Sezon letni 2014, czyli co nam niesie nowa pora roku

Kilka notek temu opisywałyśmy podsumowanie sezonu wiosennego w którym polecałyśmy bądź odradzałyśmy dany tytuł. Pora roku jednak się zmieniła a wraz z nią japońska ramówka do której doszło kilka lepszych tudzież gorszych pozycji. Jako, że wasze ukochane blogerki są masochistkami poświęcającymi się dla was byście nie musieli oglądać tych złych serii tylko te dobre to prezentujemy wam tę oto notkę wraz z ostrzeżeniem czego kijem nie należy tykać.

(Uwaga: Dużo gifów)

Gif lata (Free!)

Akame ga Kill

Keczup się leje jak wódka na ruskim weselu.

Seria o której dużo się nasłuchałam jeszcze przed wypuszczeniem pierwszego odcinka i po której dużo się nie spodziewałam. Tatsumi podróżuje po kraju w celu udania się do Stolicy i zarobienia pieniędzy by uratować swoją głodującą wioskę. Na miejscu dowiaduje się, że władca Imperium to tak naprawdę dziecko zaś wszystko funkcjonuje w oparciu o korupcję, wykorzystywanie słabszych oraz posuwanie się do okrutnych czynów. Tatsumi przypadkowo odkrywa, że dwójka jego przyjaciół z wioski zostało torturowanych i zamordowanych przez ludzi, którzy dla rozrywki zwabiali mieszkańców dalszych rejonów kraju w celu ich zabicia, Na szczęście istnieje jakaś pokręcona sprawiedliwość społeczna i jeszcze tej samej nocy koledzy naszego bohatera zostają pomszczeni przez grupę Night Raid, której zadaniem jest atakowanie i wyeliminowywanie tych, którzy są odpowiedzialni za wewnętrzną destrukcję kraju. Tatsumi dołącza do nich i zaczyna uczyć się fachu zabójcy od asa grupy, którym jest dziewczyna o imieniu Akame.

W chwili obecnej to anime na MAL-u ocenę powyżej 8 i nie rozumiem zbytnio dlaczego. Mamy dużo krwi, trochę fanserwisu, jeszcze więcej krwi i bohatera, który na razie aspiruje na bycie główną ciotą serii. Postacie drugoplanowe prezentują się już lepiej na czele z szefową Night Raid. Ludzie, którzy czytają mangę chwalą ją za to, że bohaterów nie chroni plot armour a autor jest w stanie zniszczyć święta. Za produkcję odpowiedzialne jest studio White Fox znane z histów jakich jak Steins;Gate, Katanagatari czy Jormungand. W tle słyszę muzykę charakterystyczną na Iwasakiego Taku a całość reżyseruje osoba, która pracowała przy Monster więc mimo początkowego zniechęcenia czuję potencjał.

Pożyjemy, zobaczymy a na razie jest 6-/10.

Sofi

Aldnoah.Zero

Tak wyglądała moja twarz pod koniec pierwszego odcinka.

*5 minut dla autorki na pisk fangirla*

W 1972 roku misja Apollo 17 odkryła na powierzchni Księżyca bramę teleportacyjną zostawioną tam przez nieznaną cywilizację, która umożliwiała przeniesienie się na Marsa. Rozpoczęło to masowe zasiedlanie Czerwonej Planety lecz pokój trwał krótko, gdyż emigranci po odkryciu marsjańskiej technologii postanowili zachować ją dla siebie i ogłosili powstanie Imperium Vers. W  1999 roku wypowiedziało ono wojnę Ziemi, której skutkiem było zniszczenie połowy Księżyca (powstał przez to pas śmieci zaś wiele miast zostało zniszczonych przez spadające odłamki naszego naturalnego satelity) oraz przeniesienie Imperium do kilkudziesięciu ogromnych stacji kosmicznych krążących wokół Błękitnej Planety. 15 lat później w czasie oficjalnej wizyty na Ziemi księżniczka Imperium zostaje zaatakowana co staje się pretekstem dla Vers do rozpoczęcia nowej wojny.

Fabuła brzmi trochę jak kalka z niezwykle słabego Gundam Age lecz jeśli spojrzymy na listę płac to same nazwiska twórców powinny być powodem aby obejrzeć chociażby jeden odcinek. Autorem scenariusza jest Gen Urobuchi (Mahou Shoujo Madoka Magica, Fate/Zero, Requiem for a Phantom), ścieżkę dźwiękową układa Hiroyuki Sawano (Attack on Titan) w kolaboracji z Yuki Kajiurą (Pandora Hearts) a za opening odpowiedzialna jest Kalafina (Fate/Zero). Na kreskę aż chce się patrzeć i mimo że sam zamysł fabuły nie grzeszy oryginalnością to do obejrzenia namówiłam Daryę a to już jest coś. Bohaterowie też wydają się być interesujący zwłaszcza dwaj męscy protagoniści na czele ze Slainem będącym Ziemianinem służącym rodzinie królewskiej Imperium Vers. Dodatkowo ostatnie sekundy openingu wywołują we mnie ciekawość osobą samej księżniczki… Poza tym z taką obsadą to anime w najgorszym przypadku będzie dobre a nawet jak głupota wkradnie się do scenariusza to zawsze pozostaje wsłuchiwanie się w muzykę i podziwianie kreski.

Solidne 8/10. Bardzo polecam i spodziewajcie się, że będę was męczyć tym tytułem.

Sofi

Ao Haru Ride

Czyżby szykowało się pierwsze od wielu lat shoujo z myślącymi protagonistami?

Dla Futaby Yoshioki liceum to szansa na zresetowanie wizerunku słodkiej i nieśmiałej dziewczyny, który uwielbiany przez chłopców w gimnazjum był obiektem zazdrości koleżanek i powodem osamotnienia. Zresztą sama Futaba za płcią brzydszą nie przepada a jedynym wyjątkiem w gimnazjum był Kou Tanaka, który nagle opuścił szkołę bez pożegnania z dręczoną wyrzutami sumienia Yoshioką, która się obawiała, że jej słowa o tym jak nienawidzi mężczyzn mogły zranić Kou. W liceum przypadkowo napotyka się na chłopaka, który przypomina jej dawne zauroczenie a z biegiem czasu okazuje się, że jest nim nie kto inny jak Tanaka, który zmienił nazwisko na Mabuchi. W niczym on jednak nie przypomina osoby, którą znała Futaba: jest niemiły, opryskliwy i sarkastyczny zaś Yoshioka postanawia odkryć co go zmieniło.

Tak, to jest romans, który oglądam z własnej woli i który mi się podoba. Jest to zjawisko o tyle niespotykane, że wymaga wyjaśnienia. Po pierwsze Futaba nie jest idiotyczną i wiecznie rumieniącą się bohaterką serii shoujo i już w drugim odcinku widzimy, że jest świadoma tego co się dzieje w jej otoczeniu. Mabuchi/Tanaka wydaje się być osobą o tajemniczej jak Tajemniczy Ogród przeszłości lecz nie dramatyzuje przy tym jak Shinji. Dodatkowo mamy całkiem sporo bohaterów drugoplanowych, piękną oprawę graficzną od Production I.G. (zwłaszcza tła, które momentami wyglądają jak malowane akwarelą) i jak narazie nie widzę na horyzoncie czegokolwiek co mogłoby mi dawać raka. Brakuje mi jakiejś zauważalnej muzyki w tle, ale może z czasem wychwycę coś co mi wpadnie w ucho.

Na razie jest 7+/10 i czekam na rozwój sytuacji.

Sofi

Barakamon

Każdy kto ma w rodzinie małe dziecko i coś ważnego do zrobienia, zna tę sytuacje…
Handa Seishu ma ciekawy zawód. Jest kaligrafem. Niestety, sukcesy nie chcą przyjść same z siebie i po wystawie, na której jego prace nie zostały przyjęte z entuzjazmem, którego się spodziewał, nasz bohater jedzie na wakacje na małą wyspę, by przemyśleć swoją pracę i poszukać nowych inspiracji (no dobra, tak naprawdę został tam wysłany trochę z przymusu, po tym jak na wspomnianej wystawie znokautował jednego z krytyków). Jednak nie dane mu będzie w spokoju pracować na swoją techniką. Kilkuletnia Naru, królowa wyspowych urwisów, polubiła go. A to oznacza, że postanowiła zaszczycać bohatera swoją obecnością praktycznie non-stop, a że osóbka z niej charakterna, Seishu nie może się spodziewać ani chwili spokoju…
Jedna z tych pozytywnych obyczajówek, które sprawiają, że człowiek błogo się uśmiecha i zapomina o swoich troskach. Cała historia opiera się na dobrze znanym schemacie mieszczucha, który jedziena wieś i otwiera oczy na całkiem nowy świat. Jest lekko, można się pośmiać i szybko polubić grono bohaterów. Jeśli lubi się tego typu opowieści, to jest to odpowiedni tytuł.
7/10. Dla wielbicieli obyczajówek.
~Darya

Free! Eternal Summer

Nowy sezon, nowi bohaterowie, dobrze zńana historia.
Jakie Free! każdy widzi… Jeśli ktoś przegapił zeszłoroczny fenomen tej serii, to musiał chyba nie wchodzić do animowego internetu. Historia drużyny pływackiej przedstawiono nam przez studio odpowiedzialne za K-ON! stała się jednym z największych hitów roku 2013. Korzystając z tej popularności KyoAni uraczyło nas w tym roku kontynuacją przygód młodych sportowców. Haruka, Makoto i szczęśliwie nawrócony Rin uczęszczają już do ostatniej klasy liceum i przed nimi jawi się problem wyboru dalszej ścieżki życiowej. Choć zapowiada się to na motyw przewodni tej serii, nie zanosi się na to, byśmy zapomnieli o najważniejszym elemencie Free! Nie, nie fanserwisie (który ma się dobrze). Ani gejozie (też bez zmian). Chodzi o miłość do pływania – tutaj nie je się ciastek, tylko ostro przygotowuje na kolejny turniej! (No dobra, jak na standardy KyoAni…).
Moje absolutnie ukochane guilty pleasure. Drugi sezon graficznie, fanserwisowsko, a co najważniejsze – humorystycznie, jak na razie nie ustępuje poprzednikowi, a to oznacza, że zgodnie ze spodziewaniami jest to najbardziej wyczekiwana przeze mnie seria tego sezonu. Wiem, że powinno mi być wstyd, ale co tam, nie jest mi. Spójrzcie na ten ending i zrozumcie, że dla mnie już nie ma ratunku.
7/10, ale guilty pleasure z tego cudowne.
~Darya

Gekkan Shoujo Nozaki-kun

Czy zastanawialiście się kiedyś ile zajmuje wymyślenie idealnego kadru jazdy na rowerze zakochanej pary?
Sakura, licealistka jakich wiele, ma ostatnimi czasy jeden cel – to, by sempai Nozaki-kun ją zauważył. Dziewczyna decyduje się na śmiały krok i oświadcza mu się. No, a przynajmniej próbuje, bo jej wybranek trochę inaczej zrozumiał jej wydukane wyznania – najpierw wręczając jej swój autograf, a następnie zapraszając do domu… żeby pomogła mu wykończyć mangę. Tak, Nozaki-kun jest bowiem mangaką (Pamiętajmy, japońscy nastolatkowie potrafią wszystko – co to już łączenie profesjonalnej kariery rysowniczej z nauką, gdy młodsi od niego pilotują wieczorami mechy?). Żeby jednak dodać więcej humoru do serii, okazuje się, że tworzy… shoujo. I to te najbardziej schematyczne szojce o nieśmiałych dziewczynach i ich senpajach z milionem kwiatuszków na stronę… Jeśli przystawimy to do dość małomównego charakteru głównego bohatera (który bardzo przypomina mi Takashiego z Ourana), dodamy trochę nieogarniającą, ale mocno angażującą się heroinę i kilka innych wyrazistych postaciami, a całość doprawimy całkiem niezłym humorem, śmiejącym się głównie z wszelkich shoujowych schematów, dostaniemy naprawdę solidną komedię.
Muszę powiedzieć, że Nozaki-kun zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie. Przede wszystkim – jest śmieszne, a to wcale nie można powiedzieć o każdym anime, które pretenduje do miana komedii. Dodatkowo urzekło mnie bardzo celnymi żartami z gatunku shoujo (często porównując mangowe kadry z nie tak kwiatową rzeczywistością). Wspomnijmy jeszcze ciekawe i różnorodne postacie oraz bardzo ładną grafikę, a otrzymamy przeuroczą serię, która chyba każdemu poprawi humor
8/10. Oczywiście to dopiero początek, ale daję tej serii spory kredyt zaufania.
~Darya

Glasslip

Główna bohaterka niby widzi przyszłość, ale zdjąć koszulkę wydaje się być już zbyt skomplikowane

Fukami Touko pochodzi z rodziny zajmującej się prdukcją szkła ozdobnego zaś w wolny czas spędza ze swoimi przyjaciółmi w miejscowej kafejce. W czasie festiwalu świątynnego dziewczyna widzi coś o czym nie mówi swoim znajomym lecz jej problemy zostają szybko zepchnięte na drugi plan przez pojawienie się Kakeru Okikury (zwanego przez Touko Davidem), który jest nowym uczniem w szkole naszej bohaterki. Mimo początkowych nieporozumień spowodowanych kłótnią o szkolne kurczaki dwójka zbliża się do siebie powodując konflikt w grupie przyjaciół do których należy Touko. Dodatkowo okazuje się, że zarówno Fukami jak i Kakeru posiadają niezwykłą umiejętność, gdyż są w stanie widzieć lub usłyszeć przyszłość…

Szczerze? Po trzech odcinkach nie mam zielonego pojęcia o co chodzi w tym anime. Były fajerwerki, potem kurczaki, potem jakieś dramy, wyznanie miłości i wypad w góry. Anime ma mieć tylko 13 odcinków i trochę się niepokoję o tempo rozwoju fabuły biorąc pod uwagę fakt, że po 1/4 serii widzimy tylko kto się w kim podkochuje a kto w kim nie. Główna bohaterka jest niezmiernie irytująca i zachowuje się jakby ktoś jej dosypał guarany do espesso z dodatkiem tauryny. O Kakeru/Davidzie zbyt wiele nie powiem gdyż on sam zbyt wiele o sobie nie powiedział. Cała reszta paczki przyjaciół powiela dobrze nam znane schematy i archetypy z innych serii typu okruchy życia i raczej nie zachęcają do brnięcia dalej. Na plus mogę zaliczyć piękną oprawę graficzną, ale cudowna kreska oraz zapierające dech tła są chyba typowe dla anime od P.A. Works.

Tak bardzo 5/10. Oglądam dalej bo liczę na śmieszną pseudodramę z Nagi no Asukara.

Sofi

Hanayamata

Trucie tyłka poziom: expert.

Naru Sakiya jest dziewczynką ociekającą zwyczajnością niczym kanadyjski naleśnik ocieka syropem klonowym. Stroni od dużych grup ludzi za to uwielbia czytać bajki o księżniczkach martwiąc sie jednocześnie brakiem własnego hobby podziwiając przy tym swoją utalentowaną przyjaciółkę Yayę. Wszystko zmienia się pewnej nocy, kiedy w świątyni widzi ona Hanę Fountainstand, Amerykańską uczennicę tańczącą yosakoi (japoński taniec tradycyjny). Zauroczona widowiskiem Naru ulega entuzjazmowi Hany i dołącza do nowoutworzonej grupy nie mając tak naprawdę pojęcia czym yosakoi jest i z czym to się je.

Hanayamata jest odpowiedzią na pytanie gdzie poszły pieniądze, które Madhouse zarobił na No game no life. Typowe okruchy życia o miłości, przyjaźni, problemach japońskich nastolatek a w tle lecą melodie do których tańczy się yosakoi. Jak na razie to właśnie ścieżka dźwiękowa jest najmocniejszym punktem serii, gdyż projekt postaci działa mi na nerwy a dwie główne bohaterki są moim zdaniem irytujące (Naru zachowuje się jakby paliła marihuanę a Hana jakby była pod wpływem LSD). Scena z pierwszego odcinka pokazująca tańczącą Fountainstand zrobiła na mnie wrażenie i warto ten epizod obejrzeć chociażby dla tej sceny. Serię kontynuuję, może pozytywnie się zaskoczę tak jak przy No game no life. 

6+/10. A teraz podajcie mi moją insulinę bo grozi mi hiperglikemia.

Sofi

Kuroshitsuji: Book of Circus

Swoją drogą, Kurosz to wcale nie tylko fanserwis dla pan…
Marzenia fanów mangi Kuroshitsuji na całym świecie zostały spełnione. Uważany powszechnie za najlepszy arc mangi, pominiona w anime historia pewnego cyrku, doczekała się wreszcie wersji animowanej! Ciel i jego wierny demon kamerdyner Sebastian, na polecenie królowej Wiktorii sprawdzają co trupa cyrkowa ma wspólnego ze znikaniem dzieci. W tym celu będą musieli wkraść się w szeregi podejrzanych…
Nie znoszę anime Kuroshitsuji, uwielbiam mangę. Ta seria zrobiona jest specjalnie i z pozdrowieniami dla mnie. I muszę powiedzieć, że pierwsze dwa odcinki całkowicie mnie zadowoliły (i to mimo, że pierwszy epizod był fillerem! Prosta historia o próbie zamachu na Ciela była znakomitym wprowadzeniem do historii, pozwalając trochę przypomnieć o sobie poszczególnym postaciom, tak, że tydzień później spokojnie można było wysłać główną dwójkę do Londynu i zacząć z porządną akcją). Jest śliczna oprawa wizualno-muzyczna (ten opening!), jest najlepszy arc mangi, jest klimat. Do tego brawa dla studia A-1 (a studio to częściej krytykuję niż chwalę) za pójście w ślady Bones i stworzenie swego rodzaju Brotherhooda – nowego sezonu popularnej serii ( którą wcześniej potraktowano z zbyt dużą dozą fantazji) tym razem skierowana konkretnie do fanów oryginału, któremu się tym razem jest wiernym. Naprawdę zostałam ukontentowana.
8+/10, mam radochę.
~Darya
Love Stage!!
Reakcja Izumiego, gdy dowiedział się, że ma być głównym bohaterem shonen-ai.
Izumi Sena ma nieszczęście wzrastać w rodzinie gwiazd – rodzice i starszy brat robią kariery muzyczno-aktorskie, a on nie marzy o niczym innym jak byciu mangaką (koślawość jego rysunków mu w tym nie przeszkadza) i dziewczynie podobnej do głównej bohaterki swojego ulubionego anime. Niestety od krewnych się nigdy do końca nie ucieknie i rodzinka wymusza na nim, by wziął udział w reklamie, która jest kontynuacją reklamówki magazynu weselnego w którym zagrała 10 lat temu. Swoją drogą grał tam… małą dziewczynkę. Teraz też ma wcisnąć się w suknię (ślubną) i stanąć na kobiercu z aktorem poznanym przy poprzedniej produkcji. Okazuje się, że Ichijou Ryouma (ten od pana młodego), mimo upływu 10 lat nie zapomniał o Izumi, a ponowne ujrzenie jej/go tylko sprawiły, że zakochał się na dobre. Fakt, że jego wielka miłość jest mężczyzną staje się dla niego nielada szokiem….
Taaak, to yaoi (a jak na razie raczej shonen-ai). Nie jest to gatunek za którym przepadam (a zwykle omijam go szerokim łukiem), ale raz na jakiś czas warto zobaczyć co tam „w ciemniejszej stronie” japońskiej popkultury piszczy. Historia jest prosta, postacie na razie nie zaskakują, ale początek nie jest wcale zły. Jest nawet całkiem zabawny. Nie znam mangi, więc nie wiem w jakim kierunku główny pairing się rozwinie (ani nawet jak ci dwaj samozwańczy heteroseksualiści się niby zejdą), ale raczej nie zapowiada się na spektakularne łamanie schematów. Ot, taka sympatyczna historyjka dla osób, którym relacje męsko-męsko nie przeszkadzają.
6/10, ale pierwsze dwa odcinki były zaledwie wstępem i nie wiadomo w jakim kierunku seria teraz pójdzie.
~Darya

RAIL WARS!

Pociągi to serious business w Dżaponii.

Naoto Takayama w przeciwieństwie do 90% japońskich nastolatów nie myśli o ratowaniu świata. Jego marzeniem jest wstąpić do Japońskich Kolei Państwowych i pracować jako maszynista pociągu w związku z czym bierze udział w kursie przygotowawczym lecz na skutek złośliwości losu zamiast kierować składem kolejowym trafia do japońskiego odpowiednika Straży Ochrony Kolei. Oczywiście żeby nie był samotny to do jego „drużyny” trafiają również Aoi Sakurai, będąca fanką broni palnej, Haruka Koumi, obdarzona przez los fabułą, oraz Shou Iwazumi, który nosi kamizelkę kuloodporną. Nasi bohaterowie mają walczyć ze złem i występkiem w postaci ekstermistów chcących sprywatyzować kolej.

Anime do którego mam mocno mieszane uczucia. Po pierwsze jest robione przez jakieś randomowe studio o którym nigdy wcześniej nie słyszałam. Po drugie, o ile pierwszy odcinek był fajnie zrobiony mimo delikatnego fanserwisu, o tyle drugi był już naprawdę nędzny zwłaszcza od strony technicznej. Trzeciego odcinka trochę się boję obejrzeć… Mimo wszystko jeżeli seria powróci do poziomu z jakiego wystartowała to może wyjść z tego całkiem niezła komedia z lekkimi elementami ecchi, które mnie osobiście zbytnio nie rażą. Z drugiej strony może wyjść też z tego pospolita haremówka z odmóżdżonym głównym bohaterem i jeszcze bardziej odmóżdżonymi bohaterkami.

Po pierwszym odcinku 7-/10 po drugim 4/10. Ciężko stwierdzić.

Sofi

Re: Hamatora

Ta irytująca maskotka też wróciła.

Hamatora wraca! Po ostatnim odcinku pierwszej serii, który zakończył się cliffhangerem, Nice jest uważany za martwego zaś w mediach toczy się debata na temat Minimum Holders oraz ich roli w życiu publicznym. Część z nich zostało nawet idolami zaś samej Hamatorze zaczyna doskwierać bieda wywołana brakiem zleceń. Wkrótce okazuje się jednak, że Nice żyje a jego dawny przyjaciel Art stoi za atakiem na Facultas Academy, gdzie dzieci posiadające Minimum uczą się jak korzystać ze swoich zdolności…

Z pewnością poprawił się opening, który już mnie nie usypia i brzmi tak jak opening to serii akcji brzmieć powinien. Pierwsza seria Hamatora the Animation nie powaliła mnie jakoś na kolana swoim poziomem i zbyt wiele po drugiej nie oczekuję. Jak na razie dwa pierwsze odcinki były znośne i na 99% obejrzę anime do końca bo jestem ciekawa jak to się stało, że z policjanta Art wyewoluował w złodupca number 1.

5-/10. Stosunek obojętny. Jak ktoś widział serię pierwszą to pewnie obejrzy by zobaczyć wytłumaczenie.

Sofi

Shirogane no Ishi: Argevollen

Główny bohater może i pilotuje supermecha, ale z kobietami już sobie nie radzi tak dobrze.

Królestwo Arandas i Zjednoczone Kraje Inglemii walczą ze sobą od wielu lat a punktem zwrotnym zostaje pokonanie Wielkiego Muru, który był ostatnim punktem na drodze Inglemii w celu podbicia Królestwa. W tym samym czasie walczący po stronie Arandas Tokimune Susumu, wbrew decyzjom swoich przełożonych, decyduje się uratować zaatakowaną Jamie Hazaford, która okazuje się być przedstawicielką fabryki uzbrojenia co wcześniej wyprodukowała supermecha o nazwie Argevollen. Tokimune nie mając większego wyboru decyduje się zasiąść za sterami maszyny. Wiąże się to z faktem połączenia swojego umysłu z komputerem pokładowym Argevollena co uniemożliwa komukolwiek innemu pilotowanie mecha. Szybko okazuje się, że nowy model znacznie przewyższa technologicznie istniejące dotąd maszyny oraz że może odmienić losy wojny.

Chłopiec i jego mech ratują świat… Ta seria strasznie powiela schematy (zresztą która seria mecha tego nie robi) w sposób tak zły, że brakuje mi w języku polskim określeń pozwalających nazwać tragicznie niski poziom fabuły. O ile Valvrave the Liberator powielił wszystkie klisze w sposób, który się udał o tyle Argevollen jest po prostu zły i trzeba by bylo obejrzeć pierwszy odcinek aby to zrozumieć. Poza tym za serię jest odpowiedzialne studio Xebec, które oprócz wyprodukowania Upotte czy Heroic Age jest też znane z zamasakrowania Pandora Hearts. Animacja boli i jest miejscami tak paskudna, że człowiek chce przewinąć dany fragment. Ja naprawdę wiele nie oczekiwałam po tym anime, ale nie sądziłam, że będzie AŻ TAK  źle.

4/10. Nawet nie próbujcie.

Sofi

Space Dandy 2

Dandy nie jedną ma twarz…

Załoga Aloha Oe wraca babe~! Dandy, QT i Meow powracają w sezonie letnim by ponownie łapać rzadkie okazy kosmitów a przy tym i rozśmieszyć tudzież wzruszyć. Nie zabraknie też ścigającej ich wielkiej małpy podróżującej w statku kosmicznym przypominającym głowę Statuy Wolności…

Tutaj zbyt wiele do powiedzenia nie mam. Space Dandy był jednym z hitów sezonu wiosennego a dwa pierwsze odcinki pokazały, że seria nadal zamierza utrzymywać narzuconą przez siebie poprzeczkę. Pierwszy odcinek był prawdziwym rajem dla fana mangi i anime ze względu na ilość pokazanych nawiązań do innych, mniej lub bardziej znanych, serii oraz komiksów. Zdziwił mnie trochę fakt pozostawienia openingu i endingu lecz nie narzekam ponieważ jest to dla mnie sprawa wysoce drugorzędna i podchodziłaby już pod usilne czepialstwo. Czekam na więcej!

8/10. Na upartego nie trzeba znać drugiego sezonu.

Sofi

Sword Art Online II

Nowa członkini haremu Kirito.
Rok po wydarzeniach z krainy elfów, Kirito, Asuna i spółka prowadzą spokojne życie w Tokio zastanawiając się co najwyżej jaką ścieżkę w życiu wybrać. Świat gier nie daje o sobie jednak zapomnieć. Główny bohater zostaje poproszony do wyjaśnienia tajemniczych zgonów graczy Gun Gale Online – jak sama nazwa wskazuje, gry w której główną broń stanowi broń palna. Równolegle poznajemy Sinon, jedną z najlepszych snajperek
Nasz trzyosobowy komitet (Darya, Sofi i gościnnie Sunssan) uznał jednogłośnie, że nowa odsłona SAO nas zawiodła. Było po prostu nieciekawie. Długie rozmowy o niczym, nieporywające postacie, widok elfów (i samej Asuny – dop. Sofi), nużyły nas i naprowadzały na myśli dalekie od przygód graczy. Nie chodzi już nawet o to, że to nie jest już pierwszy najbardziej oryginalny jeśli chodzi o pomysł arc. Samo prowadzenie fabuły nie porywa – wystarczyłoby trochę inaczej zmontować, pobawić się inwersją czasową… A tak, to nudy i obawa, czy trzeba się będzie tak męczyć całe 24 odcinki. (Tak, widziałam w internetach także bardzo entuzjastyczne opinie, ale krytyki też nie brakuje).
5/10, choć zdania są podzielone wśród fanów.
~Darya

Tokyo ESP

Uważajcie na latające pingwiny. Jeszcze zrobią z was esperów.

Rinka Urushiba przez większość swojego życia była normalną lecz ubogą dziewczyną mieszkającą z ojcem i pracującą jako kelnerka by podreperować domowy budżet. Wszystko zmienia się, kiedy pewnego dnia widzi latającego pingwina łowiącego latające, świecące ryby. Tego właśnie dnia Rinka nabywa moce espera a dokładniej to umiejętność przechodzenia przez różnorakie obiekty oraz spotyka Azumę posiadającego umiejętność teleportacji. Szybko okazuje się, że nie wszyscy esperzy są przyjaźnie nastawieni do ludzi a część z nich wykorzystuje swoje moce w celu popełnienia przestępst. Główna bohaterka wiedziona poczuciem sprawiedliwości postanawia walczyć z takim stanem rzeczy.

Jeżeli ktoś pomyślał o seriach X-men to skojarzenie jest jak najbardziej poprawne gdyż tutaj też mamy „tych dobrych” esperów, „tych złych” esperów i ludzi mających ambiwalentny stosunek to ich obecności. Sama bohaterka ma paskudny nawyk mówienia głośno co robi, krzyczenia w momencie kiedy należy zachować ciszę (np. w chronionym muzeum kiedy polowała na złodzieja) oraz nazywania swoich ataków. Z tego co czytałam to całość jest osadzona w uniwersum serii Ga-Rei: Zero której niestety nie widziałam i na której temat się nie wypowiem. Tokyo ESP ma niestety pecha byciem anime od Xebecu w związku z czym na cuda nie liczę. Mimo wszystko jest to seria lepsza od Shirogane no Ishi: Argevollen

5/10. Niech ma na zachętę.

Sofi

Tokyo Ghoul

Główny bohater próbuje cosplayować Misaki Mei z serii Another.

Witamy w rzeczywistości w której stolica Japonii jest terroryzowana przez tajemnicze ghoule, istoty wyglądające jak ludzie lecz będące potworami żywiącymi się ludzkim mięsem. Kaneki Ken wiedzie życie zwykłego nastolatka aż do momentu spotkania Rize, która okazuje się być ghoulem. Ken ma połowiczne szczęście, gdyż z jednej strony przeżył atak potwora zaś z drugiej sam się nim połowicznie stał ponieważ lekarze ratując mu życie przeszczepili mu organy Rize. Zagubiony Kaneki czuje, że nie należy ani do świata ludzi, ani tym bardziej do świata ghouli. Pomocną dłoń wyciągają do niego jednak Yoshimura i Touka pokazując mu, że wbrew swoim obawom Ken jest tak naprawdę elementem należącym do obydwu światów.

Mam skojarzenie z serią Claymore z tym, że tam zamiast ghouli były żywiące się ludzkim mięsem youmy. Po dwóch odcinkach Tokyo Ghoul jawi się dla mnie jako kolejna gore seria, która ma stanowczo zbyt wysoką ocenę na MAL-u (ponad 8) i chce być horroro-thrillerem, ale jej to zbytnio nie wychodzi. Wiele osób podnieca sie tą serią bo podobno manga jest dobra lecz ja autentycznie nie wiem o co ten cały hype. Podmiotem odpowiedzialnym za anime jest szczycące się długą historią studio Pierrot, której serie prezentują bardzo nierówny poziom zaś reżyserem jest człowiek, który ma za sobą cztery serie w tym jedną OVA…

5-/10. Jak ktoś mi pomoże odkryć na czym polega geniusz Tokyo Ghoul to będę wdzięczna

Sofi

Zankyou no Terror

Rozpoznanie głownego bohatera w tłumie nie sprawa problemów…

Jeden z budynków rządowych w Tokio został zaatakowany przez nieznanych terrorystów, którzy kilka godzin wcześniej umieścili w internecie filmik zapowiadający atak. Lisa Mashima to licealistka z problemami rodzinnymi, która jest prześladowana w szkole. Przypadkiem znajduje sie ona na miejscu zbrodni lecz zostaje uratowana przez chodzącego do jej szkoły Tojiego Hisamiego. Okazuje się, że Toji wraz z innym uczniem, Aratą Kokonoe, nie tylko stoją za atakiem na budynek rządowy lecz także są odpowiedzialni za kradzież wzbogaconego plutonu, która miała miejsce pół roku wcześniej… Lisa przypadkowo zostaje wplątana w sprawę, w której nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby brać udziału.

Hur dur~! Wielkie nazwiska czyli Yoko Kanno robiąca ścieżkę dźwiękową i Shinichiro Watanabe (Cowboy Bebop) siedziący na reżyserskim stołku. Wszyscy oczekiwali czegoś co ich wciśnie w fotele i przywróci im wiarę w przemysł anime lecz po dwóch odcinkach seria jest mocno średnia. Po pierwsze to wszystko dzieje się w żółwim tempie. Scenę przy basenie, kiedy inne dziewczyny chciały wrzucić Mashimę do wody, można by było skrócić trzykrotnie. Dodatkowo serii brakuje jak na razie klimatu (cykady w tle i ujęcia pod słońce to nie jest budowanie klimatu, to sposób na zirytowanie widza) a o głównych bohaterach nic nie wiadomo. Dodatkowo pojawiła się już postać genialnego śledczego będącego w stanie rozwiązywać zagadki pozostawione przez nastolatków. Na plus mogę zaliczyć ścieżkę dźwiękową ponieważ jest to drugi, po Wolf’s Rain, OST od Yoko Kanno który mi się podoba.

6/10. Czekam na kolejne odcinki. Może będzie lepiej.

Sofi

 

W opisie pominęłam wszelkiego rodzaju speciale, OVA, filmy i kilkuminutówki. Sofi.

Reklamy

4 komentarze do “Sezon letni 2014, czyli co nam niesie nowa pora roku

  1. Okej… część serii jestem odcinek do tyłu, bo porozwalałam sobie to oglądanie żeby nie wszystko w czwartek, ale no.

    Glasslip – przecież mówiłam, że jest o kurczakach.
    To co, że były tylko w pierwszym odcinku D: 3 odcinki minęły, nikt nie wie co się właściwie dzieje, mam wrażenie że tak już zostanie do końca. Bo duet audio-wizualny od przyszłości raczej świata ratować nie będzie.
    – I-I like you!
    – …thanks.

    Tokyo Ghoul – też nie rozumiem. Już pomijam ludzi, którzy po pierwszym odcinku pisali że to „TOP 10 evah”, zwyczajnie… nie wiem gdzie tu sens, gdzie logika. Przynajmniej na razie, ponoć potem jest lepiej. Ale do tego potem trzeba dotrwać, a jeśli Cahan, mówiąc mi że smęcenie Kanekiego ją wnerwiało nie przesadziła nawet trochę, to z doczekaniem może być trudno. Ew. doczekam, ale będę już na tyle zniechęcona że co nie zrobią będzie meh.

    Zankyou no Terror – BUM! wybuchło! I… no właśnie, i? Coś się niby dzieje, ale wiele gadania, wykresów, analizy, po statystyce mam dość. Na chwilę obecną jakoś mnie to nie porwało. Może potem? Może nie? Nie wiem, poczekam jeszcze. Ale ten filmik ze „sfinksami” mi się podobał. I chcę mangę o Edypie!

    Coś czego nie ma u was, czyli Majimoji Rurumo – zaczynałam serię nie oczekując dosłownie niczego. W zasadzie mam co chciałam. Jakaś fabuła niby jest, jest shota-wiedźma, główny bohater który, mogąc zażyczyć sobie czegokolwiek, zażyczył sobie damskich majtek, jest też gadający kot, świrnięty klub w szkole, dziewczyna z plotem i matka-wariatka z tasakiem. Nie mogę powiedzieć, żeby to była jakaś wybitna seria, ale na razie mnie niczym nie zraziła. Ot, komedia. Niech sobie będzie.

    No i to, co mam do tyłu…
    Kuroshit – w sumie nie wiem nawet czemu się za to wzięłam. Może dlatego, że Cynamon kiedyś mi się żaliła, że cyrk był w mandze dobry, a w animcu nie było. Skoro ten pierwszy odcinek to filler, no to w sumie nie mam nic do gadania na razie…

    Tokyo ESP – usłyszałam „esper”, automatycznie skojarzyło mi się z Toaru. Nie ma wnerwiającej pseudozakonnicy, więc jest na plus. Pierwszy odcinek był taki… „moment, chwila, co się dzieje”. Za szybko trochu. Walenie czym się da w barierę energetyczną? Geniusze. Czekam aż mnie to przekona do siebie bardziej, pytanie czy się doczekam.

    P.S. Czekam na zakończenie Aldnoah.Zero i recenzję. Męcz, Sof, męcz, może mnie przekonasz.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s