Silver Spoon, czyli rolnik (nie) sam w liceum

Gdzieś na Hokkaido znajduje się szkoła. Daleko jej jednak do tego typowego, japońskiego liceum, znanego na wylot z co drugiej mangi i anime. Wyróżnia je profil. Nie, nie uczy się tutaj sztuki pilotowania mechów, technik ninja albo regułek dla bogów śmierci. Nauka jest tu na wskroś bardziej oryginalna i wyczerpująca. Oezo jest bowiem technikum… rolniczym. Nie ma tu nadprzyrodzonych mocy, wszystko odbywa się tak jak matka natura przewidziała, ba, seria zawiera nawet całkiem sporą dawkę walorów edukacyjnych (a ty wiesz skąd pochodzą jajka?). Kto teraz myśli, że brzmi to wystarczająco nudno, by sobie tytuł odpuścić, tego muszę zapewnić, że będzie to błąd. Wielki błąd. Bo za tym opisem kryje się jedna z najoryginalniejszych i najbardziej wciągających mang (i anime) jakie ostatni laty czytałam. Ale co innego można się spodziewać po autorce Fullmetal Alchemista?

Życie rolników na pewno nie jest nudne.

Hiromu Arakawa po zakończeniu Fullmetal Alchemista mogła narysować wszystko – autorce Takiej Historii nie stawia się już ograniczeń. Postanowiła więc zająć się czymś na czym się po prostu zna. (Nasuwa się tu analogia z autorami Death Note’a, którzy po jego zakończeniu stworzyli Bakumona, historię dwóch takich, co chcieli tworzyć mangi). Jak wszem i wobec wiadomo, Arakawa lubi się portretować jako krowa. Ma to oczywiście związek z jej młodością, którą spędziła na najbardziej wysuniętej na północ japońskiej wyspie, wraz z licznym rodzeństwem pracując na rodzimej farmie. Czerpiąc garściami z własnego doświadczenia stworzyła historię osadzoną nie tylko w rodzimych stronach, ale i obracającą się wokół spraw na których doskonale się zna. W tym miejscu uprzedzone do tematyki osoby powinny uświadomić sobie, że warto dać temu tytułowi szansę. Ludzie, to Arakawa. Ta od FMA. Za to powinna mieć dożywotni kredyt zaufania na wszystko za co się zabierze, choćby to było przerzucanie gnoju (czego tutaj absolutnie nie zabraknie).

W ogóle, słyszeliście, że Hiromu Arakawa transmu… znaczy, urodziła już trzecie dziecko?

Jeśli wieś znamy głównie z obrazków, a świni nie widzieliśmy dotychczas inaczej niż pod postacią kiełbasy, nie mamy się czym martwić. Yugo Hachiken, nasz protagonista, nie wie o wsi wiele więcej. Właściwie znalazł się w technicznym rolniczym Oeza przypadkiem – zależało mu po prostu na tym, by jego szkoła znalazła się jak najdalej od domu i miała internat. Drobny druczek zignorował… I pewnie, gdyby wiedział na co się pisze, grzecznie by odmówił. Życie rolnika to nic do czego zwykły mieszczuch jest przyzwyczajony: wstawać trzeba w najlepszym przypadku wraz z kurami, zwierzęta traktowane są tu z większą delikatnością niż uczniowie, niby podstawowe przedmioty szkolne są na niskim poziomie, ale jeśli dodać do tego zajęcia teoretyczne z hodowli czy zarządzania farmą, okazuje, że ani ciało ani duch, nie mają tutaj lekko. Dodatkowo co krok czekają nowe, często szokujące informacje (ponawiam pytanie – na pewno wiecie skąd pochodzą jajka?) i całkiem nieoczekiwane dylematy (czy można zjeść świnię, którą samemu się wychowało?). A to wszystko okraszone genialnym poczuciem humoru. Oczywiście, jak to shoneny, jest jeszcze kwestia marzeń. Wydaje się, że każdy w szkole ma jakieś – czy to przejęcie rodzimej farmy, profesjonalna kariera baseballowa czy zostaniem weterynarzem. Tylko Hachiken nie wie co ze swoim życiem zrobić…

tumblr_n33xsx_srh_d1qdyi3xo1_1280

Cała historia obraca się wokół głównego bohatera – naszego genialnego mieszczucha, Hachikena. Po porażce z związku z marnymi wynikami egzaminów w gimnazjum, postanawia on uciec od domu i zostać najlepszym uczniem w nowej szkole. Od razu zdradzam, że ten cel mu się udaje – jako osoba lubiąca się uczyć (sic!), bez większych problemów zdobywa najwyższą średnią w szkole. Jednak, jak już była mowa, nie samą teorią człowiek tu żyje i w czasie zajęć praktycznych, nasz bohater dowiaduje się wiele nowego, nie tylko o świecie, ale i o sobie. Rzadko spotyka się tak widoczny, a przy tym, tak naturalny rozwój charakteru jakieś postaci – z introwertycznego, skupionego tylko na wynikach, szarego ucznia staje się, krok po kroku, jedną z bardziej aktywnych osób w szkole, co to i zorganizuje pizza party, i spełni się w roli wiceprzewodniczącego koła jeździeckiego. Jednak przede wszystkim radość sprawia obserwowanie jak Hachiken coraz lepiej odnajduje się wśród rówieśników i zdobywa dobrych przyjaciół, którzy pomogą w biedzie i to nawet jak nasz bohater nie zawsze jest w stanie pomóc im. Poznajemy na przykład Mikage Aki, dziewczynę zafascynowaną końmi, która jako jedynaczka ma z góry zaplanowaną przyszłość – przejęcie własnej farmy (co wcale nie wydaje się jej wymarzoną karierą). Jest też Ichiro Komaba, zawodnik szkolnego klubu baseballu, pochodzący z biednej rodziny, za którą już teraz czuje się odpowiedzialny. Albo Shinnosuke Aikawa – przyszły weterynarz, bojący się krwi. Oni i wielu innych pozwolą Hachikenowi raz po raz przemyślić różne rzeczy i się rozwijać.

Mimo bycia osobą „z zewnątrz” Hachiken dość szybko zdobywa popularność – nawet u tych, u których się o nią nie ubiegał.

Jeśli chcemy zapoznać się z serią, możemy to może to zrobić na dwa (a za niedługo i trzy) sposoby: albo przez mangę albo anime. Komiks wydawany jest od grudnia przez Waneko, które przeznaczyło na ten tytuł nawet większy format (przy zachowaniu starej ceny). Po przeczytaniu pierwszego tomiku będę rekomendować właśnie tę metodę. Może i kreska Arakawy nie jest najbardziej artystyczna, ale bez problemu sprawuje się w takiej historii. Do tego tłumaczenie jest znakomite (tekst „Nie takie rzeczy już z szwagrem robiliśmy”, nie przestaje mnie bawić), a i jakość wydania bez zarzutu (choć słyszałam, że niektórzy narzekali, na wyginający się tomik – widać trzeba uważać przy zakupie). Inny sposób, to obejrzenie  anime. Kilka dni temu skończyła się druga, także licząca 11 odcinków, seria. Odpowiedzialne za ekranizację jest studio A-1, kojarzone ostatni czasy z takimi produkcjami jak Sword Art Online i Magi. Uspokajam – mimo że w podanych anime, to, co zrobiono z materiałem wyjściowym miejscami woła o pomstę o nieba, przy Silver Spoon, twórcy byli grzeczni i wierne trzymali się materiału wyjściowego. Osobiście manga podobała mi się trochę bardziej, ale to może być kwestia gustu. Swoją drogą, trzecią metodą jest obejrzenie filmu live action, który wszedł do japońskich kin 7 marca (poza Japonią trzeba jeszcze na niego czekać kilka miesięcy, aż do wydania DVD).

Plakat do filmu. Trochę przerażający, ale z drugiej strony, to Japonia, powinnam się już dawno przyzwyczaić… (a i tak obejrzę).

Była już mowa o tym, że Silver Spoon to seria oryginalna i wciągająca. Pokazująca, że nawet wśród mang i anime, można jeszcze zaskoczyć człowieka tematyką, a przede wszystkim sposobem, jaką prowadzi się historię – naturalnością, ciekawymi postaciami i humorem na poziomie. Chciałoby się czytać i oglądać więcej takich okruchów życia, bo właśnie tego gatunku jest przede wszystkim historia. Życiowa, z humorem, ale i smutniejszymi momentami. Hachiken nie da rady poradzić sobie z wszystkimi problemami, ale nie przeszkadza mu to w każdej sytuacji życiowej dążyć do swojego celu. Czasami odbije się to na nim rykoszetem, ale nie szybko widać, że trud i upór się opłacają. Jest to jedna z moich ulubionych serii i wam też, serdecznie, serdecznie ją polecam.

~Darya

 

Reklamy

6 komentarzy do “Silver Spoon, czyli rolnik (nie) sam w liceum

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s