Pożeracze dusz, kosy śmierci i inne wiedźmy – Soul Eater

Uwaga! Z góry uprzedzam, że notka może zawierać nie aż takie śladowe ilości fangirlizmu oraz sporo spoilerów dotyczących mangi. Jeżeli jeszcze nie zauważyliście w moich notkach są serie, które lubię bardziej i w których fandomach jestem umocowana mocniej niż fundamenty Pałacu Kultury w ziemi. Niestety ze względu na to, że są zakończone/niepopularne tytuły to fandomy te mają najczęściej żywotność 80-letniego staruszka z dysplazją stawów biodrowych jednak jest i taki, który nadal żyje a od tego kilku miesięcy przeżywa istny renesans. I w tym momencie musze uprzedzić, że miała to być notka o Pandora Heart, ale mój komputer powiedział „nope”, a że nie lubię pisać dwa razy o tym samym w krótkim odstępie czasu to stwierdziłam, że mam jeszcze jedną serię pasującą do tego opisu. Ktoś zgadł?

 

Reklama naszego dzisiejszego sponsora.

UWAGA! DALEJ KRYJĄ SIĘ NIEOZNAKOWANE SPOILERY!

Nie będę nikogo oszukiwać byłam, jestem i będę fanką tej serii mimo jej wad i faza na nią nie mija, mimo że manga zakończyła się latem. Seria Atsushiego Ohkubo (zwanego dalej Trollkubo) liczy sobie 113 rozdziałów zgromadzonych w 25 tomach. W naszym pięknym nadwiślańskim kraju wydawaniem mangi zajmuje się J.P. Fantastica i w chwili obecnej światło dzienne ujrzało 7 tomików (na ich temat się wypowiadać nie będę). No ale dość o liczbach i niepotrzebnej statystyce, czas przejść do meritum sprawy.

Fabuła Soul Eater w jednym obrazku.

Fabuła serii nie jest jakoś szczególnie skomplikowana i jawi się jako typowy szkolny battle shounen, którym zresztą jest. Cała akcja ma miejsce w Death City w stanie Nevada (USA), gdzie mieści się najbardziej niezwykła szkoła na świecie jaką jest Death Weapon Meister Academy zwana też Shibusenem. Wszystkich uczniów można podzielić na dwie grupy czyli Weapons, będące ludźmi posiadające umiejętność przemiany w przedmiot który może być użyty w walce, oraz Meisters, będącymi osobami zdolnymi do użycia takiej broni. Celem Shibusen jest szkolenie zespołów, których zadaniem jest zabijanie pre-kishinów czyli ludzi co porzucili ścieżkę człowieczeństwa na rzecz stania się pożerającymi dusze potworami. Na tych najlepszych i najwytrwalszych oczywiście czeka nagroda. W zamian za zabicie 99 pre-kishinów oraz jednej wiedźmy broń staje się osobistym narzędziem Shinigami (czyli Kosą Śmierci), który notabene jest dyrektorem owej niezwykłej placówki oświatowej. W tym momencie chyba dla każdego jest już jasne, że owa manga nie traktuje o szkolnych romansach czy dramach w stylu „mam smutną historię o której nikt nie może wiedzieć”.

Obraz polskiego maturzysty, który właśnie wyszedł z sali.

Historia skupia się głównie na parze, którą stanowią Maka Albarn oraz jej broń czyli tytułowy Soul Eater posiadający umiejętność transformacji w kosę. Oprócz nich mamy też trio złożone z sióstr, Liz i Patty Thompson, którymi przewodzi syn dyrektora Death the Kid oraz trzeci zespół w skład którego wchodzą Black Star i jego broń Tsubaki Nakatsukasa. Cała siódemka to uczniowie elitarnej klasy EAT do której należy tylko 10% całego DWMA podczas gdy 90% pozostałej szarej masy wchodzi w skład klasy NOT. Oczywiście oprócz nich mamy cały wachlarz postaci drugoplanowych w których skład wchodzą zarówno pracownicy Shibusen jak i pozostali uczniowie czy też „ci źli”. Może przyjrzyjmy się trochę bliżej zarówno głównym bohaterom jak i tym pobocznym.

Nie macie pojęcia ile złych rzeczy widziałam szukając ładnego i oficjalnego arta Maki i Soula.

Maka Albarn i Soul „Eater” Evans stanową z pewnością niezwykły zespół gdyż dzieli ich niemalże wszystko. Ona to typowy feministyczny kujon mający ambicję by uczynić z Soula broń Shinigami tak jak przed laty zrobiła to jej mama, którą zresztą niesamowicie podziwia. Za to otwarcie gardzi swoim ojcem, którego obwinia o rozbicie rodziny, co zresztą przekłada się na ogólny brak zaufania mężczyznom zaś wyjątkiem od reguły jest właśnie Soul. Jest on przeciwieństwem dziewczyny gdyż nie garnie się zbytnio do nauki, lubi żartować sobie z Maki i posługiwać się sarkazmem. Z drugiej strony jest on prawdopodobnie najbardziej lojalnym partnerem o jakim można sobie zamarzyć, który nie boi postawić na szali swojego życia dla dobra dziewczyny. Mimo tych różnic między sobą ich dusze są na tyle do siebie podobne, że stanowią oni jedną z najsilniejszych drużyn w szkole (jedyną, która była w stanie osiągnąć cel jakim jest zebranie wszystkich dusz potrzebnych do stania się Kosą Śmierci). Jednakże oboje jednak skrywają w sobie lęki, o których wolą głośno nie mówić by nie martwić swojego partnera co, jak możemy się domyślić, zwykle przynosi odwrotny skutek.

A po uratowaniu świata gramy w kosza…

Nie mniej oryginalnie przedstawia się zespół złożony z Black Stara i Tsubaki Nakatsukasy. Ten pierwszy to żądny uwagi, nazywający siebie Bogiem i nie grzeszący inteligencją Meister podczas gdy jego partnerka to cicha, momentami wręcz zbyt uległa Broń wyróżniająca się tym, że potrafi przybrać wiele form. Podobnie jak w przypadku Maki i Soula ta rozbieżność charakterów jest tylko pozorna. Znajomość z Black Starem dała Tsubaki wiarę we własne możliwości oraz pewność siebie podczas gdy ona sama działa na niego uspokajająco i stanowi głos rozsądku w tej dziwnej drużynie. Mimo że postać Black Stara może się z początku wydawać niego egoistyczna to z drugiej strony jest to osoba, której rozwój charakteru był najbardziej zauważalny w czasie trwania mangi, nie wspominając już o tym, że spośród wszystkich głównych bohaterów to właśnie on pracuje najwięcej by zdobyć uznanie innych ludzi.

Z tego arta wylewa się symetryczność czyż nie?

Ostatnim ważniejszym teamem stanowią Meister Death the Kid (notabene syn dyrektora szkoła… albo raczej jego horkruks) i przyjmujące formy pistoletów (wyglądających swoją drogą jak słynne Desert Eagle) siostry Thompson. On to cierpiący na zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne chłopak wiecznie doszukujący się symetrii we wszystkim, włączając w to rozmiar biustu swoich broni. One zaś to wychowane na ulicach Nowego Jorku dawne złodziejki dla których przyłączenie się do Death the Kida było na początku możliwością łatwego zdobycia pieniędzy. Jak dla mnie cała trójka stanowi ważny element komediowy serii biorąc pod uwagę obsesję na punkcie symetrii Kida, strachliwość Liz oraz w jakimś stopniu sadystyczną naturę Patti (żyrafa <3). Z drugiej strony kiedy trzeba umieją zachować powagę adekwatną do sytuacji zwłaszcza, kiedy w grę wchodzi uratowanie świata.

Odpowiedzialny człowiek na właściwym stanowisku. Czyli Spirit Albarn wspierający swoją córkę.

Wśród postaci drugoplanowych mamy prawdziwe bogactwo pozostałych uczniów takich jak Ox Ford, który jest przeciwnikiem Maki w wyścigu o miano najlepszego ucznia, Kim Dhiel, będąca w rzeczywistości wiedźmą, czy Kilik Lunge, robiący międzynarodową karierę reklamując różnorakie produkty. Spośród dorosłych należałoby wspomnieć o Spiricie, ojcu Maki charakteryzującym się kobieciarstwem i nadopiekuńczością wobec córki, doktorze Frankenie Stainie, będącym sadystycznym lekarzem z manią robienia sekcji, czy Marie Mjolnir, Kosy Śmierci z Oceanii dla której problemem życiowym jest znalezienie sobie męża. Początkowo postacie te pełnią głownie role komediowe lecz z biegiem czasu zyskują na znaczeniu w mandze i pojawiają się, ku mojemu zadowoleniu, coraz częściej.

Kuba Rozpruwacz i jego bardzo twarzowy kadr.

To co skłoniło mnie do sięgnięcia po ten tytuł to nawiązania do kultury oraz historii, które mogą być liczone w dziesiątkach. Już w niektórych wymienionych przeze mnie imionach można doszukać się odniesień do literatury czy mitologii, lecz takich przykładów można mnożyć i mnożyć. Dwie wiedźmy, będące w serii przeciwnikami głównych bohaterów, noszą imiona pochodzące z greckiej mitologii, wśród pre-kishinów możemy doszukać się takich osobistości jak Kuba Rozpruwacz, Lupin (nie, nie ten od Harry’ego Pottera) czy Al Capone. Z rzeczy trochę nam bliższych pojawiło się Morze Bałtyckie, przez którego wody płynie słynny Latający Holender. Jako żydofil dla którego nie ma już nadziei na powrót do normalności mogę dodać, że Arc w którym pojawił się golem mocno nawiązuje do tradycji judaistycznej jako że legenda iż prawdziwy stwór powstał w Czechach, czyli w kraju do którego nasi bohaterowie zostali wezwani w celu powstrzymania go. Jakby tego było mało to cała akcja miała miejsce w wiosce Löw a tak właśnie na nazwisko miał mieć rabin o którym sie mówi, że jako jedyny stworzył golema. Miło wiedzieć, że Trollkubo lubi się bawić w takie rzeczy, zwłaszcza jak ktoś lubi je wyszukiwać. Zresztą sam świat przedstawiony jest niezwykle ciekawy. Tak naprawdę otrzymaliśmy ogromą ilość informacji o sposobie funkcjonowania Shibusen, powstawaniu pre-kishinów, postrzeganiu Meisterów i ich broni przez społeczeństwo czy też nawet o samym Death City. Nie da sie ukryć, że pod tym względem setting jest całkiem nieźle przemyslany zwłaszcza jak weźmiemy pod uwagę też fabułę spin-offu.

Dobry towar mają w tej Japonii.

Co do samej mangi to ma ona charakterystyczną kreskę (zwłaszcza na początku) zaś sam styl rysowania artów przez Atsushiego Ohkubo był połączniem groteski z efektem ubocznym zażywania ciężkich psychotropów oraz czymś bardzo dla niego specyficznym, dzięki czemu rozpoznanie jego dzieł nie sprawia większych problemów. Z pewnością kreska artysty baaardzooo mocno ewoluowała zważywszy na fakt, że na początku na niektóre panele nie szło patrzeć zaś pod koniec wręcz czekało sie na jakies bardziej rozbudowane tła by móc doszukiwać sie różnorakich szczegółów. Dodatkowym plusem mangi jest jej wielogatunkowość gdyż mam wrażenie, że jedyne czego w niej nie uświadczymy to yaoi. Mamy za to typową akcję, komedię, przygodę, fantasy, supermoce, element horroru (albo raczej thrillera) a jak się uprzemy to i golema da sie podciągnąć pod mecha tudzież Death City z wersji anime. Jak już wspominałam w poście o ship tease można doszukać się elementów romantycznych lecz aby słowo ciałem, a raczej kanonem, się stało to na końcu mangi mamy oficjalny pairing i nawet dziecko w drodze! Wraz z rozwojem fabuły da się zauważyć, że zmienia się charakter serii. Elementów komediowych jest coraz mniej, wątki stają się coraz cięższe, coraz bardziej wgłębiamy się w psychikę poszczególnych postaci a niektóre rozdziały zostawiają nas z uczuciem bagażu emocjonalnego i to w złym znaczeniu tego słowa (patrz rozdział Just a Simple Story about Killing People). Tę zmianę widać zresztą po okładkach serii, które w pewnym momencie zmieniają styl oraz szatę kolorystyczną. Widoczny jest też rozwój charakterów postaci zwłaszcza w Salvation Arc, w czasie którego część bohaterów przechodzi radykalną zmianę. Właśnie owy chara development jest kolejnym elementem za który bardzo lubie tę serię i tardzę ją po dziś lecz oczywiście ma ona pewne wady. Rzeczą, która może razić wrażliwszych czytelników jest całkiem spora dawka fanserwisu na początku mangi oraz w ostatnim rozdziale. Innym elementem, który budzi sporo kontrowersji w fandomie jest samo zakończenie serii, które jest otwarte. Dla części jest to zaleta gdyż otwiera ona drogę dla ewentualnej kontynuacji oraz daje artystom pole do popisu, lecz z drugiej strony ci, którzy oczekiwali stuprocentowego zakończenia wszystkich wątków mogą czuć niedosyt. Tym którym mało było jeszcze przygód uczniów DWMA z pewnością sięgnęli po Soul Eater Not! Który jest spin-offem i prequelem oryginalnej serii zaś w sezonie wiosna 2014 seria otrzymała własne anime wyprodukowane przez studio Bones.

A propos studia Bones i adaptacji mangi z roku 2008. Już wspominałam o tym w poście o adaptacjach, ale i tutaj ponarzekam bo mogę. Od połowy seria anime to praktycznie jeden wielki nie mający nic wspólnego fabularnie z oryginałem. Nie da się zarzuć czegokolwiek pod względem technicznym, zwłaszcza animacji w początkowych odcinkach tudzież ścieżki dźwiękowej skomponowanej przez Iwasakiego Taku. O ile endningi nie zapadły mi jakoś szczególnie w pamięć, o tyle obydwa openingi tzn. Resonance wykonywane przez T.M.Revolution i Papermoon od Tommy Heavenly6, są łatwe do zapamiętania, miłe w odbiorze i pasują do serii (zwłaszcza Resonance). Jednak nawet te elementy nie są w stanie wymazać z mojej pamięci zakończenia, które swoją tragicznością przygniotło moje serce tarda. Dodatkowo zamknęło ono drogę do ewentualnej, zgodnej z mangą, kontynuacji serii. Jednak fandom ostatnio żyje nadzieją, że ekranizacja Soul Eater Not jest wstępem do remake’u Soul Eatera, na co zresztą czekam i czego się zapewne nie doczekam gdyż mimo wszystko jestem realistką.

Na specjalne życzenie jednej z czytelniczek: w-smile!

Podsumowując ten niezwykle długi, wypocinowy i TL;DR post… Soul Eater jest tytułem na który warto zwrócić uwagę chociażby dla spokoju sumienia. Jeżeli ktoś się zawiódł na anime to polecam mangę zwłaszcza, że jest ona zakończona i ma tylko 113 rozdziałów. Dodatkowo jeżeli się jest historyczno-kulturowym nerdem to z przyjemnością się wyłapuje wszystkie smaczki jakie podsunął nam Trollkubo. Jak dla mnie 8-/10.

Thank you for reading my post.

PS. Chciałabym przeprosić za mieszanie nazw angielskich i polskich, ale niektóre polskie tłumaczenia brzmią dla mnie bardzo nienaturalnie i choćby skały srały nigdy nie zaakceptuję słowa „Władająca”. A i dedykuję ten post Marysi Rysi Tempce.

 

Reklamy

6 komentarzy do “Pożeracze dusz, kosy śmierci i inne wiedźmy – Soul Eater

  1. No, to ten. Obiecane.
    Ogólnie rzecz biorąc, SE jest dla mnie serią tak nietypową i ciekawą, że pewnie wracać do niej będę. W dłuższych odstępach czasowych i tylko skacząc po chapterach, ale liczy się, liczy się bardzo, bo rzadko który tytuł przyciągnął mnie tak, że jakieś powroty tam robię. Kreska na początku mi przeszkadzała w cholerę, odetchnęłam, gdy się już poprawiła. No i ogólnie trollkubo pozdro.

    …wciąż nie ogarniam tego, z jaką finezją Stein załatwił sobie dziewoję i nie tylko ją, tak metaforycznie ujmując. Się umie ustawić.

    PS: ctrl +

    Polubienie

  2. Excalibuuuur, Excalibuuuur~ jak już przy muzyce, to pierwszy opening podobał mi się dużo bardziej niż drugi {co nie znaczy że drugi zły}.
    Przyznaję się bez bicia, długo trzymałam się samego anime, mangę przeczytałam dopiero niedawno. Nie wiem, mi tam jakoś kreska nawet z tego początku nie przeszkadzała ._. już ten fanservice bardziej. Za to zróżnicowanie charakterów nadrabia i wyprowadza serię na wysoki plus.
    Co tu dużo mówić, czego jeszcze nie napisałam kiedyś w poście na hO? Może że naprawdę szkoda mi zęba Księżyca :c który, razem ze Słońcem, dba o zachowanie klimatu serii. Klimatu, który imho w SENie się gdzieś zgubił. Szkoda. Niby wiedziałam, że coś innego będzie, ale jednak…

    …wyczerpująca temat notka jest wyczerpująca. Nawet nie wiem co jeszcze napisać.

    P.S. Jedna z czytelniczek dziękuje za w-smile owo dalej nie wiem, kogo on mi przypomina… kiedyś do tego dojdę.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s