Valvrave the Liberator czy Valvrape the Penetrator

Serie o mechach są specyficzne i często rządzą się swoimi prawami, co sprawia, że nie każdemu łatwo jest je polubić. Ja mimo wszystko należę do osób, które darzą ten gatunek sympatią w związku z czym, kiedy pojawia się tytuł o którym się mówi w fandomie, to poświęcam kilka wieczorów na zapoznanie sie z nim. Valvrave the Liberator długo czekało na swoją kolej, gdyż od kilku sezonów biorę się za zbyt dużą ilość serii na raz. Jednak, gdy w końcu skończyłam dwa sezony tego anime, moją pierwszą myślą było „Czemu ja tego nie widziałam wcześniej?”

Trudne jest zycie japońskich licealistów, nawet poza Japonią.

Z jakiś dziwnych, nieznanych mi powodów, Japończycy uznali kiedyś, że osobami najlepiej nadającymi się do pilotowania wielkich robotów są nastolatki, których część dodatkowo jest niezrównoważona psychicznie, tudzież ma traumatyczną przeszłość. Schemat ten wielokrotnie pojawiał się w różnorodnych Gundamach, Neon Genesis Evangelion, Bokurano czy też Tengen Toppa Gurren Lagann. W tej materii Valvrave the Liberator się jakoś specjalnie oryginalnie nie prezentuje. Dodatkowo czerpie on garściami z gundamowych pomysłów takich jak kolonie w kosmosie, utworzenie rywalizujących ze sobą mocarstw na Ziemii bądź istnienie nowego, alternatywnego kalendarza.

Keep calm, love Dorssia and BLITZENDEGEN!

Mamy rok T.C 71, następiła era w której to większość ludzkości żyje w kosmosie. Na Ziemii świat jest podzielony na dwie potęgi Dorssię (taki love child Niemiec i Rosji ze stolicą w Watykanie) i ARUS (NATO ichniejszego świata). Jedna z kosmicznych kolonii, JIOR, ogłosiła neutralność chcąc uniknąć mieszania w konflikt między mocarstwami. W module 77, będącym częścią JIORu, Tokishima Haruto wiedzie spokojne życie licealisty do momentu, kiedy podszywający się pod uczniów żołnierze Dorssi przeprowadzają sabotaż mający na celu umożliwienie wojskom ich kraju podbicie kosmicznej kolonii. W czasie ataku Haruto jest świadkiem czegoś, co zdaje się być śmiercią Shoko, dziewczyny do której żywił głębsze uczucia, a to z kolei wywołuje u nastolatka gniew. Kierowany negatywnymi emocjami, dostaje się do kokpitu mecha gdzie zostaje mu zadane pytanie „Czy wyrzekasz się swojego człowieczeństwa?”, niewiele myśląc Haruto się zgadza po czym do jego ciała zostaje wstrzyknięta dziwna substancja. Dzięki sile Valvrave’a, bo taką nazwę nosi maszyna, chłopak jest w stanie odeprzeć atak najeźcy lecz jeszcze tego samego dnia przekonuje się on na własnej skórze o konsekwencjach swojego wyboru. Tuż po walce gdy dochodzi konfrontacji między Haruto a grupą żołnierzy Dorssi, chłopak otrzymuje ranę, która teoretycznie powinna być śmiertelna. Zamiast jednak wykrwawić się na śmierć atakuje on jednego z napastników ugryzieniem w szyję, co skutkuje zamianą ciał. Przypadek chciał, że umysł Haruto przeniósł się do ciała L-Elfa, najskuteczniejszego żołnierza Dorssi zwanego „One man army”, i wykorzystując sytuację uczynił z niego zdrajcę kraju, strzelając do jego kolegów z oddziału.

Wbrew temu co się może wam wydawać, Haruto nie jest Shinjim 2.0

Powyższy opis jest streszczeniem pierwszego odcinka serii. Krócej się nie dało, gdyż pominięcie któregokolwiek z elementów zaburzyłoby obraz fabuły.

Generalnie całe anime kręci się wokół faktu, że po nieudanej próbie podbicia ich modułu, uczniowie liceum Haruto postanawiają się odłączyć od JIORu i utworzyć samodzielne państwo. Żeby nikt im w tym planie nie przeszkadzał, decydują się oni użyć Valvrave’a i jego pilota jako swego rodzaju zakładników („jeżeli nam wejdziecie w drogę to oddamy tego overpowered mecha w ręce waszego wroga”) oraz skorzystać z genialnego umysłu L-Elfa, który z niewiadomych powodów już po odzyskaniu ciała zdradza swój kraj i przyłącza się do zbuntowanych uczniów. Oczywiście, jak to w życiu bywa, nie wszystko idzie idealnie. Dorssia po pewnym czasie przestaje się przejmować istnieniem mecha i zaczyna przeprowadzać regularne ataki na kierujący się w stronę Księżyca, moduł 77. Z biegiem czasu odnajdywane są kolejne Valvrave’y, kolejni uczniowe decydują się twierdząco odpowiedzieć na pytanie o porzucenie człowieczeństwa i odkrywanych jest coraz więcej mrocznych sekretów, kryjących się za projektem Valvrave.

Co jak co, ale anime jest widowiskowe.

To co mnie urzekło w tym anime to z pewnością bohaterowie, a zwłaszcza sam L-Elf i piloci mechów. Ten pierwszy reprezentuje sobą wszystko co uwielbiam w męskich postaciach: jest chłodny, wyrachowany, wie do czego dąży, jest genialnym taktykiem i nie boi się wykorzystać innych ludzi do swoich celów. Możliwe, że mam spaczony gust, ale z drugiej strony wymienione przeze mnie cechy powinny opisywać idealnego żołnierza, którym L-Elf przecież jest. W przypadku pilotów Valvrave’ów sprawa wygląda nieco różnorodniej. Z jednej strony mamy lubiącego przebywać wśród ludzi Inuzukę, który sprzedaje duszę by pomścić swoją koleżankę, zaś po drugiej stronie barykady stoi nastoletnia idolka Rukino Saki, która stroni od szkolnej społeczności zaś pilotowanie maszyny to dla niej sposób na udowodnienie zarówno sobie jak i innym, że jej umiejętności nie kończą się na staniu na scenę. W czasie trwania dwóch dwunastoodcinkowych serii sporo postaci ulega radykalnej przemianie, na którą wpłynęły z pewnością traumatyczne przeżycia takie jak śmierć przyjaciół bądź poznawanie prawdy o własnej tożsamości. Inną ważną postacią jest wspomniana wcześniej Shoko, która jak się okazało przeżyła wypadek. To właśnie ona zostaje prezydentem modułu 77 i stara się by to całe szaleństwo nie wpłynęło zbyt negatywnie na uczniów. Jest otwarta, niemalże zawsze uśmiechnięta a jak trzeba to jest w stanie zamaskować własne emocje byleby tylko nie martwić zajmujących się obroną szkoły. Tym większe jest zatem jej rozczarowanie i poczucie zdrady, kiedy odkrywa skrywany przez L-Elfa i pilotów Valvrave’ów sekret. Nie mniej ciekawsi są „ci źli”, czyli żołnierze Dorssi. Jedynymi, których poznajemy bliżej są przyjaciele L-Elfa z jego dawnego oddziału, z czego na specjalną uwagę zasługują A-Drei i H-Neun. Ten pierwszy, potrzelony przez Haruto rezydującego w ciele L-Elfa, nie wierzy do końca w zdradę przyjaciela i próbuje dociec co tak naprawdę się kryje za tą całą sytuacją. Drugi natomiast nie jest przekonany w szczerość swojego dowódcy i postanawia odkryć na czym tak naprawdę polega jego plan.

L-Elf AKA Eru-erefu wpisał tag „gay porn” na tumblrze.

Anime nie ubiera niczego w różową otoczkę powszechnej akceptacji. W Code Geass mocno raziło mnie to, że śmierć kolejnych osób pozostawała praktycznie niezauważalna i nie wywierała jakiegokolwiek wrażenia na szkolną społeczność. Tutaj za każdym razem widzimy silny strach przed smiercią, przerażenie spowodowane utratą życia nawet tych dalszych znajomych i możemy obserwować agresje, która jest wynikiem działania długotrwałego stresu. Jest to bardzo ważne zwłaszcza że Ponury Żniwiarz lubi nawiedzać znajomych Haruto. Oczywiście pojawiają się momenty czysto komediowe lecz z biegiem czasu jest ich coraz mniej, gdyż ustępują one miejsca poważniejszym scenom. Właśnie ta zmiana klimatu jest tym co najbardziej różni pierwszą i drugą serię Valvrave the Liberator. Mimo że druga seria jest bezpośrednią kontynuacją pierwszej i spotykałam się z sytuacjami, kiedy to obydwie są uploadowane na stronach internetowych i torrentach jako jedna, to można poczuć, że przekroczyło się granicę z którą płakać już będzie można tylko ze smutku.

To tak w temacie śmierci.

Nie jest to oczywiście anime pozbawione wad. Schematyczny zarys przedstawionej przeze mnie fabuły to zaledwie 1/5 pojawiających się tam wątków (nie opowiem o nich by nie spoilerować), które zbiegają się i rozwiązują w 2-3 odcinkach. Mimo wszystko widoczne są dziury fabularne i po zakończeniu serii może pozostawać pewien niedosyt. Z drugiej strony Valvrave the Liberator to taka różnorodność wątków i gatunków, że każdy znajdzie coś dla siebie (no może z wyjątkiem fanów yuri) i nie będzie mógł narzekać na monotonię.

Pod względem wykonania nie mam za bardzo się do niczego przyczepić. Oczywiście były momenty, kiedy dostawałam raka widząc jak lecą niektóre pociski w kosmosie, ale mecha rządzą się swoimi prawami które stoją ponad fizyką. Seria została wyprodukowana przez Sunrise podobnie jak wcześniej wspomniany Code Geass. Przez łącznie 24 odcinki dwóch serii prezentowane są nam 2 openingi (obydwa wykonane przez T.M. Revolution i Nanę Mizuki) oraz 4 endingi z czego mi osobiście najbardziej do gustu przypadł Boku ja nai w wykonaniu angeli. Ci co zwracają uwagę na obsadę też nie powinni narzekać ponieważ wśród seiyuu znajdziemy Miyano Mamoru, Namikawe Daisuke, Kaji Yuki oraz Kimure Ryouhei. Same walki są dobrze zanimowane i dość przyjemnie sie je ogląda.

(Bezczelnie promuję pierwszy ending.)

PODSUMOWUJĄC: W mojej osobistej skali Valvrave the Liberator zasługuje na ocenę 7/10. Polecam je nawet tym co za mechami nie przepadają, są w stanie w odpowiednich momentach wyłączyć myslenie i nie boją się plot-twistów. Poza tym jeżeli zdecydujecie się obejrzeć tę serie to zrozumiecie czemu nazwałam ją Valvrape the Penetrator (spokojne, to nie jest hentai). Ot taki pstryczek w nos od Sofi :D

Reklamy

2 komentarze do “Valvrave the Liberator czy Valvrape the Penetrator

  1. W Valvrave podobało mi się to, że był konsekwentnie i z premedytacją przesadzony w każdym calu. To był kicz artystyczny, w 100& zamierzony. Taka mieszanka zwykle wywoływała by ból brzucha, ale zabrał się za nią Sunrise, a oni mają w czymś takim sporą wprawę. W innym przypadku postacie pewnie wywoływałyby politowanie albo i śmiech, a tutaj nawet te dziwaczne imiona wypowiada się z dumą.

    Polubienie

    • Dlatego miałam taką frajdę oglądając to :D Jak już wspomniałam wykorzystali wszystkie schematy i to w 200%. L-Elf przebiegający między pociskami karabinowym w stanie pół-nieważkości kupił mnie. Naprawdę miałam radochę oglądając Valvrave, ale to chyba przez to, że ja ogólnie lubię mechy. BLITZENDEGEN.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s