparty na serii książek autorstwa Cressidy Cowell, której pierwszy tom ukazał się w 2003 roku a ostatni w 2013. Film odniósł na tyle duży sukces, że doczekał się kontynuacji w postaci dwóch serii telewizyjnych oraz pełnometrażowego sequela mającego premierę w tym roku. Jakby tego było mało, to na przyszły rok planowana jest emisja trzeciej serii tv, a w 2016 roku Dreamworks chce nas uraczyć ostatnim filmem kinowym. No, ale o co ten cały szał? Prawdę mówiąc, kiedy cztery lata temu Jak wytresować smoka wchodziło do kin, byłam zainteresowana tym filmem tak mocno jak zeszłorocznym śniegiem w Himalajach. Plakat filmu przywodził mi na myśl opowieści z cyklu „chłopiec i jego smok” idealne dla 10-letnich chłopców z puentą, że dobro zawsze zwycięża, a smoki wesoło sobie latają po lasach razem z elfami, gnomami i Calineczką. O jakże się brutalnie myliłam… Na całe szczęście, pojawiający się w tym roku sequel oraz fakt, że część moich znajomych spamiła na Facebooku postami na jego temat, uświadomiły mi, iż może warto dać temu tytułowi szansę. Dobrze, że tak zdecydowałam, gdyż w chwili obecnej animacje spod znaku Jak wytresować smoka są zdecydowanie w zbiorowej pierwszej trójce (zaraz po Shreku Madagascar) w kwestii zachodnich bajek. Lecz zacznijmy od początku opowieści…

Jedni mają w domu koty inni psy a Czkawka ma smoka.

Witamy w Berk! Osadzie pośrodku Oceanu Beznadziejności, gdzie mieszkańcy, jak na prawdziwych Wikingów przystało, są twardsi od skał, na których wioskę zbudowano. To właśnie urocze miejsce jest gnębione przez latające, siejące spustoszenie i ziejące ogniem kreatury znane pod nazwą smoki. Walka z nimi trwa już od ponad 300 lat, a o statusie społecznym danej jednostki decyduje liczba oraz rodzaj zabitych potworów… Nic więc dziwnego, że reputacja 14-letniego Czkawki jest, delikatnie rzecz ujmując, nie najciekawsza. Chłopak odbiega wyglądem od standardowego Wikinga: myśli przed podjęciem działań, posługiwanie bronią idzie mu słabo (a jak mu się zdarzy, to kończy się zniszczeniem połowy wioski), ale za to, gdyby smoki padały od sarkazmu, miałby całkiem niezłe szanse na status Terminatora. Dodatkowo ojciec Czkawki, Stoik Ważki, głowa plemienia, oczekuje od syna wszystkiego czym Czkawka nie jest, a sprawy komplikują się, kiedy po jednym z nocnych ataków smoków chłopak utrzymuje, że zastrzelił Nocną Furię, najgroźniejszego i najbardziej tajemniczego ze wszystkich ziejących ogniem potworów. Dlaczego najgroźniejszego i najbardziej tajemniczego? Może dlatego, że jest jak trochę jak Zeus – nikt go nigdy nie widział, ale jego obecność stwierdzano po grzmotach i rozwałce. Nasz bohater postanawia odnaleźć ranne stworzenie, żeby je dobić i odmienić marny los swój – zyskać szacunek ojca, uznanie kolegów i może znaleźć miłą pannę Wikingównę. Jednak kiedy przychodzi co do czego, sumienie nie pozwala mu zabić bezbronnego smoka i zamiast wyciąć smocze serce – uwalnia go. Wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, gdy Czkawka uświadamia sobie, że nie chce zabijać smoków, a w tym samym czasie jego ojciec decyduje, że syn bardzo chce zabijać smoki, tylko nie umie, więc wysyła go na szkolenie pod okiem Pyskacza (u którego chłopak jest notabene czeladnikiem), mające na celu zrobić z naszej ofermy prawdziwego Wikinga z krwi i kości. Z biegiem czasu dzięki Szczerbatkowi, bo tak została ochrzczona Nocna Furia, Czkawka przekonuje się, że smoki wcale nie są aż tak przerażające jak myślą mieszkańcy Berk. Co więcej, przyjaźń ze Szczerbatkiem pozwala chłopakowi poznać słabe strony latających gadów, przez co wcale nie musiał koksić z innymi na szkoleniu. I tak stał się on numerem jeden wśród kolegów. Nocna Furia dała się nawet ujeździć, czyniąc z Czkawki pierwszego Wikinga w przestworzach. Oczywiście wszystko odbywa się w sekrecie, który przestaje być sekretem w momencie, gdy tajemnicę odkrywa Astrid, charyzmatyczna rówieśniczka głównego bohatera, będąca chodzącym przykładem tego jak Wiking powinien się zachowywać. Dzięki pomocy Szczerbatka i romantycznej muzyki w tle, Czkawka zdołał ujeździć i Astrid przekonać dziewczynę, że smoki wcale nie są aż tak złe jak im się wmawiało. Szczęście nie trwa zbyt długo, ponieważ dawno nikt nie zginął na chłopaka czeka starcie ze smokiem na ringu przed całą wioską, wliczając w to własnego ojca. Czkawka miał plan, ale wszystko się sypnęło. Szczerbatek zostaje pojmany, on sam wydziedziczony. Co więcej, Stoik uznaje, iż Nocna Furia świetnie się nada na busolę do odnalezienia smoczego leża, miejsca, gdzie leżą gromadzą się smoki atakujące Berk. Nie żeby w naturze Wikingów leżało coś takiego jak „wywiad” czy „sprawdzenie terenu”, więc nie wiedzą, że pakują się prosto w paszczę wielkiego smoka, dowodzącego bandą małych smoków. Na szczęście Czkawka razem ze znajomymi z treningu przybywa dosłownie w ostatniej chwili i z pomocą Szczerbatka rozwala rozpryska pokonuje bestię. I w tym momencie powinna być scena na zamku, ślub, konfetti i komentarz „Żyli długo i szczęśliwie”. Na szczęście to jest Dreamworks, a nie Disney, i takiego numeru nam twórcy nie zrobili… Bestia ginąc, zrobiła wielkie KA-BUM, a Czkawce zdarzyło się być odrobinę za blisko centrum wydarzeń… Kurz opada i wszystko wskazuje na to, że Czkawka pokaże się Hel* w postaci atomów. Wszyscy płaczą, demolka ostateczna, następca wodza popłynął na spotkanie przodków, ale nagle okazuje się, że Szczerbatek ochronił Czkawkę. Większość Czkawki. Oj tam, jedna noga… Heroiczny wyczyn bohatera udowodnił jego ojcu oraz reszcie Berk, że smoków nie należy się bać ani tym bardziej z nimi walczyć tylko je wykorzystać

A ja myślałam, że to moje problemy z pająkami są kłopotliwe.

I w tym momencie czytelnicy bloga klną z oburzenia, gdyż Sofi, zamiast napisać konstruktywną notkę, streściła fabułę pierwszej części Jak wytresować smoka. Inaczej się jednak nie dało, ponieważ zakończenie filmu jest punktem wyjścia do treści zarówno serii telewizyjnych jak i sequela, którego akcja ma miejsce 5 lat po zawarciu pokoju ze smokami, kiedy nasi bohaterowie kończą 19 lat. Mimo że są drobne nieścisłości między informacjami podanymi w Jak wytresować smoka 2 a tymi, które pojawiły się w serialu animowanym, to dzięki istnieniu tego drugiego, nasi bohaterowie otrzymują coś co często jest towarem deficytowym w różnego rodzaju sequelach, a mianowicie rozwój charakteru oraz relacji między postaciami. Sama jego fabuła kręci się wokół Smoczej Akademii, która ma na celu szkolenie smoczych jeźdźców oraz  przybliżanie mieszkańcom osady zwyczajów i zachowań latających gadów. Pomimo faktu, iż znajomość serii TV nie jest wymagana, to warto obejrzeć niektóre odcinki chociażby dla opisanych tam tradycji w Berk lub ważnych momentów dla budowania relacji między bohaterami (zwłaszcza w przypadku Astrid i Czkawki), które mogą się odbić echem w drugiej części filmu. Poza tym, o ile Jak wytresować smoka można podciągnąć pod etykietę „friendship is magic”, zaś sequel to połączenie Indiana Jones z pudełkiem chusteczek, o tyle Jeźdźcy smoków (bo tak brzmi tytuł serialu) dostarczają całkiem sporo momentów komediowych przeplatanych poważniejszymi sprawami takimi jak dramy, walki czy ponowne prawie uśmiercanie Czkawki. Z pewnością wadą serialu jest to, że odstaje mocno jakościowo pod względem animacji od filmów pełnometrażowych (wyjątkiem są trzy odcinki specjalne Legend of Bonekeeper Dragon, Book of Dragons Gift of the Night Fury). A właśnie, wykonanie techniczne…

THIS IS AMAZING~!

Jak już wspomniałam, do całej idei tresowania smoków podchodziłam z dystansem i dopiero Facebookowy spam skłonił mnie do zainteresowania się serią. Jednak wisienką na torcie, która mnie przekonała w 100% był fakt, że YouTube polecił mi ścieżkę dźwiękową do filmu, w której się z miejsca zakochałam. Zresztą soundtrack, autorstwa Johna Powella, był nominowany do Oscara, lecz przegrał niestety z techno użytym w The Social Network. Aby zrozumieć czemu tak kocham tę muzykę, trzeba ją po prostu odsłuchać (jeżeli komuś się nie chce bawić w cały OST to polecam ścieżki Forbidden Friendship Where’s Hiccup? ). Zresztą muzyka z Jak wytresować smoka 2 oraz serii TV niesamowicie przypomina tę z pierwszego filmu, tak więc fani ścieżki Powella powinni być usatysfakcjonowani (mimo że ja osobiście wolałabym coś nowego i świeższego). Pod względem animacji również nie mam się do czego przyczepić. Patrząc na sceny lotu na smokach z obu filmów żałowałam, że nie widziałam tego w 3D, na które normalnie mam uczulenie, ponieważ czuć było miliony dolarów poświęconych na pensje dla animatorów. Zresztą podobnie sprawa ma się z ukazaniem emocji na twarzach bohaterów, co moim zdaniem jest bardzo trudne i nie zawsze każdemu wychodzi. A skoro już o postaciach mowa to może czas najwyższy je przybliżyć.

Chłopiec i jego smok… 5 lat później.

Jak już wcześniej napomknęłam, o Czkawce można powiedzieć wiele, ale z pewnością nie to, że jest stereotypowym Wikingiem. Niski, chudy, sarkastyczny, on i broń pasują do siebie jak pięść do nosa (można jeszcze wspomnieć o tym, że jest leworęczny). Nic więc dziwnego, że mieszkańcy Berk są najszczęśliwsi, gdy chłopiec nie opuszcza domu, tudzież kuźni, i trzyma się od walki z daleka. Jego zupełnym przeciwieństwem jest charyzmatyczna Astrid, która nie rozstaje się ze swoim toporem zgodnie z filozofią, że „bez blizn to nie ma zabawy”. Wysportowana, inteligentna oraz nie mogąca się doczekać momentu, w którym to dorwie pierwszego smoka, z miejsca staje się najlepszą wśród osób biorących w treningu. Kolejną „gwiazdą” drużyny jest Sączysmark, rosły kuzyn Czkawki, z mózgiem wielkości fistaszka, próbujący zalecać się do Astrid, mimo że dziewczyna najchętniej rzuciłaby go na pożarcie smokowi. Nieco większą wiedzą wykazuje się Śledzik, będący jednym z tych tchórzliwych dryblasów rzucających statystykami danych gatunków gadów niczym zawodowy gracz w LoLa. Poza tym boi się niemalże wszystkiego, wraca do domu przed zmrokiem, a później w serialu swojego smoka traktuje z czułością niczym kochankę. Ostatnimi uczestnikami treningu są bliźnięta, Mieczyk i Szpadka, o wyraźnych sado-masochistycznych skłonnościach z obsesją na punkcie chaosu, wybuchów, pożarów i ogólnego zniszczenia. Ta cała wesoła gromadka w pierwszym filmie jest trenowana przez Pyskacza, geja kowala Berk, u którego pracuje Czkawka, będąc też przy tym partnerem najlepszym przyjacielem Stoika. To właśnie on na samym początku doradza wodzowi plemienia, co ten ma począć ze ich swoim synem. Sam Stoik jako przywódca Berk często jest rozdarty pomiędzy troską o własne dziecko a dobrem wioski. Ma świadomość, że Czkawka nie jest Wikingiem takim jak on tzn. mierzącym dwa metry i ważącym 180 kg przywódcą z prawdziwego zdarzenia. W Jeźdźcach Smoków pojawiają się też postacie z innych plemion, nie zawsze nastawionych do Berk przyjaźnie np. Dagur będący wodzem Berserkerów i nazywający Czkawkę „bratem”, a w wolnym czasie lubiący zapolować sobie sportowo na smoki. Same ziejące ogniem gady też odgrywają dużą rolę zarówno w serii telewizyjnej jak i w drugim filmie, i nie mówię tylko o Szczerbatku. Warto chociażby wspomnieć o smoku Sączysmarka o imieniu Hakokieł, który niechętnie słucha poleceń swojego jeźdźca, co często jest punktem wyjścia do różnych komediowych sytuacji. W Jak wytresować smoka 2 pojawia się zaś złodupiec z prawdziwego zdarzenia znany jako Drago Krwawdoń oraz, uznana przed laty za martwą, matka Czkawki o imieniu Valka. Jak widać nie ma co narzekać na brak różnorodności wśród postaci, ponieważ każdy jest w stanie znaleźć sobie bohatera, którego zdoła polubić bądź znienawidzić.

Ja w czasie pisania notki na bloga.

I w tym momencie zapewne część z Was zada sobie pytanie „wszystko pięknie, ale o co cała ta faza?”. Po pierwsze to uwielbiam, kiedy postacie się rozwijają, a Jak wytresować smoka jest moim zdaniem animacją, która prezentuje się najlepiej pod tym względem. Nie mówię tutaj tylko i wyłącznie o Czkawce, który dzięki przyjaźni ze Szczerbatkiem zaakceptował to kim jest oraz zdołał przeciwstawić się liczącej 300 tradycji zabijania smoków. Chyba najlepszym przykładem jest ojciec głównego bohatera. Wydarzenia z pierwszego filmu uświadomiły Stoikowi, że siły nie należy mierzyć w liczbie wyprostowanych podków na minutę oraz to, jak blisko był od utraty jedynego syna. Poza tym przez cały okres trwania serialu można obserwować, jak Czkawka poważnieje i powoli zaczyna sobie uświadamiać o roli, która na niego czeka po ustąpieniu ojca z pełnionej funkcji. Wszystko ma zresztą swoje echo w Jak wytresować smoka 2. Zresztą razem z rozwojem postaci idzie w parze rozwój relacji między nimi. Wystarczy chociażby spojrzeć na związek między Czkawką i Astrid, który startował od jednostronnego zauroczenia (od strony Czkawki, bo Astrid to by najchętniej wypróbowała na biednym chłopaku topór), przez ship tease w serialu, kończąc na w 100% kanonicznym związku w drugim filmie. Osobiście uwielbiam tę dwójkę, a należy w tym momencie sobie przypomnieć, że generalnie cierpię na alergię, jeżeli chodzi o wątki romantyczne umieszczone w produkcjach nie będących stricte romansami. Również rozwój relacji między smokami i jeźdźcami nie może zostać pominięty, biorąc pod uwagę fakt, że mimo heroicznego wyczynu głównego bohatera, mieszkańcy Berk nadal podchodzą z ograniczonym sceptycyzmem do idei posiadania na wyspie plujących ogniem gadów. Na temat więzi między Stoikiem a Czkawką i jej ewolucji mogłabym kiedyś napisać osobną notkę, ponieważ już dwa razy zmarnowałam chusteczkę na sceny z udziałem tej dwójki. W drugim filmie dodatkowo dochodzi nam więź, a raczej jej budowanie, między głównym bohaterem a jego matką, która była nieobecna w jego życiu przez 20 lat. Sama na temat wikingów czy Skandynawii zielonego pojęcia nie mam, nie wliczając w to faktu, iż jestem świadoma, że to właśnie brodaci wojownicy z północy kontynentu odkryli Amerykę 500 lat przed Kolumbem. Czytałam jednak, że twórcy postarali pod względem poprawności runów, jakie można miejscami zobaczyć w filmie (czego niestety nie można powiedzieć o ubiorze, gdyż wikingowie nie nosili nakryć głowy z rogami, to nie Asterix i Obelix w końcu…).
Poza tym, jak już wcześniej gdzieś wspominałam, jestem absolutnie zakochana w ścieżce dźwiękowej, wliczając w to utwory napisane do obu filmów wykonane przez Jónsi i Alexandra Rybaka. Inną rzeczą, którą uwielbiam w animacjach spod znaku Jak wytresować smoka jest to, że możemy w nich znaleźć praktycznie wszystko oprócz śpiewających księżniczek. Rzadko zdarza się, by jakiś film był w stanie w tak cudowny sposób połączyć ze sobą wątki przygodowe, dramatyczne, romansowe i komediowe, doprowadzając mnie do płaczu tylko po to, bym cierpiała kilka minut później na atak śmiechu. Nie zabraknie leczących dusze momentów, jak i akcji, których nie powstydziłby się Indiana Jones, szukając Arki Przymierza. Oczywiście to wszystko jest połączone w sposób subtelny, więc nie czekają na nas niespodzianki a’la źle dobrana muzyka do sceny bądź kiepskie przejście między wydarzeniami w filmie lub serialu. Zdarzają się drobne potknięcia w stylu nieścisłości między historią mamy Czkawki w Jeźdźcach smoków Jak wytresować smoka 2, lecz nic nie jest idealne i jeżeli bym nie była upierdliwa, to zapewne na takie szczegóły bym nawet uwagi nie zwróciła. Słyszałam również głosy niezadowolenia, że w oryginalnej wersji językowej Amerykanie stwierdzili, że Wyspy Brytyjskie czy Islandia to jeden pies, więc nasi Wikingowie mówią ze szkockim akcentem.

Moje OTP stało się kanonem. Twórcy mają jeszcze jedną serię TV i film na to by uśmiercić któreś z nich.

Jest jeszcze sprawa różnic między wszystkim co animowane a oryginałem napisanym przez Cresside Cowell. Przede wszystkim w książkach nie występowała cała wojna między Wikingami a smokami, a tytuł Jak wytresować smoka wziął się z faktu, że w książkowym Berk każdy musi wytresować swojego gada. Co za tym idzie, również powód wydziedziczenia głównego bohatera jest inny (nie zdołał on opanować Szczerbatka w czasie walki smoków, co jest widziane jako porażka) jak i całej bitwy z wielkim, zmutowanym smokiem (to on przyszedł do Berk a nie Berk do niego). Pojawiają się inne postacie z rodziny Czkawki, takie jak jego dziadek, wspomnienia o matce podróżującej po świecie czy też informacja, że jakiś przodek był piratem. Otrzymujemy nawet wyjaśnienie, że nasz protagonista jest kiepski w posługiwaniu się bronią ze względu na swoją leworęczność (całe uzbrojenie wykuwane w Berk jest przeznaczone dla osób praworęcznych). W książkach w ogóle nie występuje postać Astrid, ale zamiast niej mamy Camicazi, która pomimo pochodzenia z innego plemienia jest przyjaciółką Czkawki. Posiada dobrze znane z filmów umiejętności bitewne, ale brakuje jej inteligencji, w związku z czym najpierw bije, a potem zadaje pytania. Również charakter Stoika Ważkiego jest w książce inny i przypomina on bardziej choleryka o dwucyfrowym ilorazie inteligencji, niż osobę kierującą plemieniem walecznych Wikingów.

Ujeżdżacze i ich smoki.

Podsumowując mój wywód (to chyba będzie jedna z najdłuższych notek na tym blogu), to wszystkim gorąco polecam wszelkie animowane produkcje spod znaku Jak wytresować smoka. Osobiście się przekonałam, że nie jest to animacja spod znaku „chłopiec i jego smok” przeznaczona dla chłopców z później podstawówki, tylko bajka, która nada się też na wieczorny seans z rodzicami lub Filmową Noc przy czipsach ciastkach i piwie kubku gorącej czekolady. Nawet jeżeli przygody Czkawki i jego łuskowatego przyjaciela nie podejdą fabularnie pod Wasz gust, to chociaż będzie można posłuchać dobrej muzyki czy popatrzeć na całkiem niezłą animację. Swoją drogą napiszcie, czy takie niezwiązane ze światem mangowym notki pasują Wam od czasu do czasu.

A na koniec puberty strikes (szkoda, że ze mną tak nie było)

Notkę tę dedykuję Sig za ostrzeżenie mnie o konieczności posiadania chusteczek na sali kinowej w czasie oglądania Jak wytresować smoka 2. 

PS. Pamiętajcie o Aldnoah.Zero

Podziękowania dla Noxi za betę <3

*Hel to taka nordycka bogini świata zmarłych. Jest to również część nordyckich zaświatów przeznaczona dla tych co nie zmarli śmiercią heroiczną. 

Advertisements

7 komentarzy do “Głowy w dół! Smoki lecą~!

  1. Ja tam bardzo lubię oglądać wszelką animacje, nie tylko tą japońską, tak więc „Jak wytresować smoka” też mam na swoim koncie :) Film przypadkiem wpadł mi w łapki kiedy szukałam czegoś do oglądania na nocny seans filmowy, i kto by się spodziewał że z miejsca się w tym zakocham? Jak patrzę na Szczerbatka to momentalnie mam wyszczerz na twarzy :P Nie miałam jednak pojęcia że jest i serial, a także książka! Dzięki za news ^^
    W sobotę wybrałam się do kina na drugą część (bez dzieci, chociaż niby mogłam pożyczyć je od brata, ale co tam, i tak była prawie pusta sala xD), która podobała mi się znacznie mniej niż pierwsza. Chyba wrażenia z odbioru zepsuło mi nagłe pojawienie się matki Czkawki, którą ni stąd ni zowąd rzucono na ekran, plus śmierć naczelnego wikinga taka bez echa :(

    Co do postów nie powiązanych z m&a, to je także chętnie będę czytać ;)

    Lubię to

    • Ja też nie sądziłam, że historia z etykietą „chłopiec i jego smok” zdobędzie moje serce w taki sposób :D Książki bym musiała skończyć (przeczytałam tylko dwie) a serial gorąco polecam bo można się naprawdę pośmiać a i nie brakuje poważniejszych momentów.To, że smierć przeszła bez echa to jeszcze rozumiem bo chaos i smoki porywane, i zagłada nam grozi, i gdzie jest Szczerbatek… Odnalezienie matki Czkawki tez było okej zwłaszcza, że z tego co się dowiedziałam w książkach też sie pojawia „bo tak” i znika „bo tak”. Mnie bardziej uderzyło to jak Czkawka jej szybko wybaczył to, że go opuściła kiedy był dzieckiem i nie wróciła do Berk.

      Lubię to

      • Fakt, też na to zwróciłam uwagę, ale pomyślałam sobie wtedy że oboje są dziwakami z manią na punkcie smoków, to może i Czkawka był w stanie jakoś ją zrozumieć. Ale mógł chociaż przez chwile się wkurzyć, a on nic…
        Dla mnie pojawienie się matki Czkawki wyglądało tak, jakby twórcy nagle się rozmyślili co do jej śmierci i pomyśleli, że fajnie by było jakby jednak żyła. Niby to wytłumaczyli, ale jakoś mnie to nie kupiło.
        Co do Stoika, moja teoria na brak przeżywania jego śmierci jest taka, że to bajka dla dzieci mimo wszystko ;P Ot, ojciec zginął, ale chwile później i tak mamy happy end i wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Do czasu ;)

        Lubię to

        • Co do matki Czkawki to jest jeszcze niezgodność z serialem bo w którymś odcinku Czkawka mówi, że się boi, że pewnego dnia zapomni o niej. Będąc niemowlęciem raczej zbyt wiele o niej zapamiętać nie mógł. w sumie to nie było nigdzie wcześniej wspomniane co się z nią stało tylko Czkawka powiedział do Astrid, że jej nigdy nie poznał.

          Ja mam paskudną teorię, że twórcy HTTYD obejrzeli między pierwszym a drugim filmem FMA i postanowili wprowadzić Zasadę Równej Wymiany: Czkawka odzyskuje matkę to zabierzemy mu ojca.

          Lubię to

  2. O serii „coś” słyszałam, coś więcej dowiedziałam się od Kohaku i od Cahan (pozdrawiam), ale to co tutaj jest to tak z dziesięć razy więcej informacji D:
    Anyway, nie widziałam, nie czytałam, ale jak tak zachwalają…
    …ale ja mam „swoją” serię o smokach, od Anne McCaffrey :c z zupełnie innym podejściem do sprawy… może kiedyś to też zobaczę, jak (jeśli) smoki z Pernu „uleżą” się gdzieś w umyśle i nie będą protestować „ale to nie tak wygląda!”.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s