Sezon wiosenny 2014 – podsumowanie

Kasztany przekwitły, wyniki matur ogłoszone, sesje się kończą (lub się zakończyły), Noc Kupały za nami… Inaczej rzecz ujmując wakacje w pełni a wraz z nimi podsumowanie wiosennego sezonu anime.

Co obejrzałyśmy? Co porzuciłysmy? Jakie było nasze guilty pleasure? Co nas najbardziej zawiodło?

Zapraszamy do lektury!

Sezon zaczął się od konia, na koniem też będziemy kończyć.

Atelier Escha & Logy ~Tasogare no Sora no Renkinjutsushi~ 

Główna bohaterka chciała zrobić ruszający się ogon, ale jej nie wyszło…

Jak juz wspominałam w poście rozpoczynającym sezon, Escha & Logy mnie zawiodło. Niby była jakaś akcja, niby było odkrywanie Ruin, niby coś tam alchemizowali ALE oglądanie odcinka było tak nużące, że zapewne wykład o historii dendrologii w Polsce byłby ciekawszy. Oglądanie Atelier Escha & Logy ~ Tasogare no Sora Renkinjutsushi przypominało trochę oglądanie bajek na Mini-Mini, gdzie nawet po wyłączeniu wyższych czynności psychicznych człowiek jest w stanie ogarnąć szeroko pojętą fabułę. A propos fabuły to większość z dwunastu odcinków nie jest ze sobą wzajemnie powiązanych i dopiero pod koniec mamy większą, trwającą kilka epizodów akcję. Na plus można zaliczyć fakt, że poznaliśmy ułamek przeszłości praktycznie każdej ważniejszej postaci, dzięki czemu ich decyzje miały jakieś podstawy. Kolejnymi pozytywami są oprawa muzyczna oraz wizualna. Sama seria powstała w oparciu o RPG wydane na konsolę PS3 i czytając komentarze osób, które się zapoznały z oryginałem doszłam do wniosku, że wykonanie techniczne czasami dawało im wrażenie, że na nowo grają w grę. Mam do tej serii bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony okropny pacing sprawił, że miałam miejscami ochotę zasnąć z drugiej zaś Atelier Escha & Logy ~ Tasogare no Sora Renkinjutsushi da sie obejrzeć bez uczucia „co ja paczę”.

5+/10  Było przyjemne, nie zrobiło kuku psychice, ale wlokło się jak maluch z uszkodzoną skrzynią biegów.

~ Sofi

Black Bullet

Kiedy pisałam post o rozpoczęciu sezonu to zastanawiałam czy aby nie będzie mi żal transferu na dalsze ściąganie tej serii. Już po 3 epizodach przekonałam się, że to anime stanowczo nie trafia w moje gusta. Po pierwsze jako seria akcji jest kompletnie przeciętna a pokazane w czasie tych 3 odcinków walki komplenie nie wywarły na mnie jakiegokolwiek wrażenie. Po drugie to małe dziewczynki rzucające dwuznacznymi żartami w kierunku osoby, która robi za ich starszego brata niezbyt wpasowują się w mój kanon dobrego humoru. Jakby tego było mało to oprawa techniczna też nie powala na kolana a od cytatów w stylu „Aby przeżyć musisz przetrwać.” mam Shirou z Fate/Stay Night. 

Nie widziałam całego więc nie oceniam.

~Sofi

Break Blade

Walki zaliczam na plus tej serii

Kolejna seria odnośnie której mam mieszane uczucia, ale nie dlatego, że była kiepska bądź nudna. Anime Break Blade jest niemalże wiernym odwzorowaniem filmów kinowych, a nawet mam wrażenie iż niektóre elementy pominięto. Twórcy nawet nie zadali sobie trudu by końcową walkę między Rygartem a generałem Borcusem poprowadzic zgodnie z mangą tylko po prostu skopiowali ją. Z jednej strony nie narzekam bo uwielbiam tę serię i ponowne jej oglądanie było ucztą dla moich zmysłów ALE czuję lekkie rozczarowanie ponieważ oczekiwałam remake’u z prawdziwego zdarzenia a otrzymałam deja vu z gorszym openingiem. Lecz jeśli pominiemy ten faktor to otrzymujemy bardzo dobrą serię mecha z polityką w tle, która z pewnością odbiega od ostatnich produkcji tego typu. Przede wszystkim główni bohaterowie nie są nastolatkami z problemami emocjonalnymi tylko dorosłymi ludźmi, którzy muszą zmierzyć się z nadciągającą wojną. Postacie są dobrze skonstruowane i rozwiajają się przez całą serię (zwłaszcza Rygart oraz Cleo) a nawet Zess, o którym zbyt wiele nie wiemy, ma w sobie więcej osobowości niż protagoniści niektórych serii klasy C. Poza tym problemy jakie im towarzyszą nie są wzięte niewiadomo skąd tylko mają swoją genezę w zaistniałej sytuacji. Kolejnym plusem jest oprawa graficzna i animacja. Mechy z kwarcu zachowują się tak jak kilkutonowe maszyny zachowywać się powinny i nie wykonują ruchów niedożywionej baletnicy. Muzyka w tle jest bardzo przyjemna i świetnie pasuje zarówno do scen walki jak i do spokojniejszych dyskusji między królową a jeńcem. Ogólnie rzecz biorąc moim zdaniem Break Blade może się spodobać nawet osobom nie przepadającym za wielkimi robotami.

7+/10 Mogło być na podstawie mangi, ale nie było… Szkoda.

~ Sofi

Gochuumon wa Usagi Desu ka?

Słodkie dziewczynki robią słodkie placuszki.

Seria przez którą całkiem poważnie rozważałam wykonanie testów na cukrzycę. Jak już napisałam w poście na początku sezonu słodkie dziewczynki robią słodkie rzeczy a jeżeli jeszcze dodamy fakt, że dziewczynek nam przybywa to trzustka może zacząć nie wyrabiać z produkcją insuliny. Jeżeli szukacie spokojnego anime, które można obejrzeć jedząc ciastko i pijąc herbatkę to Gochuumon wa Usagi Desu ka? jest tym czego potrzebujecie. Dziewczynki grają w badmintona, układają puzzle, uczą się pływać, pracują w kawiarni, spędzają czas w szkole, leczą się wzajemnie, opowiadają sobie historie o duchach i generalnie robią wszystko co słodkie uczennice powinny robić. Poza tym to w tym anime się zbyt wiele nie dzieje, ale wartka akcja raczej nie jest cechą charakterystyczną produkcji podchodzących pod okruchy zycia połączone z komedią. Dodatkowo każda z dziewczynek ma inny charakter więc nie ma monotoni przy oglądaniu a i żarty sytuacyjne potrafiły mnie rozbawić. Przyjemniutkie zwłaszcza dla kogoś kto lubi króliki i ma zbyt dużo wolnego czasu

7-/10 Było miło. Aż sama sie zdziwiłam, że polubię anime o zamawianiu królika.

~Sofi

Gokukoku no Brynhildr

Gokukoku no Bynhildr porusza ważne problemy.

Kolejna seria w oparciu o mangę Mistrza Okamoto Lynna odpowiedzialnego za takie klasyki jak Elfen Lied czy Nononono. Ta seria jest tak zła, że aż dobra. Niczego się po niej nie spodziewałam, ale otrzymałam sporo edgy momentów i całkiem niezły pierwszy opening. Główna postać męska, Murakami Ryouta, jest klasycznym przypadkiem protagonisty, który chciałby wiele zrobić lecz nie może w związku z czym często obrywa od Tych Złych. Same główne bohaterki raczej się niczym nie wyróżniają poza niezwykle wysokim poziomem tragizmu lirycznego, 10 litrami krwi w ciele i rozwiniętą fabułą w niektórych scenach. Na pewno nie mogę odmówić tej serii pewnej dozy oryginalności ponieważ pomysł uczynienia z dziewczynek wiedźm poprzez zainplantowanie do ich ciał zarodków kosmitów jest czymś z czym się jeszcze nie spotkałam, nie wspominając już o tym że jak wciśniemy guzik na szyi „wiedźmy” to ta się rozpuści jak bałwan wiosną. Mimo wszystko seria z lekka ssie bo chyba chciała być dramatyczna a wyszła momentami komiczna zwłaszcza jak do akcji wkracza starsza i zua siostra głównej bohaterki. Jedno z moich guilty pleasure tego sezonu.

4+/10 Nadal lepsze niż Elfen Lied a z pewnością lepsze od Nononono. Co nie zmienia faktu, że krawędź jest ostra.

~Sofi

Hitsugi no Chaika

Chaika, wdzięczność mocno.

Czarny koń tego sezonu i jedna z lepszych serii. Mimo że sama postać Chaiki mnie na początku irytowała („Chaika, kansha!”) to z biegiem czasu bardzo ją polubiłam gdyż zalicza się ona do grona tych dziewczynek, które nie muszą być ratowane tylko ratują innych za pomocą zasilanej magią snajperki. Dodatkowo jej misja jest równie niecodzienna ma bowiem ona zgromadzić szczątki swojego ojca w celu pochowania ich, a w zadaniu tym pomagają jej Toru i Akari, rodzeństwo będące żołnierzami do wynajęcia. Postacie to jedna z mocniejszych stron tego anime a kolejną jest wspaniała animacja. Oprawa muzyczna jakoś nie rzuciła mi się szczególnie w pamięć, ale opening był całkiem przyjemny. Walki, a tych nie brakuje, są dobrze zrobione, zwłaszcza te w wykonaniu Toru. Innym plusem serii jest mnogość stron zaangażowanych w konflikt oraz ich motywacje, od chęci zapobiegnięcia nowej wojny poprzez wykorzystanie naiwności ludzi w celu wzbogacenia się. W Hitsugi no Chaika możemy znaleźć nie tylko akcję, ale i humor, romans, trochę dramy i tragedii więc każdy powinien być chociaż odrobinę usatysfakcjonowany. Z biegiem czasu fabuła się coraz bardziej rozbudowuje i pojawiają się nowe pytania, zwłaszcza w kwestii pochodzenia Chaiki. Drugi sezon już jesienią więc nie mogę się doczekać.

8-/10 Nie spodziewałam się, że ta seria będzie aż tak dobra.

~Sofi

Isshukan Freinds

Główny bohater, Hase (jak zwykle – przeciętny licealista), wpadł pewnego dnia na genialny pomysł. Postanowił zagadać i zaoferować swoją przyjaźń swojej koleżance z klasy – znakomitej matematyczce Kaori. Uznał, że szkoda mu dziewczyny, która zawsze przebywa sama i izoluje się od rówieśników. Odrzucenie przez niej oferty tylko go nakręca, tak, że po pewnym czasie odkrywa jej tajemnice – Kaori co poniedziałek resetuje się pamięć, a konkretnie zapomina o wszystkich przyjaciołach i tym co z nimi związane. Ulegając namowom Hasego postanawia jednak tym razem nie rezygnować i spróbować utrzymać przyjaźń…

Jaka ta seria jest japońska! Takie właśnie myśli miałam w trakcie większości seansu. A konkretnie przyglądając się relacjom między bohaterami. Obchodzić się ze sobą tak delikatnie i przejmować najmniejszymi drobnostkami („Ojejku, ona wspomina dzisiaj drugi raz o moim kumplu, czyżby wolała go ode mnie?!”, „Przepraszam, pomyślałam, że za bardzo ci się narzucam, dlatego nie rozmawiam z tobą od tygodnia, bo nie chcę, byś mnie znienawidził”) potrafią chyba tylko Japończycy. Mimo że takie cackanie się czasami potrafiło irytować, mam bardzo ciepłe uczucia względem tej historii. Najlepiej pasuje mi tu określenie „urocze”. Cała historia naprawdę jest sympatyczna i ma całkiem ciekawy pomysł wyjściowy. Szybko współczujemy dziewczynie, która co tydzień boryka się z utratą wspomnień i niemożliwością (z pozoru…?) zawarcia trwałej relacji z rówieśnikami. Podkreślę tylko, że jak na okruchy życia przystało, jest to jedna z tych historii, gdzie dzieje się niewiele, a cały urok kryje się w bohaterach, ich przeżyciach i więzach między sobą. Nawet strona techniczna, która jest bardzo skromna, w tej sytuacji świetnie pasuje i tworzy spójną całość, którą przyjemnie się ogląda.

7+. Czasami bohaterowie irytowali swoją delikatnością, ale ogólnie wspominam nad wyraz przyjemnie. 

~Darya

Kamigami no Asobi

Czysta zajebiszność.

Yui Kusanagi pewnego dnia zostaje magicznie przeniesiona do akademii dla bogów. Jej dyrektor, Zeus, oświadcza jej, że zostaje wybrana, by pomóc młodym bóstwom zrozumieć świat ludzi. Dziewczyna postanawia przyjąć ofertę i wraz ze swoimi nowymi przyjaciółmi przeżywa rok akademicki (oparty na japońskim liceum), pomagając im lepiej zrozumieć nie tylko śmiertelników, ale i samych siebie.

Tak, to ekranizacja otome. Tak, cała seria opiera się na tym, że piękni panowie podrywają naszą główną bohaterkę, dramią, świecą boskimi (sic!) klatami i robią wszystko, czego spragnione fanserwisu japońskie nastolatki wymagają od stada biszów. Po raczej traumatycznych wspomnieniach związanym z tym gatunkiem anime, podeszłam do całości bardzo sceptycznie… I zostałam zaskoczona! Owszem, sensu tu brak, a sztuczne dramaty i pseudowiciskacze łez przyprawiają szybciej o ból przepony niż serca… Tym razem to działa. Seria ta jest po prostu naprawdę śmieszną komedią. I nawet nie chodzi tu tylko o wyśmiewanie momentów, które miały być dramatyczne. Także sam sceny, w zamierzeniu mieszne spełniają swoją rolę. W ogóle mam wrażenie, że twórcy, jak rzadko kiedy, podeszli do całości z dystansem i czasami puszczają do widza oko. Dodatkowo bohaterowie są całkiem zności. Zaczynając od mającej zaczątek charakteru głównej bohaterki, a kończąc na biszach, gdzie nawet znalazłam swojego ulubieńca (Saksonia… Znaczy Balder <3).

7/10. Śmieszna komedia, która potrafi wciągnąć, co można napisać o naprawdę niewielu otome.

~Darya

Kindaichi Shounen no Jikenbo R.

Miny widzów w czasie seansu.

Mimo dobrych wspomnień związanych z mangą, nowa, animowana seria stanowczo rozczarowuje i z żalem rzuciłam ją po rozwiązaniu pierwszej sprawy. Nie wciągnęło, kreska jest archaiczna, a zbiegi przypadków powodują facepalm. Tyle dobrego, że w trakcie oglądania nabrałam ogromnej chęci zobaczenia ponownie jakiś odcinków Detektywa Conana. I tę serię dużo bardziej polecam osobą zainteresowanym animowanym kryminałom. 

Niedokończone, bez oceny.

~Darya

Mekaku City Actors

Na tę serie był hype jakby mieli co najmniej animować Grę o Tron. Był Shaft z Shinbou, miało być fajnie a wyszła kupa. Jakoś tak po 3 odcinku doszłam do wniosku, że to anime zmierza niebezpiecznie do otchłani bycia o niczym i w sumie tak właśnie skończyło. Żeby nie być gołosłowną przeczytałam nawet Light Novel autora scenariusza co wywołało u mnie konflikt tragiczny bo nie wiedziałam co było gorsze: piosenki Vocaloidów w anime czy kiepsko napisany tekst nowelki. Największa wada Mekaku City Actors? Płytkie jak kałuża przed blokiem postacie i dziury fabularne jak na polnej drodze w Pcimiu Dolnym. Co gorsze to ci bezosobowi bohaterowie się praktycznie nie rozwijają tylko tkwią w miejscu by pod koniec serii podramatyzować. Zaleta? No opening i ending. Poza tym to jeszcze fakt, że ten obraz nędzy i rozpaczy trwa tylko 12 odcinków bo kiedy czytałam, że fani Kagerou Project chcieli więcej to zaczęłam sie zastanawiać z czego to miałoby być zrobione. Nie rozumiałam, nie rozumiem i nie zrozumiem tego szału na Mekaku City Actors. 

5+/10 Z czego ten plus tylko za czerwone oczy bo fazuję na takowe.

No Game No Life

Tak bardzo ja po odebraniu wyników matur.

Kolejne pozytywne zaskoczenie sezonu. Nie dość, że otrzymałam dwójkę bardzo inteligentnych protagonistów będących w stanie doskonale zaplanować każdy krok, to jeszcze zostałam urzeczona nawiązaniami do innych serii takich jak Jojo czy Neon Genesis Evangelion. Sam koncept fabuły zakładający, że wszystkie kłótnie, handel czy nawet wybór następcy tronu rozstrzyga się poprzez gry niesamowicie mi przyponał Mondaiji-tachi ga Isekai kara kuru Sou desu yo? zaś niektóre z rozgrywek są niesamowicie widowiskowe.  Kolejną rzeczą, która mi się podobała to to, że każda z postaci ma inną motywację i nie wszystkim chodzi tylko i wyłącznie o walkę ze złem oraz występkiem. Poza tym protagoniści są niezwykle łatwi do polubienia. Niektórzy narzekają na pastelową kolorystykę serii, ale już wcześniej Madhouse nam to zaserwował w Kamisama no Inai Nichiyoubi (choć nie na takim poziomie) więc nie jest to czynnik, który by jakoś znacząco wpływał na obniżenie mojej oceny. O wiele bardziej raził mnie fanserwis oraz oparty na nim humor, ale i to się dało przeżyć bądź przewinąć. Owe niedogodności wynagradza mi nie najgorsza animacja i wpadający w ucho dynamiczny opening. Podobnie jak w przypadku wcześniej opisywanego Hitsugi no Chaika seria została rozbita na dwa sezony.

7/10 Odejmuję punkcik za fanserwis, ale generalnie polecam.

~Sofi

Ryuugajou Nanana no Maizoukin

Nołlajf za życia i nołlajf po śmierci….

Miało być pięknie a wyszło jak zwykle. Na początku to anime wydawało mi się być czarnym koniem tego sezonu lecz z biegiem czasu wszystko zaczynało stawac się coraz bardziej przeciętne. Nie dość, że pacing jest bardzo nierówny to im dalej w las tym więcej osób pragnących zdobyć skarb Nanany się pojawia. Dodatkowo niemalże wszyscy są w jakiś sposób powiązani z głównym bohaterem serii czyli Yamą Juugo co jest nieeezwykłym zbiegiem okoliczności. Tytułowa protagonistka jest niezmiernie irytująca jak na ducha, zwłaszcza biorąc pod uwagę jej nadnaturalną manię na punkcie budyniu. O wiele lepiej skonstruowaną postacią jest Tensai Ikkyuu, która chyba zostanie moją ulubioną dziewczynką w tym sezonie: jest inteligentna, umie mysleć racjonalnie, wie kiedy należy odpuścić. Generalnie seria jest przyjemna i nie mogę o niej powiedzieć, ze jest kiepska jednakże w czasie trwania poziom spadł zauważalnie. Jeżeli ktoś jest w stanie miejscami wyłączyć myslenie, zignorować pewne wątki i jest fanem przygodówek to Ryuugajou Nanana no Maizoukin powinno się spodobać.

6/10 Potencjał był, ale znikł.

~Sofi

Seikoku no Dragonar

Ta seria postawiła na… fabułę.

Kolejny drop w tym sezonie. Ja to chyba nie nadaję sie do oglądania serii gdzie fanserwis połączony jest z loli-tsundere a wielkość biustu jest odwrotnie proporcjonalna do ilorazu inteligencji postaci. Dodatkowo fabuła odcinków skacze jak kangur na resorach lecz nigdy nie osiąga ona poziomu, który zaczęciłby mnie do kontynuowania oglądania.

Ponownie nie oceniam bo nie widziałam całości.

~Sofi

Sidonia no Kishi

Nawet Gauna nie jest tak groźna jak wściekła kobieta.

Kolejne mecha w zestawieniu, które mnie zachwyciło mimo dającej raczka-nieboraczka komputerowej animacji. Po pierwsze to muzyka, jest ciężka i przytłaczająca podobnie jak klimat całej serii. Zapewne jak już sobie ściągnę ścieżkę dźwiękową to oznaczę ją tagiem „nie słuchać w nocy” ponieważ niektóre utwory naprawdę wywołują dreszcze. Po drugie to w tym anime działają prawa fizyki (z pominięciem dźwięku w kosmosie) co jest widoczne w momencie, kiedy Sidonia wykonuje manewry chcąc uniknąć konfrontacji z Gauną. Po trzecie to realistyczne postacie, które się rozwijają, są świadome tego iż w każdej chwili mogą umrzeć i wykazują strach przed śmiercią. Widziałam, że ludzie porównywali Sidonia no Kishi do Shingeki no Kyojin ze względu na wątem obrony ludzkości przez znacznie potężniejszym i równie nieznanym przeciwnikiem. Sidonia jest mimo wszystko tytułem cięższym i znacznie poważniejszym niż Tytani więc osoby wyczulone na takie rzeczy raczej nie powinny się za ten tytuł zabierać. Problemem może jeszcze być komputerowa animacja, która przeszkadzała wielu osobom. O ile mnie pamięć nie myli to już jest planowany drugi sezon na który czekam z niecierpliwością

8/10 Dobrze zrealizowany pomysł z klimatem. Lubię to!

~Sofi

Soredemo Sekai wa Utsukushi

W pewnej fantastycznej krainie najmłodsza księżniczka Królestwa Deszczu, pochodząca z rodu potrafiącego śpiewem przywoływać ulewy, zostaje wydana za władcę Cesarstwa Słońca. Mimo że para nie wydaje się najlepiej wybrana (zaczynając od różnic w charakterze, a kończąc na tym, że dziewczyna jest kilka lat starsza od swojego małżonka), z czasem zaczynają się do siebie przekonywać…

Ta seria, fabularnie, nie jest wybitna. Nawet jak na produkcję skierowaną w widoczny sposób do młodszych dziewczyn, cechuje ją wszechobecna naiwność (kto szuka zawiłych intryg niech lepiej włączy sobie Grę o Tron). Mimo tego wszystkiego bawiłam się przy znakomicie. Jeśli wyłączy się pretensje dotyczące zachowania reali politycznych otrzymuje się przeurocze shoujo z naprawdę sympatycznymi bohaterami. Szczególnie główna dwójka szybko zyskuje sobie sympatię. Nike, wbrew temu do czego przyzwyczajają nas bohaterki tego typu produkcji, jest silną i pewną siebie dziewczyną, która z jednej strony potrafi sama skopać przeciwnikom tyłki, z drugiej znakomicie prezentuje się w wyszukanych strojach u boku swojego pana małżonka. Sam Livi nie pozostaje za nią w tyle. Choć ma ciało shoty, to mentalnie wydaje się znacznie starszy – wydaje, bo co jakiś czas, całkiem naturalnie przypominamy sobie, że to jednak jeszcze dziecko. Rozważne i inteligentne dziecko, co przy uwielbieniu Japończyków do czynienia głównymi postaciami idiotami, jest bardzo miło odmianą. Związek bohaterów, który jest głównym wątkiem serii (jednoodcinkowe podstępki i intryżki nikogo nie zwodzą), wypadł też nadwyraz dobrze. Ich relacja rozwija, jak na shoujo, naprawdę szybko (to nie Skip Beat, gdzie na ponad 30 tomów, mamy całe dwa pocałunki i obie bohaterka uznała za „nieliczące się”, grrr), ale przy tym uroczo naturalnie. Bohaterowie nawet dochodzą do momentu, gdzie bez zbędnego czerwienienia się czy zaprzeczenia, że czuje się cokolwiek do drugiej osoby, potrafią trzymać się za ręce (ok, rumieńce i wołania „baka” zdarzają się, ale patrząc w porównaniu do średniej i tak można być pozytywnie zaskoczonym).

7+/10. Intrygi cienkie jak barszcz, ale dawno nie widziałam tak sympatycznego pairingu. 

~Darya

Soul Eater Not!

Świat potrzebuje więcej tsundere!Claya

Nawet nie wiem od czego zacząć. Z jednej strony anime mi się podobało bo całkiem ładnie przedstawiło niektóre elementy świata Soul Eatera a i stara ekipa otrzymała swoje cameo, z drugiej zaś pewne rozwiązania fabularne wywoływały u mnie chęć wyrzucenia laptopa przez okno. Z pewnością najsłabszym elementem serii jest główna bohaterka, która jest bezpłciowa i bez charakteru za to nadrabia zdolnością do dramatyzowania o wszystko. Poza tym z jakiegoś dziwnego powodu anime pominęło te fragmenty mangi na które fani czekali najbardziej, tudzież zrealizowali je w sposób wołający o pomstę do nieba. Dodatkowo poziom poszczególnych odcinków jest niesamowicie nierówny i miejscami tytuł nie wie czy chce być komedią czy dramatem a może okruchami życia. Na plus mogę zaliczyć wpadający w ucho opening i kreacje pojedynczych postaci (Clay <3). Miejscami dostajemy nawet wysokiej jakości animację oraz smaczkowe nawiązania do serii-matki co zresztą bardzo lubię i doceniam.

6+/10 Był meh leśny, ale generalnie mi się podobało.

~Sofi

 

Najlepsza grafika
Darya: A jakoś nikt na mnie nie zrobił wrażenia…
Sofi: Walnę No Game No Life. Ludzie psioczyli a mi się podobało.
Najlepsza muzyka
Darya: No jak rzadko kiedy, technicznie nic mi się nie wyróżniło.
SofiMahouka Koukou no Rettousei. Recenzji nie ma bo dwusezonówka, ale OST jest pto.
Najlepszy opening/ending
Darya: Opening do Soredemo Seka wa Utsukushi byłcałkiem uroczy.
SofiMekaku City Actors bo na openingu się powinien kończyć każdy odcinek.
Najlepsza postać
Darya: Chyba Nike z Soredemo najbardziej mnie zaskoczyła.
Sofi: Ikkyu Tensai z Nanany bo jest Master Detective i Sherlock przy niej to amator.
Nasze OTP
Darya: Livi x Nike x Soredemo, niesamowicie przyjemna parka.
Sofi: Chaika x Toru. 2 centymetry zabrakły do tego by stali się kanonem.
Największe wtf?!
Darya: Kindaichi. Szkoda, ze nie podeszlo.
Sofi: Soul Eater Not! A zwłaszcza ostatni odcinek.
Nasze guilty pleasure
Darya:Bez najmniejszego watpienia Kamigami no Asobi.
Sofi: Podbijam Kamigami no Asobi.
Najlepsza kontynuacja
Darya: Mushishi 2
Sofi: Podbijam Mushishi 2 (bo to jedyna kontynuacja jaka widziałam 8D)
Najlepsza nowa seria
Darya: Isshukan Friends / Soredemo Sekai wa Utsukushi
Sofi: Daję Hitsugi no Chaika.
Darya – a w ogóle to sezon był slaby jak ten barszcz. Dobrze, ze lato zapowiada się lepiej…
Sofi – narzekasz bo nie widziałaś najlepszych bajek.
Darya – moje prawo do tego <3

 

 

 

Reklamy

4 komentarze do “Sezon wiosenny 2014 – podsumowanie

  1. Słyszałam tyle dobrych opinii o Hitsugi no Chaika, że zdecydowanie muszę na to rzucić okiem, ale jakoś nie mogę się na razie do tego zabrać. Spośród tych wszystkich serii które oglądałam, żadna nie zapadnie mi na dłużej w pamięć, nawet Haikyuu na które bardzo liczyłam. Ot, taka przyjemna sportówka, miło popatrzeć, ale nic więcej :( Dlatego zgadzam się, że sezon taki nijaki. Lato zapowiada się lepiej, ale jak zawsze wszystko wyjdzie w praniu.

    Aha, i prośba do Was. Mogłybyście włączyć szablon mobliny? Czasem zdarza mi się przeglądać blogi na telefonie, a wygodniej jest kiedy blog ma włączoną taką opcję ;)
    Jak nie to trudno, przeżyje ;P

    Pozdrawiam,
    Kirima

    Polubienie

  2. …patrząc na liczbę opisanych tu bajek ponownie stwierdzam, że strasznie mało oglądam D: ale nic.

    Mekaku – borze sosnowy. Obejrzałam. Nie wiem o czym to było. Nie mam zielonego pojęcia, poza tym że cały czas jakieś nowe ludzie dołączali do tej ich całej grupy, jakby nie wiem, to była otwarta organizacja rekrutująca członków 24/7. Charaktery? Yyy, że co? To seria z gatunku tych, które po obejrzeniu zupełnie nie zapadają mi w pamięć. Nawet imion nie pamiętam, poza jedna Kisaragi, bo była gdzieś drama o przetłumaczenie tytułu odcinka w którym było jej imię. Czy coś w ten deseń.

    NGNL – tak bardzo Mondaiji… owszem, fanservice był w ilościach khem ale jakoś mi nie przeszkadzał. A dziwne, bo zwykle mnie to bardzo irytuje i powoduje zmehowanie reszty odcinka. Główni bohaterowie przewidywali {no, prawie} wszystko, aż dziwne, że się sami nie poplątali… mi się podobało {mało wymagająca jestem D:}, i tyle.

    SEN – …Zeusie, widzisz i nie grzmisz. Gdybym wcześniej nie znała SE i nie zaparła się tego też obejrzeć, bym nie przebrnęła przez to do końca. Cała trójka głównych bohaterek niesamowicie mnie irytowała, nie wiem nawet która najbardziej, i miałam nadzieję że Meme jednak umrzy, Anya wyjdzie w siną dal, a Tsugumi oddadzą na złom. Albo że spadnie ten meteoryt i wszystko rozwali. Fabułowo… gdyby Shaula się wcześniej pokazała, no D: a tak wszystko strasznie upchnięte na sam koniec, i ogólnie jest imho kiepsko.

    Mahouka – dałam sobie spokój. Gdyby nie notki Sofi na tumblrze o tym jaki to Tatsuya jest zwyczajny {i zwyczajnie wyglądający!}, bym nawet nie wiedziała jak ma na imię {patrz: Mekaku}. Seria do mnie nie trafiła, jest po prostu… nudna. Może to wina bohaterów, nie wiem no, sam koncept naukowej magii nawet mi podszedł. Ale cała reszta to takie niewiadomoco z dodatkami incestowymi. Podziękuję.

    I zgodzę się, sezon słaby D: może lato bardziej podpasuje.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s