Nowe KyoAni – moe dziewczynki czy coś więcej?

Każde studio produkujące anime ma jakąś cechę charakterysyczną. Tak jak Gainax ma swoje zakończenia, a Shaft swój shaft tilt tak Kyoto Animation zalewa nas falą moe dziewczynek o wielkich, błyszczących jak gwiazdy odbite nocą od powierzchni stawu, oczach. Czy jednak tona cukru umieszczona w charakterach głównych bohaterek to jedyne co nam może owe studio zaoferować? Wszakże na K-ON! się ich dorobek nie kończy.

„Cute girls doing cute things” czyli myśl przewodnia Kyoto Animation.

Jeżeli istniałoby jakieś limes rozdzielające czas istnienia studia z Kioto na dwie epoki, to byłoby to z pewnością wypuszczenie na rynek anime K-ON!. To właśnie od momentu historii o dziewczynach chcących założyć klub muzyki popularnej, Kyoto Animation zmieniło swój styl wprowadzając dość charakterystyczną dla siebie kreskę. Już wcześniej owe studio słynęło z bardzo dobrej jakości animacji, którą miało szanse wielokrotnie pokazać w  The melancholy of Haruhi Suzumiya. Jednak to nie anime o Brygadzie SOS było tym z czego Kyoto Animation słynęło w swojej Erze Przed Kejonem. Air, Kanon, Clannad i Clannad: After Story to tytuły znane nie tylko fanom wyciskaczy łez spod znaku dram i niezrozumiałych zakończeń. Jakże więc wyglądała owa ewolucja, która ze studia produkującego serie, po których miało się ochotę przeprosić, że się żyje, zrobiła główną fabrykę moe w Japonii?

A sponsorem dzisiejszych feelsów jest Kyoto Animation

Wszystko zaczęło się od K-ON! AKA Kejona. Anime o dziewczynkach będących członkami klubu muzyki popularnej miało jedną, poważną wadę: brak muzyki. Dwie serie, jedna 14-odcinkowa a druga 27-odcinkowa, skupiały się piciu herbatki, jedzeniu ciastek, rozwiązywaniu problemów głównej bohaterki oraz beznadziejnych próbach formowania czegoś co chociażby z definicji przypominałoby zespół. Mimo wszystko K-ON! się sprzedał całkiem dobrze ponieważ nie tylko powstała druga seria, ale i film pełnometrażowy. Możliwe, że w tym momencie KyoAni odkryło kurę znoszącą złote jajka gdyż z moe dziewczynkami jest jak z bishounenami-nigdy nie za wiele. Nie bez powodu do dzisiaj Kejon jest często pierwszym tytułem kiedy przychodzi nam na myśl po usłyszeniu „Kyoto Animation”.

Cały Kejon w jednym gifie…

 

Kolejnym tytułem z bohaterką ze sparklami zamiast tęczówek była Hyouka. Do detektywistycznych anime zwykle podchodzę z rezerwą lecz gdy mamy do czynienia z zagadkami od słodziachno-feelsowych animatorów z Kyoto to nasze zmysły powinny być podwójnie wyczulone. Niespodziewanie Hyouka okazała się być całkiem przyzwoitym tytułem głównie ze względu na czołową postać męską, której wrodzone lenistwo wraz z niezwykłym zmysłem detektywistycznym dało całkiem interesującą mieszankę. Również pierwszoplanowa postać żeńska nie powodowała u mnie nagłych morderczych myśli co jest dużym plusem biorąc pod uwagę moje nastawienie do głównych bohaterek szkolnych serii. Oczywiście nie zabrakło i romansu lecz był on dawkowany w taki sposób, że nawet mnie on zbytnio nie raził

Tyyyleeee sakury w powietrzu!

A potem nadszedł pamięty rok 2013, zapowiedziana na grudzień 2012 apokalipsa nie nadeszła więc KyoAni mogło produkować kolejne chińskie bajki. Tym razem nie było kawai uczennic paradujących po szkolnych korytarzach w mundurkach… Zamiast nich otrzymaliśmy pływaków płci męskiej paradując, no cóż, bez mundurków. Fenomen Free widoczny był zwłaszcza w internecie, kiedy to raz na tydzień tumblr i twitter pękały pod naporem postów o nagich klatach animowanych Japończyków. Fenomen pływackiego anime zadziwił mnie samą a co było dla mnie jeszcze dziwniejsze to fakt, że naprawdę mi się ono podobało. Nie należę do dziewczyn piszczących na widok gołych klat zaś samego pływania, którego oczekiwałam jak dziecko Świąt, było niewiele. Dobrą stroną Free był z pewnością humor gdyż nawet te powtarzane gagi, w stylu bohaterki zachwycającej się mięśniami głównych bohaterów, były tak wkomponowane w fabułę, że za każdym razem mniej lub bardziej śmieszyły. Przyznaję się bez bicia, że stałam się ofiarą pływackiego anime zaś ending, który zasługuje na Oscara, przez kilka tygodni nie chciał opuścić mojej głowy.

Ciekawe ile napalonych nastolatek mentalnie rozbierało go z tych kąpielówek.

Kiedy po pływającej gejozie myślałam, że już nic mnie nie zaskoczy, pojawił się sezon jesienny i Kyoukai no Kanata. Sam fakt, że Kyoto Animation robi anime o walce z demonami wydawał się nie mniej abstrakcyjny niż niektóre zadania z rozszerzonego zbioru w fizyki. Co więcej, były i takie momenty, kiedy miało się wrażenie, że główny bohater bądź bohaterka odeszli do krainy wiecznych łowów. Kyoukai no Kanata było istną ucztą dla oka lecz samą fabułą, a w niektórych scenach i wykonaniem, bardziej przywodziło mi na myśl animacje studia Shaft niż jasne i kolorowe historie rodem ze szkolnych korytarzy, do którzych przyzwyczaiło nas KyoAni. Mimo że ogólnie anime nie było jakimś dziełem sztuki współczesnej, to wprowadziło ono swego rodzaju powiew świeżości do listy tytułów wyprodukowanych przez studio z Kioto.

Ktoś tu chyba nawciągał się za dużo białego proszku i nie mam w tym momencie na myśli kartoflanki.

Od kilku sezonów Kyoto Animation produkuje anime oparte na light novel, które zdobyły wyróżnienie w organizowanym przez siebie konkursie. Ostatnim tytułem opartym na mandze było Nichijou z 2011, które wyraźnie odcina się stylem i kreską od późniejszych produkcji. Kyoto Animation nie przestaje eksperymentować, na ten rok zapowiedziane jest już Amagi Brilliant Park, oparte na light novel o tym samym tytule. Połączenie komedii romantycznej i fantastyki naukowej może z pewnościa wyjść ciekawie, zwłaszcza jak sobie pomyślimy o fakcie jakim jest doskonałej jakości wykonanie techiczne serwowane przez KyoAni.

Ktoś tu mówił „animacja”?

Zapewne jeszcze przez długi czas Kyoto Animation będzie nam się kojarzyć z seriami spod znaku „cute girls doing cute things” lecz jednak gdy pomyślimy dłużej o tym co owe studio nam serwuje, to dojdziemy do wniosku, że repertuar prezentuje się całkiem różnorodnie. Oczywiśnie nie możemy porównywać tego do studia Madhouse czy Production I.G. ze względu na ilość wyprodukowanych tytułów lecz tak naprawdę jedyne czego brakuje Kyoto Animation to pożądny shounen. Ja z niecierpliwością czekam na Amagi Brilliant Park. Nawet jak wyjdzie z tego fabularna kupa to zawsze przecież będzie można zawiesić na czymś oko, czyż nie?

 

Advertisements

2 komentarze do “Nowe KyoAni – moe dziewczynki czy coś więcej?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s