Będziem tonąć, czyli 10 pairingów wg Daryi

Erasmusy, zjazdy rodzinne i inne kataklizmy trochę ograniczyły mój nołlajf ostatnimi czasy (w takich momentach wychodzi na jaw jakim dobrym pomysłem było prowadzenie bloga z tak płodną postowo osobą jak Sofi), ale tutaj jestem i wrzucam kolejną topkę. Dobrze, dobrze, znów postanowiłam nie hierarchizować, tylko wrzucić kilka lubianych przeze mnie par w kolejności mniej więcej takiej, jak silna jest/była moja faza na nie. Wystarczy już, że ich wybór jest oburzająco subiektywny. Serio, nie opierałam się na żadnych kryteriach niezwykłości danej relacji, po prostu wzięłam dziesiątkę którą shippuje i tak, całość ma charakter mocno fangirlowski. Wszystkie pairingi są hetero (jedyne yaoi jakie szczerze lubię nie miało sensu tutaj wrzucać), niektóre są kanonami, za niektóre po prostu ogromnie trzymam kciuki. I nie, nie będzie takich przełomowych romansów jak Haruka x woda czy Chihaya x karuta. O nich innym razem ;)

Motto tego wpisu

Czy istnieje lepsza partnerka dla Luffy’ego, niż taka, która daje mu jeść?

Luffy x Boa [One Piece]

Jeśli nie mieliście nigdy styczności z One Piecem, to musicie wiedzieć, że to ta seria shonen (no, FMA to jednak trochę inna sprawa) , której najbliżej do ideału. Serio, gdy już się wkręci, wielbi się ta wszystko. Nie dziwi więc, ze jak już po 500 chapterach autor zdecydował się zasugerowac jakiś pairing, to będzie on trącić geniuszem. Jak bowiem inaczej określić sytuację, że w naszym prostym, ąle sympatycznym bohaterze zakocha się jedna z najbardziej poważanych i zatrważających postaci kobiecych całego świata, która malutkie foczki i szczeniaki jada na śniadanie? (No dobra, może nie konkretnie jada, ale kopać, kopie!). Widząc taką osobę ślepo zakochaną w naszym głównym bohaterze trzeba się po protu uśmiechnąć :)

A większa od miłości do siebie jest tylko miłość do muzyki.

Chiaki x Nodame [Nodame Cantabile]

Czemu na tej liście jest tylko jeden josei? Dobra, pomińmy ten wstydliwy fakt milczeniem i przejdźmy do omawiania wspaniałości relacji Chiakiego i Nodame. Jeden jest pedantycznym i ambitnym człowiekiem sukcesu z dobrego domu, druga to roztrzepana, niechlujna i żyjąca chwilą dziewczyna z gminu. Przeciwieństwa się przyciągają? Może trochę. Ale przecież ta dwójka ma coś wspólnego – pasję, czyli muzykę. I właśnie to jest ta kropla, która skleja tak różne charaktery. Dodatkowo, cudownie pokazano rozwój tej relacji – od niechęci, to stabilnej miłości, która nie jest idealna, ale jednak jedna strona dba o tą drugą. No i ten pairing dostaje nagrodę za najbardziej uroczy pocałunek w historii animangi.

W tej parze to dziewczyna ratuje swojemu absztyfikantowi tyłek.

Hakuryuu x Morgiana [Magi]

Lubię pairingować. Serio, chyba w każdej dłuższej serii znalazłam kogoś, komu kibicuje. Szczególny urok ma to w shonenach – poznajemy ta całą gamę postaci, których wzajemne relacje dają możliwość znalezienia swojego ulubionego dopasowania. Magi nadaje się do tego celu aż idealnie – wśród wielu zasugerowanych pairingów ja wybrałam sobie HakuMorga. Lubię Hakuryuu, uwielbiam Morg, a kiedy zobaćzyłam w tym shonenie TAKĄ scenę wiedziałam, że decyzja już zapadła. Sorki, Alibaba. Tak, tak, może uległam trochę temu, że to jeden z praktycznie niespotykanych wątków romantycznych w serii shonen, w dodatku z lubianymi przeze mnie postaciami, ale nie zmienia to faktu, że byłabym zachwycona, gdyby skończyli jako kanon (choć patrząc na to, co teraz dzieje się z Haku… Dobra, nie ma spoilerować, w tej serii nic nie jest pewne).

Sofi: Ale jak to Hakuryuu D: AliMorg to half-canon!
Dar: Ali Baba został friendzoned. Deal with it. (I tak Morgi na końcu wyląduje znów na herbacie z Yuunanem, zobaczysz…)
Z wszystkich tych par, ta wywołuje u mnie chyba największe feelsy.

Ryuji x Taiga [Toradora!]

Zwykle nie przepadam za rasowymi tsundere. Szybko mnie męczą, a w pairingach z nimi po prostu czuję żal dla strony męskiej. Ale cóż, to Toradora!, jedno z moich najulubieńszych anime w ogóle. I choć czasami Taiga zachowuje się zbyt okrutnie względem Ryujiego, to przecież dobrze wiemy jak jest naprawdę. Ich relacja rozwija się powoli, ale skuteczni,e tworząc pairing, przy którym jak rzadko kiedy czuję, że mam do czynienia z nastolatkami, którzy są w trudnym okresie swojego życia i po prostu potrzebują kogoś na kim mogą się wesprzeć. I pięknie próbują spełnić względem siebie tę rolę. Do tego jakaś łezka poleciała przy finałowych odcinkach, za to na pewno muszą znaleźć się na tej liście.

Na szczęście w mandze jest dużo scen, gdzie możemy po prostu poobserwować jak dobrze tej dwójce w swoim towarzystwie.

Haru x Shizuku [Tonari no Kaibutsu-kun]

No i mamy też jakiegoś rasowego szojca na liście :) Dobra, dobra, nie tak rasowego – Shizuku powinna przeczytać jakiś podręcznik dla głównych bohaterek tego gatunku, bo daleko jej do schematu uroczej licealistki, której największym marzeniem jest, by senpai wreszcie ją zauważył… I chyba to jest właśnie to, co sprawia, że szybko zyskuje sobie fanów. Poważna i ambitna dziewczyna nie ma ochoty ani czasu na romanse i rycerz na metaforycznym białym koniu musi naprawdę się natrudzić, żeby zdobyć jej serce. Mimo, że wiele osób może irytować często zmiany zdania głównej dwójki od wyznania miłości do zerwania i z powrotem, to jest w nich coś, co sprawia, że kibicuję im ogromnie. Może dlatego, że naprawdę czuję, że oni do siebie pasują i czują się w swoim towarzystwie dobrze – i to mimo z pozoru odmiennych charakterów. Po prostu dobre się na nich patrzy.

W niektórych parach od razu widać kto rządzi,

Takagi x Sato`[Detektyw Conan]

Detektyw Conan to długa seria. Nawet bardzo długo. Taka, że przy ponad 700 odcinkach anime końca absolutnie nie widać. Oczywistym jest, że w takim tytule dostaniemy całą plejadę postaci, do których możemy się przywiązać. Gdzieś w tym tłumie mamy więc parę policjantów – ambitną, ale trochę straumatyzowaną przez życie Sato i sympatycznego nieogara Takakiego. I choć w całej serii związki międzyludzkie rozwijają się wolniej niż wyścig zreumatyzowanych żółwi, to śledzenie akurat tej parki jest jedną z większych przyjemności jaką mam w tej serii i sprawiają, że niektóre odcinki wyczekuję z większą radością niż inne.

No nie mówcie, że to nie jest miłość :<!–

 

Renji x Rukia [Bleach]

Tak się zastanawiam, czy aby tutaj po raz pierwszy nie poczułam co to znaczy mieć swoje OTP. Po poznaniu przeszłości Renjiego i Rukii przelałam jedną czy dwie łezki i postanowiłam z całą stanowczością, że oto jest mój pairing, który będę shippować po ostatnie me dni w fandomie. Samego Bleacha nie czytam regularnie od dawna (choć życzliwe mi osoby raportują gdy coś ciekawego się wydarzy), ale wciąż mogę wyzwać na batalię argumentów każdego, kto powie, że woli Rukię z Ichigo (oj, pisało się po forach kilometrowe posty, kłócąc się kogo pairing jest słuszniejszy). No bo ok, przyjaźnie z dzieciństwa rzadko zmieniają się w prawdziwe pairingi, ale nie sposób zaprzeczyć, że Renji widzi coś w więcej w swojej przyjaciółce. A jak jedna strona już jest chętna, to mamy friendzone połowę sukcesu! A moment, w którym ta dwójka stanie się kanonem na pewno będzie jednym z radośniejszych w moim fandomowym życiu.

Przecież ich miny mówią wszystko!

Roy x Riza [Fulmetal Alchemist]

Gdyby ta lista była obiektywna, ten pairing na pewno znalazłby się gdzieś bardzo wysoko. Bo to po prostu fenonem, Nie znam drugiej takiej pary, którą fascynowałoby się, aż tylu ludzi – i to nawet zatwardziałych yaoistek. Royai lubią po prostu wszyscy. I wszyscy z uporem maniaka wskazują niedpodważalne hinty, udowadniające, że to jedna z najpiękniejszych historii jaką ujrzeliśmy na kartkach mang czy w anime. Szczególnie fascynujące jest to, jeśli weźmiemy pod uwagę, że Royai… właściwie nie jest kanonem. W FMA nie padło ani jedno dosłowne potwierdzenie na to, że pułkownika i panią porucznik łączy coś więcej niż przyjaźń i obowiązki służbowe. Dlaczego więc uważa się tę dwójką za ten jeden prawdziwy pairing? Nie mówiąc już o udanej kreacji samego Roya i Rizy, sukces leży chyba w niedopowiedzeniach. Dowiadujemy się o ich więzi (jak i o samych bohaterach) niewiele, a wszelkie informacje są wplątane do historii mimochodem i dają nam jedynie wyobrażenie o tym o ich prawdziwej historii. I to jest przepis na sukces, bo fanom chcąc nie chcąc włącza się wyobraźnia, zmuszając do dopowiedzenia sobie samemu niedopowiedzianego. Tak więc mimo tego, że nawet na końcu serii nie potwierdzono naszych przypuszczeń (ale serio Arakawa, mogłaś dać choć ODROBINKĘ i nie obchodzi mnie, że w guide booku tłumaczyłaś, że armia nie dopuszcza romansów między żołnierzami i żeby być razem jedno z nich musiałoby zrezygnować ze swojego stanowiska, co oczywiście kłóci się z ich planami….) RoyAi jest chyba najpopularnijeszym pairingiem wśród wszystkich hetero. I dobrze, bo naprawdę jest tego wart. (A informację o tym, że największa siła leży w niedopowiedzeniach powinny sobie do serca wziąć wiele z obecnych pisarek romansów zmiechowo-greyowych głęboko do serca…)

Fanart, bo od dawna wiadomo, że najbardziej niesamowite w Hetalii jest to co fani z nią wyprawiają (Źródło)

Austria x Węgry [Axis Powers Hetalia]

Długo się zastanawiałam czy wspominać tutaj o pairingach hetaliowych. Największy z nimi problem to fakt, że od lat mam kanon autora w poważaniu i rozmyślając o danym pairingu jako podstawę biorę sobie podręcznik do historii stosunków międzynarodowych. Takżę przy AusHunie nie akceptuję kanonicznego zauroczenia Elki Roderichem. Myśląc o Austro-Węgrach (nota bene, moim ukochanym państwie i okresie historycznym w ogóle), widzę małżeństwo dla interesu, gdzie wszelkie uczucie przyszło stanowczo za późno (Węgry jako najdumniejszy naród na świecie nadają się cudownie na tsundere). Nawet swego czasu fanfika o nich popełniłam. Hetalia to w ogóle cudowne miejsce do pairingowania. Oprócz AusHunów moje serce najszybciej bije przy zupełnie niękanoniczmym pairingu czechosłowackim, oraz połączeniu Polski z Ukrainą (albo Irlandia).

Moje OTP. Po prostu.

Colonello x Lal Mirch [Katektyo Hitman Reborn]

Tak więc… Moje największe OTP w ogóle? Takie, które zawładnęło moje wyobraźnią bodajże na dwa lata, takie, którego wszystkie opublikowane w internecie fanarty w pewnym momencie miałam na dysku i przeczytałam każdy fanfik w zrozumiałym (albo przetłumaczonym przez translatora) języku i którego podobizny bazgrałam na lekcjach po tyłach wszystkich zeszytów? Ach, moje ColoLal… *feelsy, wielkie feelsy wciąż jeszcze*. W ramach wprowadzenia powiem, że swego czasu (koniec gimnazjum) mocno wsiąkłam w fandom Katekyo Hitman Reborn. Był on istnym rajem dla yaoistek, które mogły wybierać między niezliczoną liczbą różnorakich pairingów (jak D18, 8059 czy lubiane nawet przeze mnie 6927). Sęk w tym, że ja za yaoi nigdy jakoś szczególnie nie przepadałam. I w tej zgejowanej serii znalazłam swój najukochańszy pairing hetero… Szczęście miałam w tym, że mój pairing był jak najbardziej kanonem. Pech mój, że pojawiał się bardzo rzadko, a i fanów nie miał za wiele. Mi to jednak nie przeszkadzało zacieszać do niego jak ta głupia, i choć nigdy nie stowarzyłam dla nich większego fanworksu, to namiętnie reklamowałam go na forach i konwentach. Jak mnie teraz spytacie, to trudno mi powiedzieć, dlaczego akurat oni. No dobra, to taka smutna historia miłosna, do których po prostu mam słabość. Wiecie, ona tsundereni, że niby nic nie czuje do niego, on uparcie próbuje jej udowodnić, że tak nie jest i jest w tym tak zawzięty, że w końcu ratuje jej życie, skazując siebie na śmiertelną klątwę, w dodatku przez własną głupotę zostają od siebie rozdzieleni i w ogóle takie romansidło, które absolutnie i w ogóle mnie rozczula. No i byli żołnierzami, a ja dzięki temu odkryłam swój fetysz na mundury(który zaprowadził mnie potem do fandomu Hetalii, ale to już całkiem inna historia…). Ogólnie rzecz biorąc, uwielbiałam ich, ba, mimo osłabienia fazy na KHR! i obecnie jako moje mangowe OTP podaje moje przywłaszczone od Noxi OCki hetliowe (Czechosłowacj <3) , wciąż myślę o nich nad wyraz ciepło (może czas po przeprowadzce znowu powiesić sobie ich plakat na ścianie?).

Tyle ode mnie, niczego nie żałuje, dilujcie z tym!

~Darya

Advertisements

4 komentarze do “Będziem tonąć, czyli 10 pairingów wg Daryi

  1. Uhuuu, buuuhuuuu, ja już nie lubię oficjalnych pairingów beczy. Po prostu Log Horizon tak mnie skrzywdził z moją ukochaną parą, że mam ochotę pojechać do Japonii tylko po to, żeby stanąć pod oknem autorki książek i urządzić jakiś jednoosobowy bunt przeciw takiemu chamstwu XD. No WHYOWHY. przeżywa ciężko
    Also, podpisuję się totalnie (jak wszyscy) pod Roy x Riza. A zwykle bardzo lubię, jak zamiast pairingu są po prostu przyjaciele, ale w tym wypadku… no jakoś nie mogę się powstrzymać przed shipowaniem XD.
    Shipy yaoi lubię pod warunkiem, że mają przynajmniej minimum sensu, którego… nie mają prawie nigdy :P?

    Lubię to

    • Trik to lubić pairingi, które mają szansę być kanonem! (A z Roy’em i Rizą autorka okrutnie strollowała wszystkich D:).
      Yaoi to już chyba częściej mają sens w zachodniej popkulturze… (albo teraz mi się po prostu przypomniało o Xavier x Magneto <3). Yaoi shipuje baaardzo rzadko, w mandze i anime jedyny dłużej utrzymujący dla mnie pairing to chyba tylko Natori x Natsume z Natsume Yuujinchou.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s