Otome. Guilty pleasure czy faktyczny masochizm?

UWAGA! JEŻELI JESTEŚ FANKĄ SERII OTOME TO PONIŻSZY TEKST OPINIOTWÓRCZY MOŻE WYDAWAĆ SIĘ OBRAŹLIWY. 

Są takie tytuły, które oglądamy bądź czytamy z pełną świadomością, że są one po prostu złe. Taka forma masochizmu często sprawia nam jednak niewytłumaczalną przyjemność więc koniec końców usprawiedliwiamy się, że marnujemy czas dla „większego dobra” gdyż, żeby docenić te dobre tytuły, trzeba najpierw obejrzeć te złe. Moim osobistym guilty pleasure są anime oparte na grach otome z typowym dla nich konceptem odwróconego haremu… To już w teorii brzmi źle a jak jest w praktyce?

Typowa bohaterka otome: pusty wzrok i jeszcze bardziej pusta czaszka.

Jeżeli jest coś czym bohaterki otome nie grzeszą to jest to z pewnością rozum. Liczba ich szarych komórek jest odwrotnie proporcjonalna do liczby bishounenów występujących w danym tytule zaś samo mózgowie jest tak zapracowane podtrzymywaniem podstawowych czynności życiowych, że już nie starcza mu pamięci RAM na fakultatywne czynności np. myślenie. W takim wypadku łatwo jest pomylić molestowanie seksualne z braterską miłością co notorycznie robiła Hinata Ema, główna bohaterka anime Brothers Conflict. Najlepszym dowodem na posiadanie przez nią zwierzęcego móżczku jest fakt, iż nie ma ona problemów z porozumiewaniem się ze swoją wściekłą wiewiórką o imieniu Julie (wbrew pozorom zwierzątko jest płci męskiej). Istnieje teoria spiskowa mówiąca, ża głupa głównych bohaterek ma odwierciedlać poziom intelektualny widowni docelowej, ale nikt nie był jeszcze na tyle szalony by przeprowadzić miarodajne badania. W wielu seriach (Brothers Conflict, Amnesia, La Corda D’Oro) nasza piękność ma jakiegoś przywołańca tudzież duszka, który pełni dwojaką rolę. Z jednek strony wspiera naszą bohaterę, kiedy ta ma chwilową depresję (czyli jakieś 2 razy na odcinek) zaś z drugiej jest on elementem komediowym w momencie, kiedy wprowadza naszą protagonistkę w mniejsze lub większe kłopoty.

Braterska miłość made in Japan. Pewnie chciał tylko się upewnić czy umyła zęby po śniadaniu

Faktem jest, że otome rosną jak grzyby po ciepłym deszczu. Praktycznie każdy sezon ma swoją gromadkę sparklących, niczym wampiry ze „Zmierzchu”, przystojniaków, których jedynym celem życia jest podbicie serca głównej bohaterki. Podstawowe zasady ekonomii, które większość z nas poznała w liceum lub dopiero pozna, mówią jasno, że takim wypadku musi być całkiem spory popyt na anime na podstawie gier otome. Z własnego doświadczenia wiem, że fanek odwróconych haremów nie brakuje. Wypada w tym momencie wspomnieć o sytuacji sprzed paru miesięcy, kiedy to dodałam na tumblrze krótką notkę w której napisałam, że nie podoba mi się Brothers Conflict zaś głowna bohaterka nic sobą nie reprezentuje. Notka, która miała być tylko ujściem mojej frustracji, spowodowała otrzymanie kilku wiadomości prywatnych krytykujących fakt, że głoszę takie rzeczy publicznie gdyż, nie daj Boże, mogę czymś takim zniechęcić ewentualnych widzów i potencjalne fanki. Faktem jest, że żadna z serii otome oryginalnością nie grzeszy. Jeżeli się widziało jedną to tak jakby się widziało je wszystkie, gdyż jedyne co się zmienia to liczba facetów i charakter (a raczej jego brak) głównej bohaterki. W CZYMŻE TKWI WIĘC FENOMEN TYCH ANIME?

Zaśnij na dziewczynie. Na pewno będzie twoja!

Całą ideą gier otome jest to, że wcielając sie w główną bohaterkę możemy przebierać w wirtualnych przystojniakach jak w warzywkach na bazarku. Typ agresywny? Ależ proszę! Tsundere? Zaraz obok pana „do rany przyłóż”. Tajemniczy milczek? Mamy nawet dwóch! Szarmancki blondyn? A może jeszcze frytki do tego? Nie trzeba mieć magistra z psychologii by wiedzieć, że jeżeli czegoś nam brak w życiu realnym to zawsze możemy zapełnić tę lukę w sferze wirtualnej. Tak więc w momencie, kiedy samotna dziewoja (z przymusu bądź z wyboru) ma ochotę poflirtować z zielonookim brunetem to odpala sobie ona taką grę otomę i nołlajfi cały wieczór. Twórcy anime szybko się zorientowali, że nastawione na podziwianie bishounenów fangirle to niekończąca się żyła złota tak więc raz na sezon lub dwa otrzymujemy bezfabułową papkę nastawioną jedyne na uciechy wizualne. No właśnie, jak to jest z tym wykonaniem?

Śpiewająca gejoza to też otome~!

Jedyne czego nie można zarzucić anime na podstawie gier otome to oszczędzania na seiyuu. Praktycznie w każdym możemy natrafić na którąś z gwiazd w stylu Kaji Yukiego, Kamiyi Hiroshiego czy Namikawy Daisuke. Ostatnią modą, która zaczyna wchodzić do adaptacji gier jest ending śpiewany przez męskie seiyuu, najczęściej podparty animacją, której by się wstydziła seria z lat 80. Openingi też sie niczym nie wyróżniają a część z nich może wręcz zniechęcić do kontynuowania danego tytułu. Chwalebnym wyjątkiem w tej kwestii jest Amnesia, której opening jest pierwszą, i ostatnią, dobrą rzeczą, którą to anime reprezentuje. Muzyka w tle to najczęściej romantyczno-cukierkowe kawałki, przerwane dramatycznymi wejściami kiedy nasza bohaterka nie wie np. czy na obiad ugotować ryż czy makaron albo gdy zastanawia się, czy pocałunek oznacza, że facet ją lubi. Jeżeli oczekujecie animacji to przykro mi, ale pomyliliście tytuły gdyż jedyna rzecz, która w tych anime jest zanimowana lepiej niż wcześniej wspomniane endingi, to opadające płatki kwiatów wiśni, sparkle w oczach proganistki lub rozkwitające w tle bukiety w czasie romantycznych momentów. Dlaczego więc, mimo tych jakże oczywistych wad, nadal oglądam anime na podstawie gier otome? Odpowiedź jest prosta: lubię sie pośmiać.

Każdy trochę inaczej rozumie słowo „farmić”. Nasza bohaterka zapewne była przekonana, że pograją razem w LoLa.

Jeżeli potraktuję całą sprawę z przymróżeniem oka to dostanę całkiem niezłą komedię a 12 odcinków, gdyż tyle mają zazwyczaj serie otome, to nie jest jakaś niewyobrażalna ilość zajmująca nam dnie i noce. Może mam plebejskie poczucie humoru, ale mnie naprawdę śmieszy sytuacja, kiedy bohaterka po kilkunastu odcinkach ciągłego rumienienia się, paru próbach molestowania seksualnego i przynajmniej jednej nocy spędzonej sam-na-sam z jednym z przystojniaków, w końcu dochodzi do wniosku, że być może paru facetów się w niej podkochuje. Pominę już jakże sztampową sytuację, kiedy dwóch Romeo kłóci się i bije o swoją dziewoję a ta stojąc z boku krzyczy „Onegai!” jakby od tego zależało jej własne życie. Już nie wspomnę o takich kwiatkach jak monologi, rodem z greckiej tragedii, na temat „I którego faceta ja mam wybrać?”.

„Dwóch facetów sie o mnie bije? Co ja mam zrobić! Zrobię to co zwykle czyli postoję i pokrzyczę”

Są jednak i takie tytuły, które zaskakują widza. Moja przygoda z otome zaczęła się od La Corda D’Oro, o którym myślałam, że będzie anime o tematyce muzycznej. Cóż, nie myliłam się gdyż muzyki klasycznej było tak naprawdę sporo lecz nie zwróciłam uwagi na szczegół jakim był fakt iż sama historia jest odwróconym haremem. Mimo że sama fabuła czy bohaterowie nie porywają z miejsc, zaś sama bohaterka reprezentuje poziom intelektualny trąbki, na której gra jeden z jej adoratorów, („O mój boże wybrały mnie magiczne skrzypce i co ja mam teraz zrobić?! Mogę na nich spróbować zagrać, ale to by było głupie więc się poużalam nad sobą kilka odcinków”) to na tytuł ten warto zwrócić uwagę chociażby dla wspomnianej wcześniej muzyki.

„Hej mała. Jestem boski i szukam panien jak ty do mojej świątyni”

Może i jestem w swoich osądach okrutna, ale jest to moje zdanie i go nie zmienię. Anime na podstawie gier otome to moje guilty pleasure: wiem, że są one głupie i schematyczne oraz, że nie reprezentują sobą nic poza jenami wydanymi przez japońskie nastolatki ALE nie ogląda się ich na tyle źle by przeżywać każdy seans jako nieodwracalną traumę. No chyba, że zabierzemy się za odcinki specjalne, ale to już inna historia, której szczegółów warto oszczędzić chociażby przez wzgląd na dobro publiczne.

 

Advertisements

7 komentarzy do “Otome. Guilty pleasure czy faktyczny masochizm?

  1. Hejhej, chciałabym zaprzeczyć jakoby gry otome były tylko dla samotnych dziewczyn – Hauouki kupił mi mój chłopak na walentynki w zeszłym roku. W dodatku zawsze w tego typu grach czy anime wybieram faceta trochę podobnego do niego. Z charakteru, nie z wyglądu, niestety Japonki mają gównogust i nie ma w otome brodatych panów :(
    Jeśli chodzi o animację, Arcana Famiglia miewało ją niezłą w scenach większej akcji, ale nie wiem, czy można to anime uznać za reverse harem, bo w sumie liczyło tam się tylko dwóch chłopców. Chlipu chlipu.
    Też bardzo lubię oglądać te serie żeby się pośmiać i trochę pomęczyć, chociaż takie na przykład Diabolik Lovers było dla mnie trochę przegięciem. No i potem człowiek zastanawia się, dokąd zmierza ludzkość, skoro najpopularniejszymi chłopcami z Amnesii byli morderca z rozdwojeniem jaźni i yandere porywacz.

    Lubię to

    • Spoko, ja kiedyś poznałam na Interpals w 100% heteroseksualnego, żonatego już Koreańczyka, którego ulubioną grą było Uta no Prince-sama. Mi tam brak brodaczy nie przeszkadza jako, że nie jestem ich fanką, ale Darya z pewnością podziela twoje zdanie odnośnie id deficytu :P
      Arcany nie dawałam specjalnie bo to dla mnie trochę dziwne było. Inteligentna bohaterka, tylko dwóch facetów w tym haremie (dodatkowo każdy z nich miał dość rozbudowaną przeszłość). Ouran jest już większym reverse harem, ale to nie jest oparte na otome no i w ogóle jakość fabuły jest nieporównywalna.
      Diabolik Lovers to była cudna komedia. Zwłaszcza odcinek, kiedy jeden z nich ssał jej krew z szyi a drugi z uda-bałam się wtedy, że dostanę ataku padaczki ze śmiechu.
      Jestem ciekawa tych nowych mahou shounenów. No i muszę w końcu obejrzeć nową La Cordę bo podobno bohaterka jest bardziej ogarnięta niż ta z poprzednich serii.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s