Wczoraj i dziś czyli słów kilka o polskim fandomie.

Ewolucja to z punktu widzenia biologicznego proces polegający na ciągłym przekształcaniu się gatunków w celu dostosowania się do zmieniających się warunków środowiska. Jak to jednak wygląda w przypadku gatunku mangowiec, którego niszą ekologiczną jest środowisko fandomu mangowego? W fandomie obracam się przerwami jakieś 10 lat co pozwoliło mi zaobserwować pewne tendencje. To czy zmieniły one te grupy na lepsze czy na gorsze postaram się ustalić w dalszej części notki

Nie da się ukryć, że ostatnia dekada diametralnie zmieniła polski fandom mangi i anime. Kiedy 8 lat temu kupowałam swój pierwszy tom Fullmetal Alchemist w krakowskim Empiku to manga, którą można było posiąść, zmacać i przeczytać była dla mnie, dziecka ze wsi, czymś równie egzotycznym co eksplorowanie dżungli na Borneo. Wcześniej mogłam jedynie nocami siedzieć ze słownikiem i słowo po słowie tłumaczyć angielskie skanlacje, gdyż byłam wówczas człowiekiem upośledzonym z zerową znajomością języka Szekspira. Z anime miałam juz łatwiej ponieważ miałam szczęście i moi rodzice zdecydowali się na zakup anteny satelitarnej, dzięki której w moim domu zagościł kanał Hyper, a wraz z nim Serial Experiments Lain, Gundam Wing czy Vampire Princess Miyu. Teraz dostęp do źródeł jest o wiele łatwiejszy. W każdym Matrasie znajdziemy półkę z mangami, Empiki przestały być luksusem miast wojewódzkich, zaś w internecie znajdziemy multum stron udostępniających anime z napisami bądź niezlicencjonowane jeszcze mangi. Mogłoby się wydawać, że rozpowszechnienie tego wszystkiego przyniosło fandomowi same korzyści… Nie do końca.

Z mojego opisu wynika, że wcześniej mangowiec musiał wykazać się pewną dozą wyobraźni i posiadać na tyle dużo oleju w głowie by skorzystać z wyszukiwarki Google bądź innych źródeł by znaleźć to, czego szukał. Dzisiaj tego wszystkiego już nie potrzeba, zaś bycie fanem japońskiej popkultury stało się czymś w rodzaju „mody”. Niestety nie jest to coś co służy fandomowi, gdyż teraz coraz częściej słyszy się o wybrykach młodzieży na tzw. spotkaniach mangowych, które dodatkowo pogarszają nie najlepszy i tak wizerunek fana anime w polskim społeczeństwie.  Co więcej, na przestrzeni lat znacznie obniżyła się średnia wieku mangowca. Kiedy w wieku 14 lat zarejestrowałam się na polskim forum NGE to byłam jedną z najmłodszych osób tymczasem teraz bywa, że są na Facebooku grupy zrzeszające fanów gdzie średnia wieku wynosi 14-15 lat (jak nie mniej). Tacy „fani” najczęściej nie mają zielonego pojęcia na temat na jaki się wypowiadają zaś początkiem i końcem Japonii są wybrane dzielnice Tokio, zaś sam Kraj Kwitnącej Wiśni jawi się jako Ziemia Obiecana do której powinien zmierzać każdy normalny człowiek. I w tym momencie należałoby poruszyć bardzo ważne zagadnienie jakim jest zachowanie takich ludzi.

Na skutek pewnych okoliczności, których szczegółów wolałabym nie ujawniać, kilka pierwszych godzin konwentu B-Xmass 3 spędziłam leżąc na śpiworze na korytarzu. Miałam wtedy okazję zaobserwować zachowanie dziewczynek w wieku ok. 13-14 lat dyskutujących wyjątkowo głośno na temat yaoi. Używały przy tym takiego słownictwa, jakiego by się nie powstydziła autorka Dziennika Nimfomanki, opisując przy tym wszystko z dokładnością godną profesora habilitowanego seksuologii. Ja rozumiem wolność słowa, swobodę wypowiedzi, bezpruderyjność dzisiejszej młodzieży, ALE  kiedy ja byłam w ich wieku to z pewnością nie darłam się na cały głos streszczając mojej znajomej doujinshi w którym to Izaya karmi Shizuo ciastkiem z lukrem (z tym, że ciastka nie było, a i lukier został zastąpiony inną, też białą, substancją). Podobnie ma się sprawa z napalonymi fanami jakiegoś tytułu, którzy nie mogą zrozumieć i zaakceptować faktu, że istnieją osoby nie lubiące ich ukochanej serii albo, co gorsza, uważające ją za złą. W tym  momencie rozpoczyna się gównoburza, w czasie której Bogu ducha winien osobnik zostaje zaatakowany serią wyzwisk mających na celu udowodnienie mu jakim wielkim jest zerem, skoro nie może zrozumieć, że manga X jest najlepszym tytułem na świecie porównywalnym co najmniej z trylogią Tolkiena. Trzecią grupę młodych fanów stanowią rozszczeniowcy. To oni zwykle są najaktywniejsi na Facebookowych stronach wydawnictw nawołując do wydania ich ukochanego tytułu. Kiedy jednak wydanie zostaje ogłoszone to narzekają oni na wszystko od ceny przez obecność tudziez brak obwoluty a na projekcie okładki kończąc. Ci, którzy z różnych powodów mang nie kupują i wolą czytać skanlacje w internecie nawet nie próbują ukryć swojego oburzenia w momencie, kiedy nowy rozdział czytanego przez nich tytułu wyjdzie dzień później niż powinien. W ich opinii obowiązkiem tłumacza jest wypuszczenie tłumaczenia na czas bez względu na to czy ma maturę, sesję, leży w szpitalu lub umarł.

Oczywiście powyższe sytuacje nadal stanowią mniejszość lecz łatwiej jest nam zapamiętać rzucających się w oczy krzykaczy niż osoby spokojnie poświęcające czas swojemu hobby. Zresztą ci starsi wyjadacze nie zawsze są lepsi. Często otwarcie oni gardzą młodszymi fanami zarzucając im gównogust zapominając jednocześnie o czasach, kiedy sami takowy mieli. Zresztą i na konwentach potrafią zachować się jak wiejska swołocz wypuszczona z psich bud. Na wcześniej już wspomnianym B-Xmassie widziałam jak wezwane na conplace pogotowie wynosiło z budynku dziewczynę, która się upiła niemalże do nieprzytomności. Oczywiście nigdy się nie wytępi alkoholu na konwentach bo wszystko jest dla ludzi, ale z drugiej strony warto by było dać chociażby odrobinę przykładu. O seksie na konwentach już nie wspomnę, gdyż temu możnaby było poświęcić osobną notkę (śpiwór-gąsienica śni mi się po dziś dzień).

Osobą kategorię stanową fandomowe fejmy mające tyle samo zwolenników co przeciwników. Była era Mr Jedi, swój czas miał Cat HD, a teraz królem internetu jest Kasztanowy Ryż. Z pewnością jest to osoba kontrowersyjna, gdyż mówi głośno to co wiele osób myśli lecz boi się powiedzieć w obawie przed krytyką. Niestety nie każdemu to odpowiada w związku z czym doczekał się on nawet (wszakże trollowego, ale i tak liczy się) fanpage’a Hejted: Kasztanowy Ryż. Inną solą w fandomowym oku jest Polski Związek Twórców Atrakcji, w skrócie PZTA. O organizacji tej krążą legendy konwentowe skupiające się głównie na oskarżeniach o ustawianie konkursów, bycie faworyzowanym przez organizatorów konwentów czy podkradanie pomysłów na panele od innych uczestników. Z jednej strony patrząc na rozpiskę godzinową konwentu, gdzie 1/3 sal jest przeznaczona dla PZTA, trudno nie zrozumieć rozżalenia innych uczestników zwłaszcza tych, których atrakcje zostały odrzucone. Z drugiej jednak będąc regularnym uczestnikiem paneli organizowanych przez członków Związku upewniłam się w przekonaniu, że są one zrobione na wysokim poziomie, i że gromadzą one całkiem sporą liczbę konwentowiczów.

Lecz i tak wszystkie te sławy są niczym w porównaniu z legendą KRZESŁA. Doprawdy tylko fandom mangowy może z czcią godną istot boskich skandować na cześć stojącego na scenie mebla. Czy jest to dziwne? Szalone? Na swój pokręcony sposób normalne? Z pewnością jest to zjawisko niecodzienne dla osób nieoznajomionych z tematem, o czym zresztą przekonała się moja koleżanka na konwencie Animatsuri 2013. Kiedy spytałam się jej o wrażenia z imprezy, zamknęła wszystko w jednym zdaniu wyrażającym niedowierzanie jak to możliwe, że spora grupa młodych ludzi okazała poruszenie na widok stojącego na scenie krzesła.

Fandom mangowy niejedną ma twarz. Z biegiem lat rozrósł się on i stał się czymś zauważalnym w naszym nadwiślańskim kraju. Nie da się ukryć faktu, że się zmienił lecz wszystkie fandomy na całym świecie to robią nieustannie. Parafrazując dwa znane cytaty: „Fandom jaki jest każdy widzi.” i „Fandom wspaniały, tylko ludzie spierdoliny.”

~Sofi

Reklamy

22 komentarze do “Wczoraj i dziś czyli słów kilka o polskim fandomie.

  1. Mogę Ci zaręczyć, że tak samo było za moich, dinozaurzych czasów :D. Teraz trzymam się raczej z dala od różnych fandomów, ale wewnętrzne spory, rzucanie się sobie do gardeł i takie tam są na porządku dziennym. Żałuję tylko, że nie ma poprawy pod kątem seksu na konwentach, trochę kiepsko. Miałam nadzieję, gdy zaczął się pojawiać, że szybko zostanie ukrócony. Jak widzę, jednak nie.

    Also nigdy nie pisz „za moich czasów”, „więcej kreatywności” i tak dalej, to naprawdę nie o to chodzi :D. Ja wsiąkłam w m&a, gdy normalny dostęp do internetu był tylko szalonym snem, i ludzie się mordowali o tykający modem TPsy, zżerający połączenia telefoniczne :D. To było… zabawne. Dziękuję wszystkim bogom za normalny internet i mnogość wydawnictw <3!

    Polubienie

  2. Każdy fandom ma swoje piszczące yaoistki. Pamiętam do dziś, że lata temu na spotkaniach klubu fantastyki tępiło się chłopaczków, którzy grali w Magic the Gathering głośno się przy tym wyzywając. Albo tępiło się Dedekowców, którzy traktowali RPG jak grę komputerową w stylu Diablo, lol.

    Wydaje mi się mimo wszystko, że „trzon” fandomu stanowią takie małe, lokalne, pół-otwarte grupki fanów, które mają gdzieś te ogólnopolskie dramy, gwiazdorów, autorytety. Raz na jakiś czas zdarzy im się może pojechać na konwent, ale generalnie dobrze im w swoim własnym gronie. Ze mnie też z resztą marny mangowiec bo na konie już chyba ze 3 lata (albo i dłużej) nie byłem, nauczyłem się jednak by nie mówić głośno o mojej niechęci do Evangeliona bo ktoś może mi przyłożyć krzesłem, lol (taki kochany i tolerancyjny fandom). Nie mam pojęcia o tych wszystkich internetowych gwiazdach. O jakiś fandomowych dramach niby słyszałem i czasem nawet mam swoje zdanie, najczęściej jednak mnie mało obchodzą ;)

    Polubienie

    • Oj te małe grupki chyba są czasami gorsze niż te wielkie, konwentowe rzesze ludzi. Na EZkonie byłam na panelu o spotkaniach mangowych, gdzie dowiadywałam się o takich rzeczach, że moja wyobraźnia przestała je w pewnym momencie pojmować.
      A sytuacja z Evangelionem przypomniała mi jak na Polconie wspomniałam, że nie lubię Wiedźmina.

      Polubienie

  3. […] Nie ma nic gorszego niż polski fandom mangowy. Same w nim yaoistki i inne gimbusy, ludzie tylko umieją hejcić i piszczeć, a przede wszystkim i co najważniejsze, pierwyj to było to było tak dobrze… Oczywiście przesadzam, ale nie trudno zauważyć, że w naszym małym kawałku świata takie głosy od starszych stażem mangowców, nie są osamotnione. Pod wpływem przed niedawnego wpisu koleżanki Sofi i wynikłych z tego rozmów, postanowiłam dzisiaj przybliżyć wam inną stronę środowiska mang i anime w Polsce. A konkretniej postaram się wskazać kilka pozytywów powiększenia się fandomu. Oczywiście, choć wszystko będzie można podważyć samym sentymentem do “starych czasów”, warto czasami przypomnieć, że wcale nie jest tak źle jak się nam wydaje (a do narzekania zapraszam pod wpis wcześniejszy ;)) […]

    Polubienie

  4. Fandom wspaniały, tylko ludzie spierdoliny.
    ^ Duh, hejcę to zdanie swoją całą wątrobą, bo znaczy tyle samo, co fajne krzesło, ale wujowe krzesło, bo ludzie to fandom. A tak poza tym.. średnio. Kilka błędów, co nie chce mi się teraz szukać i w ogóle x.x

    Polubienie

  5. Damn, trochę za szybki ostrzał tymi notkami robicie. Nie zawsze mam czas przeczytać i ewentualnie skomciać danego dnia, więc bookmarkuję, a tu następnego dnia ta zapisana nocia jest old and busted, bo pojawia się new hotness.
    No dobra, to teraz do tekstu.
    Damn, bogate dzieci bogatych rodziców, których było stać na satelitę ;)
    E tam, bydło i roszczeniowcy są w każdym fandomie. My tylko tych mangowych widzimy lepiej, bo mango popularne i bo się wśród nich więcej obracamy. No i popularność mango ma też zalety – więcej legalnych, ładnych rzeczy, bo się opłaca je wydawać i sprowadzać. Może kiedyś anime wróci na nasz rynek, ale w lepszej formie niż te ochłapy, które mieliśmy?
    O, apropo seksu na konwentach, ciekawe, jak się ma dziś to słynne dziecko spłodzone na nich lata temu. Powinno już chodzić do szkoły.
    Ryż jest członkiem PZTA. przypadeg? Nie sądzę! Chociaż, znając go, pewnie dołączył tam tylko żeby wzbudzać kontrowersje i trollować. Na przykład znajomością gównotwórczości Lynna Okamoto lepiej, niż fani.

    Polubienie

    • Wciąż eksperymentujemy z tempem – choć sama jestem teraz pod wrażeniem, gdy okazało się, że Sofi jest w stanie pisać jedną (a nawet dwie) notki dziennie o.o
      Z tym bogactwem i satelitą to wcale nie jest równoważne :P U mnie raczej spoko zawsze było, ale Hyperów, ba TVN7! nigdy nie miałam (ale za to wychowywałam się na niemieckiej telewizji~). Za to nawet najbiedniejsi znajomi z bloków u nas jakiś większy zestaw kanałów oglądali, dawali kablówkę prawie za darmo do wynajmu :P
      Anime na polskim rynku… Hehe, nigdy w życiu żadnego nie kupiłam… Były dla mnie zawsze za drogie w stosunku do ilości odcinków (z mangi tego problemu nie mam).
      Byłam na 30+ konwentach, ale nigdy nie widziałam na nich seksów D: A to dziecko (Piernicowe?) to naprawdę intrygująca kwestia xD Niesamowicie mnie ciekawi, czy wyrośnie na mangowca…
      Każde środowisko potrzebuje swojego naczelnego trolla C: Teraz mamy Ryża i PZTA i jest miło, bo na kogoś można sobie spokojnie pohejtować :D (nie no, lubię panele PZTA, ale tak dla samej zasady).

      Polubienie

      • Ja widziałam seksy na Animatsuri 2012. Wchodzę do sleepa po kasę a tam jęczący śpiwór robi za gąsieniczkę. Twarze tej pary wyrażały odwieczny strach przed zostaniem uwiecznionym i upublicznionym na Facebooku. Niestety byłam w zbyt wielkim szoku by wyjąć telefon komórkowy.
        Dziecko Pierniconu urodziło się w 2007 roku z tego co zapamiętałam z EZkonu

        Polubienie

          • No właśnie o tym mówiłam z tym tempem :| Człowiek nie ma siły odpisać na komcie zaraz po, bo go migrena dopada, potem święta, a gdy wraca, to wpis już jest skamieliną. Bww
            Ojej, Hadal o Grisznaku, to były fajne czasy :)
            Tak, jednym z problemów dystrybucji anime na naszym rynku była za duża cena w stosunku do jakości – zarówno wideo jak i tłumaczenia. No i numery w stylu wydawanie Ikkitousena od drugiej serii. Ale to nie oznacza, że nie obkupiłam się trochę na wyprzedażach. No i blurejowa Paprika chyba jako jedyna była warta swojej ceny :)
            O, ja byłam tylko na dziewięciu konwentach, ale one są po prostu nie dla mnie. I pewnie znowu będę się na Animatsuri wybierać i się nie wybiorę :)

            Polubienie

    • Wiesz, ale mam wrażenie, że mimo wszystko takiego zezwierzęcenia nie ma w fandomie np. amerykańskim. Poza tym fandom komiksiarski nie ma praktycznie nic w Polsce, oprócz wypuszczanych kinówek, a jakoś specjalnie nie upomina się o swoje prawa w stylu arabskiej wiosny :D
      Dziecko ma 7 lat. Świeże info z EZkonu xD
      Ryży jest członkiem PZTA. W ogóle to on bardzo długi czas z nimi współpracował i się trzymał, ale oficjalnie do Związku należy od Japaniconu. W sumie byłam na jego panelach i o ile w internecie to jest cham nieziemski o tyle w realu gada z sensem i wie o czym mówi. A za znajomość gównotwórczości podziwiam, przeszłam przez dwie mangi i myślałam, że umrę na raka.

      Polubienie

      • Actually, fandom amerykański jest pod paroma względami gorszy, u nas na przykład pedofilia zatrzymała się na żartach (Cell przecież chodzi w ręczniku z gołą dorosłą kobietą), nie ma też aż tak ostrego seksizmu. w fandomie komiksiarskim zaraz posypią się polskie filmy :) ale w nim też są przecież konflikty i zjeby.
        O, ja wiem, że Ryż wie o czym mówi i tak w sumie to go znam od paru lat i nawet lubię. Czasem mam wrażenie, że bucuje tylko dlatego, bo może. A potem przypominam sobie, że był miły pewnie tylko dlatego, że pijany.

        Polubienie

        • Chyba natrafiłam na tę lepszą stronę amerykańskiego fandomu xD Ale fakt seksizm jest i to mocno wyczuwalny zwlaszcza jak sie dziewczyna udziela w fandomie typowo męskiej serii.
          O ile Ryż w internecie działa mi na nerwy o tyle w rzeczywistości można sie z nim dogadać (co nie zmienia faktu, że wdałam się z nim w gorącą dyskusje jak prowadziłam panel. Było ciemno i nie widziałam, że to on). Ma sporą wiedzę zwłaszcza jeżeli chodzi o historie mang oraz cały biznes, co nie zmienia faktu, że sporą rzeszę osób traktuje jak gówno. xD

          Polubienie

  6. Oh, FMA… hymmm tomiki. Pierwszy jaki kupiłam, to był chyba „locke superczłowiek” a wcześniej to było lampienie sie wielkimi oczyma do Kawaii – zanim schudło i zmieniło wiekową grupę docelową. :P To było okienko na świat animców, a teraz, to się przebiera jak w ulęgałkach w tym gdzie się recenzje czyta, jakie sie czyta i w ogóle :P Dostępność niestety faktycznie ma swoje dobre i złe strony. :/

    Z tym nielubieniem czyjejś ukochanej serii, to nie taka znowu sprawa ostatnich lat. Wydaje mi się, że na rodzimym podwórku pierwszy raz naprawdę wyraźniej zaznaczyło się to lata temu, gdy RTL7 rzucił na ekrany naszych telewizorów DB :)

    I swoją drogą nigdy w pełni nie rozumiałam wiązania tego, że się lubi jakiegoś animca obejrzeć z koniecznością znania Japonii. Nie muszę znać nazwisk najważniejszych generałów amerykańskiej wojny o niepodległość, aby jarać się Avengersami xD No chyba że ktoś tytułuje się fanem Japonii a nie jakiegośtam tytułu… to wówczas zupełnie insza inszość. :P

    A tak już bardziej ogólnie, to mam wrażenie, że wszystkie fandomy – nie tylko mangowe – tak mają, acz te mangowe właśnie wydają mi się być najgłośniejsze i tym samym najbardziej rzucać się w oczy ze swoimi… odchyłami? >)

    Polubienie

    • Nie zgodzę się z ideą nieprzejmowania się kulturą Japonii, gdy lubi się anime. To znaczy: lub sobie i wiedz co chcesz, Twoja brocha i masz do tego pełne prawo. Ale problemem są ludzie, którzy nie rozumieją pewnych norm kulturalnych czy odwołań, bo ich nie znają, więc albo je wyśmiewają i się ich czepiają jako głupie (gdy tymczasem są tylko niezrozumiałe), albo całkowicie ich to zniechęca do danego dzieła. Tym bardziej, że często są to metaprzykłady – ludzie na przykład nie łapią nawiązań do anime starszych niż dziesięć lat, nawet, gdy to klasyka. I potem ktoś wychodzi i mówi, jakie to Kill la Kill jest oryginalne, bo nie wie nawet o istnieniu Blazing Transfer Student, albo wścieka się na manzai. Ja też wściekam się na manzai, ale przynajmniej wiem, że Japończycy nie mogą bez tego typu komedii żyć i trzeba to ścierpieć ;)

      Polubienie

      • Chodz bardziej o to, że w fandomie istnieją jednostki dla których oczywiste jest, że jaranie się mangami i anime równoznaczne jest z jaraniem się Japonią w ogóle i na osoby, mające sam kraj w poważaniu spoglądają z góry. Akurat świetnie się wpisuję w tę drugą grupę – o Japonii jako kraju mogę sobie czasem coś poczytać, ale ogólnie rzecz biorąc nie interesuje się nim i większość wiedzy czerpię przy okazji czytania mang (to nie Europa Środkowa na punkcie której mam fioła :P Ech, czemu moje zainteresowania tak bardzo się rozlazły…?). Jasne, też uważać, że siedząc w fandomie cośtam o Japonii jednak powinno się wiedzieć i kilka klasyków mieć obejrzanych (o, już jest pomysł na notkę :D), ale toleruję to, gdy nie łączą to z wielbieniem Japonii/Azji Wchodniej.
        (O to chodziło, Shen xD?)

        Polubienie

      • Raczej chodziło mi o sztywne uwarunkowanie, częste zwłaszcza swego czasu w formie oskarżeń, że ci i owi interesują się mangą i anime, a nie kulturą itd. i jaki to on wtedy koślawy fan nie jest. Coś, co spotykałam tylko w kontekście tej kultury i zainteresowań, zaś innych już nie. A co kraj to obyczaj :) I poruszam się tu po przysłowiowej średniej statystycznej grona fanowskiego, a nie o ekstremach w tę lub w drugą stronę przegiętych :)

        Polubienie

    • U mnie pierwszy był chyba Inu-Yasha… Ale FMA, 5 tomów, przywiozłam sobie z pierwszego konwentu~ No i ja już byłam pokoleniem nowego Kawaii (jak wchodziłam w fandom to stare było już legendą).
      Mangowe mają ten problem, że ostatnie lata bardzo się tam średnia wieku obniżyła (o czym pisała Sof), a wiadomo, młode, bardziej się emocjonuje i bierze wszystko na poważniej niż powinno :P

      Polubienie

    • Nie mówię o jakiś szczegółach historii okresu szogunatu, ale rozmawiałam z dziewczyną, która mówiła o sobie, ze chciałaby zamieszkać w Japonii bo jest tam tak fajnie i w ogóle raj na ziemii. W pewnym momencie poruszyłam temat hikikomori a ona spojrzała się na mnie jak na jakiegoś ufoludka i zapytała sie co to znaczy. Dodam, że miała ona 17 lat.
      Już nie wspomnę o fakcie, że zapewne połowa młodego fandomu nie wie, że w Japonii rok szkolny zaczyna się w kwietniu przez co zawsze się dziwią jak widzą w szkolnych seriach chodzenie na zajęcia latem.

      Polubienie

  7. Z wieloma rzeczami w tekście kłócić się nie będę, bo są trafnie uchwycone – fandom mangowy ma swoje brudy i swoje problemy, które dobrze wskazałaś. W tym, że – no właśnie, wskazałaś, bez próby analizy, czemu się tak dzieje (prócz podkreślenia łatwiejszego dostępu do mang) i bez żadnej próby refleksji, co by tę sytuację zmieniło. Tekstowi lepiej pasowałby tytuł ,,problemy polskiego fnadomu”- piszesz na końcu ,,fandom nie jedną ma twarz”, ale pokazujesz tylko jego zmiany na gorsze, bez wymienienia chociaż tego, że doczekaliśmy się polskich mang, polskich wersji anime, kilku magazynów na temat naszego hobby, że jednak wśród wzrosła świadomośc fanowska, ect. Tekst staje się przez to tendencyjny, prawie że w duchu ,,ach, kiedyś, to było lepiej!”, brakuje tylko podkreśleń, jaką to wtedy nieliczny fani mangi i anime stanowi wspólnotę, ect. Taka tendencja jest BARDZO silnie zakorzeniona w autodyskursie fandomu, ale jest też bardzo krzywdząca i rodząca jeszcze więcej rozłamów. A co do krzesła, wychodzi brak reaserchu (fakt, nie jest to informacja na każdej wikipedii, ale starczyłoby zapytać bardziej doswiadczonych orgów) -legenda głosi, że na jednym ze starych konwentów cosplay był tak kiepski, że jury zadecydowało, że wygrało go krzesło-część scenografii. I dlatego krzesło zostało fandomowych teh best cosplayerem ever. Pewnie większość klaszczących nawet o tym nie wie, ale skoro wspominasz to w tekscie, warto byłoby poszukać żródła.
    Rozpisuję się o wadach, bo a) sama badam fandom, you know b) niejeden tekst o nim przeczytałam i wiem, na co warto zwracać uwagę c) uważam, że mimo wymienionych przeze mnie wad, tekst jest dobry, napisany bez zadęcia i z humorem. Wierzę jednak, że napisałabyś go lepiej, gdybyś zgłebiła i wyciągneła coś ciekawszego z tematu.

    Polubienie

    • Akurat legendę o fandomowym krześle znam, ale moja znajoma, która była tylko na konwencie dla swojej siostry, nie miała o tym zielonego pojęcia w związku z czym było to dla niej nieco zaskakujące ;)
      Fakt może i jestem strasznie krytyczna, ale chyba zbyt dużo siedze w internetach by nie być. Jeżeli ktoś nie podczepi się pod jakąś grupę (chociażby pod fandom lokalny o ile takowy jest) to niestety, ale nic miłego go w fandomie krajowym nie spotka gdyż coraz częściej funkcjonuje on na zasadzie zgnojenia nowoprzybyłych. Dodam, że takie zachowania głównie reprezentują osoby, które same do fandomu dołączyły może rok temu. Gdybym miała w tym momencie zostać mangowcem to bym sie chyba mocno zniechęciła przez ludzi, którzy próbują pokazać kim to oni nie są. Ale mam nadzieję, że to tylko faza przejściowa na czas kiedy to m&a mają być w teorii hobby dla elyt i hipsterów. :x
      (W sumie to chciałam napisać o polskich wersjach anime ale tego nie zrobiłam gdyż Anime Gate już nie ma a jak jeszcze istniało to wydawane przez nie anime były naprawdę kiepskie xD)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s