O czasie, skakaniu i pewnej dziewczynie.

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad tym jakby to było cofać się w czasie? Móc zmieniać to, co się zrobiło i nie musieć się bać, niemiłych niespodzianek? Większość osób choć raz na pewno to rozważało. Czy nie brzmi więc kusząco, gdy powiem wam o filmie, poświęconym własnie temu marzeniu? Ba,  więcej – którego główna bohaterka zyskuje tę umiejętność – podróży w czasie. Gotowi na historię, zaginającą waszą czasoprzestrzeń i sprawiającą, że półtorej godziny z życia przeżyjecie w prostym, ale szczerym zachwycie? No to bierzemy rozbieg i skaczemy!

Dzień świstaka po japońsku

Makoto Konno to właśnie ten typ zwyczajnej japońskiej uczennicy, który najczęściej zostaje wplątany w różne nadprzyrodzone interesy, kończące się najczęściej karierą bohatera, który musi uratować świat przed zagładą. No dobra, nasza główna bohaterka nie musi walczyć ze złem ani nie zamienia się w żadną super shoujo. Właściwie dzień w którym zmieniło się jej życie nie był wcale efektowny. Przede wszystkim dlatego, że tylko sama Makoto wiedziała, że coś z nim było nie tak. Dzięki przypadkowi (a właściwe przypadkowemu zniszczeniu pewnego orzechopodobnego urządzonka) zyskała umiejętność cofania się w czasie. Nasza bohaterka, prosta jak budowa cepa licealistka, nie kombinuje i nie zastanawia się jak najkorzystniej wykorzystać swoją nową moc. Po prostu cofa się dzień lub tylko chwilę do tyłu i poprawia drobnostki – pisze na maksymalną ocenę kolokwium, zawczasu chowa się przed wybuchającym garnkiem albo nie doprowadza do sytuacji, gdy jeden z jej dwóch najlepszych przyjaciół zbacza w rozmowie na niewygodne tematy… Bez wielkich intryg i rozważań. Po prostu japoński dzień świstaka, który oczywiście, w pewnym momencie objawi przed bohaterką swoją cenę…

Główna bohaterka przedstawia poprawną pozę do skoków w czasie.

„O dziewczynie skaczącej przez czas” (Toki wo kakeru shôjo) powstało w 2006 roku jako sequel nowelki Tsutsui Yasutaky i opartej na niej live-action z 1983. W oryginale główną bohaterką jest ciotka naszej Makoto, Kazuko, która w najnowszej odsłonie dostaje role powierniczki dla niezaradnej podróżniczki w czasie. Za całość odpowiedzialne jest nie inne studio, jak słynny Madhouse (wspominając tylko Death Note, Chihayafuru czy także filmowe Ookami Kodomo no Ame to Yuki, które z „O dziewczynie…” łączy też imię reżysera, Mamoru Hosoda). Sukces całego projektu był jednak nawet dla jego twórców zaskoczeniem – film początkowo miał dość ograniczoną produkcję, jednak pozytywne recenzje i niespodziewanie wysoka liczba widzów sprawiła, że dano tytułowi jedną szansę i nie tylko udostępniono na terenie całej Japonii, ale i wysłano na kilka festynów – z sukcesem! Wśród nagród na szczególną uwagę zasługuje statuetka Japońskiej Akademii Filmowej w kategorii filmu animowanego w pierwszym roku jej przyznania.

Liceum, czas dojrzewania, pierwszych przyjaźni i miłości…

Nie ukrywam, że anime zrobiło na mnie niezwykle pozytywne wrażenie. Miało na to wpływ kilka czynników. Z jednej strony, sam koncept. Jak już pisałam we wstępie, pomysł jest genialny w swej prostocie i powoduje u widza prosty mechanizm – zaczyna się mimowolnie zastanawiać co by zrobił z mocą jaką otrzymała Makoto. Na pewno każdy kilka razy przytaknął albo z wątpieniem pokręcił głową z myślą czy powtórzyłby daną decyzję głównej bohaterki. Fakt, że cała historia utrzymana jest w klimacie okruchów życia, a sama bohaterka nie planuje zbyt skomplikowanych akcji w czasie, tylko potęguje pragnienie posiadanie choćby kilku skoków do przeszłości, nawet dla najbłahszych przyjemności. Jak już przy klimacie jesteśmy – wspaniałym posunięciem było osadzenie historii na początku lata, gdy pogoda już ciągnie na dwór, mimo, że szkoła wymaga jeszcze kilku chwil nauki. Każdy wie, że jest to specyficzny czas szczególnie zachęcający do marzeń i ucieczek od rzeczywistości (dlatego ten film polecamy przede wszystkim w czerwcu, choć może nie konkretnie w momencie gdy trzeba się uczyć do sesji ;).

Pięknych scen w filmie sporo.

Zdankiem czy dwoma trzeba też skomentować oprawę muzyczno-wizualną. W tle słyszymy głównie fortepian – fascynujące jaką wspaniałą ścieżkę dźwiękową potrafi wyczarować  ten tak często wykorzystywany instrument. I jak dobrze współgrają z nim momenty ciszy lub brzęczenia świerszczy (w końcu lato!). Jeśli chodzi zaś o stronę graficzną, proszę nie zniechęcać się (jeśli taka myśl wam przeszła przez głowę) projektem postaci. Współczesne anime obfitują w biszów i wyszukane projekty postaci, ale mogę zapewnić, że już po chwilę o tym zapomnimy i zakochamy się w tutejszej animacji. Niesamowicie szczegółowość teł, przyjemnie płynne ruchy czy po prostu widok rzeki o zachodzie słońca sprawiają, że półtoragodzinny seans upłynie nam w estetycznie zadowalającym środowisku.

Dla kogo więc ten film? Chciałabym napisać, że dla wszystkich i chyba to jest najbliższe prawdy. To ten typ uniwersalnej historii, która zadowoli i młodego, i starego, a co więcej – osoby wcale nie interesujące się jakoś szczególnie anime i mangą. Jest to znakomity tytuł, do puszczenia go rodzicom albo „normalnym” znajomym. Możliwe, że niektórych ospały (w tym pozytywnym, wakacyjnym) klimat trochę znudzi, ale założę się, że większość widzów powinna mieć pozytywne wspomnienia.

~Darya

Advertisements

6 komentarzy do “O czasie, skakaniu i pewnej dziewczynie.

  1. Widziałem ten film już ładnych kilka lat temu, ale pamiętam, że naprawdę mi się podobał. To chyba jeden z tych tytułów, które można oglądać ze znajomymi mającymi kiepskie zdanie o anime bo jako uniwersalne kino młodzieżowe powinien się im podobać. Można go pokazać sceptykom i powiedzieć, że anime to nie tylko głupoty i fanserwis.
    O tym, że jest to sequel jakiejś nowelki to akurat pierwsze słyszę, ciekawostka :)

    Lubię to

    • Zaliczyłabym ten film do tego samego koszyka co produkcje studia Ghibi – są na tyle uniwersalne, że każdy powinien je docenić :)
      Jest też film aktorski z 2010 roku, ale nie umiałam się dowiedzieć czy to sequel, prequel spin-off i gdzie w ogóle można go zobaczyć… A w sumie ciekawie byłoby zobaczyć wariacje na ten temat.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s