Czy twoja Przewodnicząca jest Służącą?

Japończycy to naprawdę dziwny naród pełen różnego rodzaju fetyszystów. Wśród nich można znaleźć też i takich, których z niewiadomego powodu podniecają kelnerki przebrane za pokojówki i odnoszące się do klientów jak do swoich panów mając przy tym przyklejony do twarzy uśmiech numer pięć. Żeby było jeszcze bardziej „fetyczyście” to taką idealną pracownicą powinna być licealistka a jeżeli do całej historii dodamy romans oraz fakt, że jest ona narysowana to otrzymujemy serię Kaichou wa Maid-sama! w Polsce wydawanej pod tytułem Służąca Przewodnicząca.

Uważaj! Pani Przewodnicząca zaraz cię obsłuży!

Pierwszy raz jak sięga pamięć będę chyba opisywać i recenzjować serię do której mam stosunek, delikatnie rzecz mówiąc, negatywny. Fanką shoujo nigdy nie byłam i już raczej nie zostanę lecz są serie na tyle mocno promowane, że je ruszyłam tylko po to by się z biegiem czasu boleśnie przekonać iż popularność nie idzie w zgodzie z jakością. Jedną z nich było właśnie Kaichou wa Maid-sama!, którą zaczęłam czytać z polecenia i dokończyłam chyba tylko dlatego, że lubię na coś popsioczyć z czystym sumieniem, że nie porzuciłam tytułu w połowie.

Ja miejscami czytając Służącą Przewodniczącą.

Ayuzawa Misaki jawi się jako typowa feministka drugiej fali uważająca mężczyzn za źródło wszelkiego zła na tym świecie i niepotrzebny element środowiska zużywający cenny tlen. Owy seksizm ma swój początek w fakcie, że przed laty ojciec dziewczyny opuścił rodzinę pozostawiając ją z długami. Oczywiście Prawo Murphy’ego jest jak zawsze bezlitosne tak więc Misaki trafia do liceum Seika, które do niedawna było szkołą tylko dla chłopców i dziewczyny nadal stanowią w nim znaczącą mniejszość. Jakby tego było mało to Ayuzawa zostaje przewodniczącą szkolnej rady uczniowskiej co daje jej prakycznie nieograniczone możliwości w karaniu chłopaków za najmniejsze nawet przewinienia co z kolei sprawia, że Misaki jest numerem jeden na liście najbardziej znienawidzonych dziewczyn. Wszystko jednak się zmienia po zakończeniu zajęć, kiedy to surowa szefowa szkoły zmienia się w usłużną kelnerkę-pokojówkę w jednej z kawiarni. Oczywiście praca ta jest sekretem bo przecież jakby to wyglądało gdyby Dolores Umbridge liceum Seika była jednocześnie ucieleśnieniem brudnych myśli zdesperowanych panów po pięćdziesiątce? Znowu jednak zadziałało prawo Murphy’ego gdyż na skutek dziwnych zbiegów okoliczności Misaki zostaje przyłapana w swoim stroju roboczym przez Usuia Takumiego, obiekt westchnień niemalże całej żeńskiej populacji szkoły, który zdaje się wykazywać niezdrowe zainteresowanie Ayuzawą.

A propos niezdrowego zainteresowania…

Cała seria kręci się wokół rozwijającego się romansu między Misaki a Usuiem z drobnymi dodatkami do fabuły takimi jak wyolbrzymione problemy rodzinne, obecność Tego Trzeciego (a nawet i Tego Czwartego), problemy miłosne koleżanek Ayuzawy, podkreślanie idealności Takumiego czy też organizowanie festiwalu szkolnego. O ile na samym początku Kaichou wa Maid-sama! może jeszcze się wydawać serią interesującą to im dalej w las tym więcej drzew i rakotwórczych wątków wliczając w to akcje z helikopterem gdzieś w Anglii rodem z Hollywoodzkiej produkcji klasy B. W pewnym momencie odniosłam wręcz wrażenie, że autorka chcąc przełamać monotonnię fabuły wciskała wątki, które się nagle zaczynają po czym urywają (na przykład wątek z powrotem ojca) lub nie są do końca rozwinięte i w 100% wytłumaczone (nagle pojawiający się związek Suzuny i Hinaty). Sam romans między Ayuzawą a Takumim też nie stoi na jakimś niebywale wysokim poziomie i śmiało mogę go określić jako przeciętny. Najpierw przez 1/3 mangi docierają się, jak rozregulowana skrzynia biegów w 40-letnim Kamazie, tyko po to by przez kolejnych 2/3 serii świat znajdował nowe to powody by rozdzielić parę.

„Dzisiaj robimy to w skarpetkach!”

Kolejnym rakiem tej serii są postacie, zwłaszcza te pierwszoplanowe. Misaki to typowa feministka-tsundere cierpiąca na ostry przypadek rumienia na twarzy bazująca cały swój światopogląd na temat mężczyzm na zachowaniu jej ojca. Dodatkowo lubi się rządzić a niezmiernie irytują mnie postacie żeńskie, które to robią przy jednoczesnym braku jakiegoś głębszego charakteru. Usui zaś mógłby robić za przykład Gary’ego Stu. Jest przystojny, miły, inteligentny, wysportowany, szarmancki, umie grać na skrzypcach, gotować i brakuje jeszcze tylko by żonglował płąnącymi pochodniami na monocyklu. Co więcej, główni bohaterowie praktycznie się nie rozwijają tylko stoją w miejscu a jedynym dowodem na upływ czasu jest fakt, że w pewnym momencie mangi zaczynają ze sobą chodzić. W tej kwestii już lepiej prezentują się postacie drugoplanowe takie jak Tora Igarashi, sadystyczny przewodniczący Liceum Miyabigaoka, który mimo swojego nieprzyjemnego charakteru zgodził się pomóc Misaki w planie spotkanie się z Usuiem w Anglii. W mojej opinii najlepeszymi postaciami serii są chłopacy, składający się na odwiedzające często kafejkę Trio gdyż spełniają oni swoje zadanie jakim jest bycie humorystycznym elementem serii.

Rumień na twarzy wersja animowana.

A propos humoru to jest on niesamowicie powtarzalny i w zasadzie opiera się on na momentach, kiedy Usui zachowuje sie jakby miał fistaszka zamiast mózgu, Misaki robi coś głupiego albo jakaś postać drugoplanowa wychodzi na idiotę (znowu). Po pewnym czasie schemat ten zaczyna się po prostu nudzić i komedii w całej serii jest tyle co kot napłakał. Jednak o ile gatunek to sprawa względna i może się zmieniać o tyle tempo akcji powinno raczej być dobrze kontrolowane przez mangakę a tutaj tego nie ma! Przez kilka rozdziałów nie dzieje się absolutnie nic i śmiało można by było je wyrzucić, gdyż czytanie ich to tylko strata czasu. Zaraz po tym zaczyna się jednak akcja, której tempa by się nie powstydziły niektóre battle shouneny. W pewnym manga zaczyna chorować na przypadłość zwaną „nie-wiem-czym-chcę-być-więc-jestem-rozmemłanym-pseudoplotem”. Niektórych może też razić miejscami fanserwis, ale z drugiej strony w mandze o dziewczynie, która przebiera się za pokojówkę, taki element jest raczej pożądany nie powinien nikogo dziwić.

Pan Fantastyczny i Pani Rumieniowa

Co więc w takim razie skłoniło mnie do masochistycznego kontynuowania serii? Po pierwsze to wątki poboczne. Jestem pies na dramy, zwłaszcza rodzinne, a tych w Kaichou wa Maid-sama! mamy całkiem sporo jak na niezbyt długą serię shoujo. Oczywiście mogłabym też popsioczyć, że sytuacja z rodziną Walker jest zbyt nierealistyczna, ale to już by było typowe malkontenctwo. Inną rzeczą, która może sie spodobać jest lekka, typowa dla serii shoujo, kreska, która miejscami ma swoje słabsze momenty, zwłaszcza a tych nic nie wnoszących do wątku głównego rozdziałach. Mangę z pewnością czyta się lekko i szybko. Nie wymaga ona niewiadomo jakiego wysiłku intelektualnego. Śmiało mogę ją nazwać „guilty pleasure” bo o ile konstrukcja fabuły i bohaterów wywołuje u mnie palpitacje, o tyle całość jest wykonana przyjemnie.

To tak jakby ktos zapomniał, kto jest głównym bohaterem serii

Seria jest już zakończona i liczy sobie 85 rozdziałów zebranych w 18 tomach. W 2010 roku studio J.C. Staff wypuściło mające 26 odcinków anime, które dosyć wiernie odwzorowuje pierwszych 35 rozdziałów. W Polsce manga jest zalicencjonowana przez JPF pod nazwą Służąca Przewodnicząca, co równie dobrze mogłoby być nazwą jakiegoś porno klasy C.

4+/10 Kwiatki w tle to za mało by podbić moje serce

P.S. Przerwa w blogu była chwilowa i juz wracamy do normalnego tempa pracy ;)

Reklamy

3 komentarze do “Czy twoja Przewodnicząca jest Służącą?

  1. „W Polsce manga jest zalicencjonowana przez JPF pod nazwą Służąca Przewodnicząca, co równie dobrze mogłoby być nazwą jakiegoś porno klasy C.”
    Jak powiedział sam tłumacz „Czy ja wiem, czy chwalenie się znajomością pornoli jest takie mądre?”
    Po japońsku ten tytuł też brzmi dwuznacznie. Poza tym – umówmy się, te maidocafe i dziewczyny ubrane tak a nie inaczej też się kojarzą. Mnie się ten tytuł szalenie podoba i uważam, że oddaje klimat serii :P A to że seria jest kijowa, to w tym się z Tobą zgadzam w pełni.

    Lubię to

    • W anime jeszcze tego tak nie ukazali, ale na początku mangi, kiedy są sceny w kafejce to często są pokazywane majtki lub ujęcia w stylu „zbliżenie na biust”. Zresztą mi też sie tak kojarzą tego typu kafejki i się nie dziwię, że przewodnicząca samorządu szkolnego się wstydziła takiej pracy.

      Z ciekawości muszę dorwać na jakimś konwencie tomik by na nowo pośmiać sie z Pana Idealnego i jego Niewiasty z Rumieniem

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s